Koniczyna łąkowa – hodowla

No to w tym wpisie będzie nieco zdjęć. No i od razu śpieszę wyjaśniać, dlaczego hodowla koniczyny okazała się trudna. Po prostu moja córka tak zasmakowała w niej, że wyjadała w trakcie całej hodowli poczynając od podjadania namoczonych ziaren ;)

W każdym razie moja hodowla wyglądała tak:

tak wyglądają nasiona koniczyny. Ot wysypane na białą kartkę co by je było dobrze widać.

Zalane wodą celem namoczenia. Co istotne one ładnie pęcznieją i szybko zatem namaczanie nie musi być specjalnie długie, ale z lenistwa (i bezpieczeństwa, bo dzieci śpią) namoczyłam na noc, to tylko rano nieco zniknęło ;)

Generalnie po namoczeniu nasiona trzeba przepłukać, ale ciężko się płucze i jednocześnie zdjecia robi, jednak tę czynność chyba łatwo zrozumieć.

No i teraz kwestia metody hodowli. Jako, ze koniczyna to roślinka drobnoziarnista i zjadać możemy jej siewkę  ze wszystkimi pozostałościami nasionka to hodować ją można spokojnie na sitku, w słoiku czy na ligninie. Kiełkownica którą posiadam przypomina hodowlę na sitku, zatem wysypałam nasiona i zadbałam by poziom wody w naczyniu pod spodem był należyty. Należyty to znaczy tafla wody ma być możliwie najbliżej nasion, ale nasiona nie mogą pływać.

I teraz kolejno nasionka z dzień po dniu, czy jakoś tak w okolicach. U mnie w kuchni dość zimno jest teraz zatem wzrosły mi mniejsze niż w pracy, ale i tak smaczne były.

Ten meszek na zdjęciach to nie pleśń ale korzonki. Koniczyna wzrosła zdrowo i bezpiecznie. Istotne przy tej metodzie jest to, że gdy korzonki już sięgną same do wody, to my już nie mamy co przy koniczynie robić, ot sama rośnie.

I zielono jak widać. Regularnie podjadana uchowała się na tyle by kilka fotek pstryknąć, a gdy tylko je pstryknęłam to dokładnie połowa poszła na jedną kanapkę.  Ot uroki tego co smaczne i ładne. Jakoś tak wybitnie szybko znika. Ale mnie to osobiście cieszy, bo przynajmniej córa zdrowe ma przekąski.

Zatem jak widać hodowla jest prosta.

Oczywiście można hodować w inny sposób, choć lignina czy wata maja ten minus, że nie zjadamy korzonków (no chyba że ktoś lubi dodatki waty czy ligniny w pożywieniu ;) ) zatem jakby co to polecam hodowlę w sitku lub słoiku. Moja koniczynka wyglądała tak:

Skąd te łyse placki to już wiecie.

Dodaj komentarz