Hodowla kiełków

No to ten tydzień będzie pod znakiem hodowania.  Sposobów jest sporo, ale nie wszystkie są równie dobre. I nawet nie to, ze są jakieś kiepskie, ale po prostu różne nasiona różne warunki lubią. No ale jest wyjątek. jest jeden rodzaj hodowli, paradoksalnie najbardziej popularny, a którego kiełki nie lubią.  Pewnie wszyscy kiełkujacy znają te okrągłe, plastykowe kiełkowniki, dostępne powszechnie tak w internetowych sklepach jak i w normalnych.

Generalnie zacznę od tej metody, by potem wyjaśnić, dlaczego inne są lepsze. Tak, wiem, może i dziwnie to brzmi, ale zdecydowanie to jest dobry początek.

zdjęcie dla tych, którzy jeszcze nie wiedza o jakiej kiełkownicy mowa.  Zdecydowanie jest to najpopularniejsza forma hodowli, jednak ma więcej wad niż zalet. Co prawda wiele można poczytać o jej zaletach, jednak jak się zapoznać z tematem to wad jest więcej. Będę posiłkowała się notką o zaletach, jednak napiszę o nich swoje zdanie.

No ale po kolei:

1-przykrywka – wg informacji: gwarantuje stabilny, wilgotny klimat także przy wahaniach temperatury

cóż, pewnie i gwarantuje, ale jest jeszcze coś. po pierwsze kiełkujemy raczej w domach a w domach zazwyczaj mamy stałą temperaturę. Wilgotny klimat jest niezbędny przy hodowli kiełków, jednak jej nadmiar powoduje pleśnienie, niezbędna też jest odpowiednia wentylacja a w przypadku tego plastikowego wynalazku roślina po prostu zaparza się w nadmiernej wilgoci i temperaturze. kiełki wzrosną, i owszem, jednak nie tak dorodne jakby mogły

2-szalki – wg informacji: trzy duże szalki, w których można poddać jednocześnie kiełkowaniu kilka gatunków, lub można wysiewać sukcesywnie.

niewątpliwie można, ale przecież w każdej innej hodowli też można. mało tego, można dobrać różne metody hodowli lepsze dla danych nasion i zamiast zaparzania w trzech szalkach można na przykład strączki hodować w woreczku a rzeżuchę na ligninie.  Zresztą wiele kiełków i tak można łączyć a nawet czasem jest to wskazane. Na przykład warto do hodowli dorzucić nasiona rzodkiewki, bowiem redukują one ryzyko zapleśnienia hodowli. Zatem „zaleta” szalek nie jest żadną zaletą.

3-czerwone syfony odpływowe – wg informacji: zapewniają równomierny odpływ wody i regulują wilgotność

no i tu jest pies pogrzebany, bo nie zapewniają. syfony zapychają się, woda stoi, nie jest odprowadzana, wilgotność jest za wysoka i hodowla pleśnieje zamiast wzrastać.  sama idea może i była niegłupia, ale technicznie syfony po prostu nie dają rady. Wystarczy ze się zapomnimy, wody dolejemy ale nie sprawdzimy czy obciekła i już mamy po hodowli.

4 -wentylatory – wg informacji służą odprowadzaniu gazów

no i niestety nawet jeśli są to nie spełniają swojej funkcji a przynajmniej nie tak jak powinny. Przy procesie kiełkowania zachodzą przemiany, których efektem jest spore wydzielanie gazów i jeśli nie ma odpowiedniej wentylacji to uprawa jeśli nie zepsuje się to przynajmniej zmarnieje. Te same nasiona kiełkowane w innych warunkach dają po prostu lepsze plony. co jak co, ale jeśli kiełkujemy nasiona a po podniesieniu przykrywy dochodzą nas nieprzyjemne zapachy to zdecydowany znak, iż coś tu nie działa.

5-zbiornik wody – wg informacji po nawodnieniu nadmiar wody gromadzi się w zbiorniku zaś woda jest idealna do podlewania kwiatów.

no i ta informacja mogła by być prawdziwa gdyby nie to, że punkty 3 i 4 nie działają. zresztą niezależnie od metody kiełkowania zawsze  stosujemy jakiś pojemnik do zebrania obciekającej wody, lub utrzymania jej.

Tak wiec w sumie w okrągłych kiełkownikach co prawda uprawa nam najpewniej wzrośnie, ale nie będzie tak ładna jak obiecują producenci kiełkownika, spora część uprawy będzie pleśnieć lub gnić, zaś pracy będziemy mieli wcale nie mniej, bo trzeba nam i tak pilnować o odlaniu nadmiaru wody, przewietrzeniu roślinek i regularnym płukaniu.

no ale jeśli mamy takowy kiełkownik (tak, ja takowy mam, dostałam w spadku po koleżance, która zraziła się do kiełkowania, bo nie dawała rady a miała dość pleśnienia i gnicia) to też można go wykorzystać.

po pierwsze wyrzucamy syfony. to porażka a nie wynalazek zatem niech nie mami.

po drugie w każdej szalce robimy po kilka dziurek.

i teraz namoczone nasiona układamy sobie w szalkach, na pewno nie będzie nadmiaru wody zatem gnicie już nam nie grozi, jednak pleśnienie i owszem. zatem nieco rzodkiewki w oprawę i będzie lepiej. Dbamy o to by nasiona nie wyschły i by była wilgotność zachowana. w przypadku drobnicy można po prostu zraszać spryskiwaczem, większe nasiona po prostu przepłukać. Ilość płukań zależna powinna być od gatunku, bo soję czy gorczycę trzeba płukać zdecydowanie częściej niż na przykład ciecierzycę.

tak wiec jeśli planujecie kupić kiełkownicę to ja zdecydowanie odradzam. metoda słoikowa czy workowa jest zdecydowanie lepsza a i nie ponosimy żadnych dodatkowych kosztów a łatwo zrobić samemu. jeśli jednak posiadamy taki wynalazek,to już Wam pozostawiam decyzję czy dalej walczyć z syfonami czy po prostu je wywalić :)

a od jutra o innych metodach :)

7 przemyśleń nt. „Hodowla kiełków

  1. A ja mam kiełkownice i nie widze jakichkolwiek wad;D Wcześniej kiełkowałam rzeżuche na wacie, a rzeszte kiełków w słoiku – wata się przyklejała do kiełków, a w słoiku szybko wdawała się pleśń. Dodam, że kiełkownice mam podwójna – postawione jedno na drugim 6 pięter. Syfon wystarczy delikatnie poruszyć, gdy się przytka albo unieść reszte kiełkownika i przykryć. Zresztą nie zdarza to sie zbyt często i jak już to tylko w wypadku drobnych nasion. Przelać kiełki wystarczy raz dziennie 0,5 l przegotowanej wody i potem wode z dołu wylać. Kiełki rosną o wiele szybciej niż przy innych metodach i są równie dorodne. A zgniją gdy pozostawi się je już wyrośniete i zaniedbane na szalkach;P

  2. Cieszę się niezmiernie, że ktoś opanował trudną sztukę kiełkowania w ‚okrągłych bionaturach’. Nie zmienia to jednak faktu, że po wielu testach nadal nie możemy ich polecić z czystym sumieniem z powodów wymienionych w artykule :)

  3. Może warto napisać jakiej kiełkownicy się używa (Vilmorin, Bio-natura). Rożnych frim różnia się szczegółami, które moga byc istotne.

  4. Pracujemy nad ciekawszymi opisami uprawy i postaramy się uwzględnić również ten problem.
    Dziękuję bardzo za zwrócenie na niego uwagi.

    Pozdrawiam,
    Marcin Szydelski

  5. Dziekuje, bardzo za cenne wskazowki, wlasnie kupilam te nieszczesna potrojna kielkownice, firmy A.Vogiel, bioSnacky i jak widze narobilam sobie duzo roboty. Gdzie mozna znalesc cd porad o innych metodach. Serdecznie pozdr. Ida Sokolowska

  6. Ja też mam tą kiełkownicę i sobie chwalę. Uważam tylko, aby woda dokładnie odciekła (przechylając pojemniki), a czerwone syfony uważam za genialne :)

    Dodatkowo nie układam dokładnie pojemników jeden na drugim (bo też mam wrażenie, że kiełki mogą się zaparzyć), tylko przechylam je względem siebie (pokrywkę też). Wygląda to może niestabilnie, ale działa.

    A w małej kuchni uprawa „piętrowa” ma swoje zalety :)

    Wadą jest mycie – rowki je utrudniają, bo myjka się po nich ślizga.

Dodaj komentarz