Nasza domowa uprawa

Na facebooku Karolina postanowiła podzielić się swoimi pierwszymi w życiu próbami kiełkowania koniczyny (http://facebook.com/kielki), ja natomiast doszedłem do wniosku, że pochwalę się tym co rośnie w Magdy i mojej kuchni. Zresztą głównie pod jej czujnym okiem :)

Po pierwsze rzodkiewka, czyli jedne z najbardziej żywotnych, szybko rosnących i rewelacyjnych w smaku kiełków, których po prostu nie może brakować w naszym domu.

Rzodkiewka to jeden z gatunków kiełków świetnie czujących się w kiełkownicach Bionatura. W tym przypadku rzodkiewka rosła sobie w oświetlonym miejscu, stąd zieleń i gdzie nie gdzie przebijający się kolor czerwony. Jeżeli nie próbowaliście jeszcze kiełków rzodkiewki uprawianych po ciemku – polecam. Wystarczy zamknąć kiełkownicę w szafce, a resztę robić dokładnie tak samo jak zawsze.

Nasza kolejna uprawa to cebula. Jestem wielkim fanem szczypiorku. Zwłaszcza w zupach! Kiełki cebuli natomiast, moim zdaniem to kwintesencja ‚szczypiorności’ zapakowana w niesamowicie delikatną roślinkę, co niezwykle mile wpływa na doznania smakowe. Jakby się ktoś pytał, to jadam z łupinkami. Mi osobiście pasują.

Cebula to dość wymagająca roślinka. Przede wszystkim nie polecam do niej niczego innego poza kiełkownicami podobnymi do tej na zdjęciu. Ostatnio w mądrej książce ‚Kiełki – cudowny pokarm‚ wyczytałem, że taki typ kiełkownic nazywamy pionowymi. Mniejsza jednak o terminologię. Cebula lubi mieć miejsce zarówno na korzenie, oraz wzrost w górę, także zamykanie jej w najczęściej w Polsce używanych kiełkownicach Bionatura, to zły pomysł. Dla niecierpliwych dodam jeszcze, że kiełki te przed osiągnięciem wieku odpowiednio dojrzałego, potrafią rosnąć nawet 2 tygodnie.

I ostatnia uprawa, którą możemy się odrobinę pochwalić, to szpinak. Roślinka, z którą mieliście Państwo tak wielkie problemy, że tymczasowo wycofaliśmy ze sprzedaży nasiona i pracujemy nad jak najlepszym opisem jak tego zbója uprawiać.

Jak widzicie rośnie i grubo przesadzone były informacje o tym, że coś jest nie tak z nasionami. Nie mniej jednak szpinak wymaga dużej troski, stworzenia mu specyficznych warunków i nadal nie jesteśmy w 100% zadowoleni z efektów, które osiągnęliśmy.
Podsumowując więc batalię ze szpinakiem – niestety, ale jeszcze trochę czasu minie zanim stworzymy instrukcję obsługi na tyle pewną, że odważymy się ponownie wystawić tę roślinkę w sklepie.

Dodaj komentarz