Zdrowe kiełki?

Tak, logika na pewno podpowiada Wam, że zdrowe, bo przecież nie napiszemy, że nie. I logika jest tu zdecydowanie słuszna, ale temat sam w sobie istotny, bo choć powszechnie mówi się o zdrowiu w kiełkach zawartym, to jednak są i głosy przeciwne. Stąd też postanowiłam ten temat wziąć na warsztat.

 

Może zatem zaczniemy od tego, skąd się wzięły głosy, iż nie są zdrowe. Pierwsze z nich, zdecydowanie słuszne, wzięły się stąd, że nie wszystkie nasiona nadają się do kiełkowania. Wiele roślin, w początkowej fazie wzrostu wytwarza substancje szkodliwe dla człowieka. Stąd na przykład nie kiełkujemy pomidorów czy fasoli białej czy jasia. Jest to fakt i jeśli tylko kupujemy nasiona przeznaczone do kiełkowania to właściwie nie mamy ryzyka, iż trafią się nam gatunki niejadalne.

Ale z tego pierwszego punktu wyłania się punkt drugi: toksyny w kiełkach. Jakiś czas temu pojawiły się głowy, iż wszystkie kiełki zawierają substancje szkodliwe a wręcz toksyczne jednak mamy tutaj do czynienia z tak zwaną kaczką dziennikarską. Ot ktoś nie zbadał tematu, użył skrótu myślowego czy po prostu nie doprecyzował wypowiedzi a ktoś inny rozdmuchał sprawę w szerszym zakresie. W ten sposób pojawiła się nieprawdziwa informacja często „potwierdzana” przykładami takimi jak:

LATHYROGEN (toksyna wywołuje paraliż w nogach) występuje w strączkowych, szczególnie zaś w różnych odmianach grochu.  I mamy tutaj półprawdę, bowiem rzeczywiscie, są gatunki, które tę toksynę zawierają (na przykład groszek pachnący, który znamy jako przepiękne kwiaty) jednak badania oparte na populacji indyjskiej, gdzie z powodu głodu wielu ludzi sięga po odmiany niejadalne,  są mało wiarygodne w aspekcie spożywania ziarna roślin jadalnych, czy też  sprawdzonych pod wzgledem kiełkowania.

 

Kolejny aspekt to, paradoksalnie, badania naukowe. Wynika to z tego, że  im więcej mądre głowy dostrzegają elementów, tym więcej zamieszania mniej mądre głowy mają. Bo kiedy jedna osoba coś odkryje to inna tworzy kontrtezę, a  to najczęściej prowadzi do walki dwóch przeciwnych obozów, nie tyle pośród uczonych (gdyż oni może do błędów przyznawać się nie lubią, ale jednak często szerzej na sprawę patrzą, choć niekoniecznie potrafią to przedstawić) co pośród tych, którzy owym uczonym zawierzyli. Ciekawe jest to, że generalnie same naukowe tezy często maja racje bytu, jednak ich rozwiniecie w dalszych interpretacjach czasem potrafi zaskoczyć. Tak jest na przykład z saponiną.

Pojawiły się głosy, iż saponina jest wysoce szkodliwa a jej wysoka zawartość w kiełkach  to poważne ryzyko. Ba! Spotkałam się nawet ze słowami, iż saponina jest toksyną! No ale jak to jest w faktach? Choć wikipedia nie jest najpewniejszym źródłem, to pozwolę sobie zacytować:

Mają działanie lecznicze: moczopędne, wykrztuśne, wzmagają wydzielanie śluzu, wzmagają procesy wchłaniania składników pokarmowych z jelit do krwi,przeciwzapalnie, przeciwbakteryjne, pierwotniakobójcze, przeciwgrzybicze i przeciwwirusowe, pobudzają wydzielanie soku żołądkowego, żółci i soku jelitowego. Mogą wpływać na poziom cholesterolu. Nasilają trawienie tłuszczów. Niektóre z nich są truciznami.

Saponiny powodują hemolizę czerwonych krwinek.(…)

Duże dawki saponin, podane doustnie mają działanie wymiotne.

 

Jak widać, wyraźnie napisano,”iż niektóre z nich”. Ale przecież w przypadku grzybów też mamy gatunki jadalne i trujące, a jakoś człowiek umie to rozgraniczyć. Saponiny zawarte w kiełkach nie tylko są bezpieczne, ale przede wszystkim są bardzo korzystne dla zdrowia. Tak więc z powodu niezrozumienia człowiek lękliwy może wykluczyć ze swej diety bardzo ważny czynnik. I nie na wyrost podkreślam wagę saponiny, gdyż jej występowanie w naszej diecie zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób krążenia, chorób nowotworowych oraz obniża cholesterol.

 

Powyższy przykład saponiny wskazuje też na to, że w warunkach laboratoryjnych substancja może mieć właściwości trujące, jednak nie wynika to z właściwości samej substancji ale z tego, iż została wydzielona z całego szeregu innych, współtowarzyszących związków, niezbędnych do prawidłowego działania. Na przykład w warunkach laboratoryjnych można udowodnić iż witamina C jest trująca. Jednak wciąż mówimy o warunkach laboratoryjnych, a nie normalnym pożywieniu.

 

Kolejną nadinterpretacją, która przysporzyła kiełkom nieuzasadnionych opinii jest kwestia związana z dietą Gersona. Niezorientowanym wyjaśnię, że Max Gerson by wyleczyć siebie z migreny wykluczył z diety produkty wysoko przetworzone, sól, tłuszcze i wiele innych produktów zaś jego pomysł na swoje zdrowie przyjął się jako metoda wspomagania leczenia cukrzycy, nowotworów i wielu innych poważnych schorzeń.  Nad samą dietą rozwodzić się nie będę, i tak post wyjdzie bardzo długi, ale chciałam zwrócić uwagę na jeden aspekt: dieta w której spożywa się wiele surowych warzyw odradza spożywanie kiełków. No i pośród niezorientowanych pojawiły się głosy, że powodem są właśnie toksyny. Ale osoby, rozsyłające te informacje najwyraźniej nie zgłębiły tematu i zapomniały, że mowa o osobach chorych a nie zdrowych. Wykluczenie kiełków z diety Gersona nie wynika z tego, że kiełki są złe, ale z tego że zawierają nierozwinięte białko l-kanawaninę. Jakby tego było mało, dotyczy to nie wszystkich kiełków ale konkretnie  podkiełkowanych nasion lucerny. Zatem wpływ tej substancji na zdrowego człowieka jest znikomy, choć wedle badań Gersona, w przypadku osób wyniszczonych chorobą jest istotnym czynnikiem. Tak więc osoby cytujące nagminnie dwa zdania z jednej i tej samej publikacji, najpewniej nie sprawdziły tematu w całości i zalecenia dla osób wyniszczonych chorobą uznały za dobro dla wszystkich, zaś kiełki lucerny uznały za wykładnie wartości wszystkich kiełków.

 

Warto też pamiętać, że zarówno brak jak i nadmiar szkodzi, tak więc jeśli ktoś ma schorzenia wynikające z nadmiaru powiedzmy wapnia, powinien unikać produktów bogatych w ten pierwiastek. Ale przecież nie oznacza to, że wapń jest zły, a jedynie, że dla tej konkretnej osoby (czy przy konkretnym schorzeniu) zalecane jest mniejsze spożycie tego składnika. Zatem jeśli dane kiełki są bogate w jakiś składnik, którego nasz organizm ma nadmiar to ich spożycie może być niekorzystne, jednak mówimy tu o zaburzonej równowadze, o chorobie, zatem  zjawisku którego raczej staramy sie unikać.

 

Tego typu przypadków jest wiele i najczęściej negatywne opinie wynikają z jakiegoś uogólnienia, niezrozumienia czy właśnie użytego skrótu myślowego. Potem jedno zdanie krąży po internecie jako „dowód na” a mało kto wnika w temat by sprawdzić chociażby, czy zdanie nie jest na przykład wyrwane z kontekstu lub po prostu kiepsko przetłumaczone.

 

Czy kiełki są zdrowe? Tak

Ale kiełki konkretnych roślin, bo przecież nie wszystkie są jadalne. Niby jest to tak oczywiste, a jednak czasem umyka świadomości.

Dodaj komentarz