Archiwa kategorii: diety

Tak dla odmiany… kiełki z makaronem ramen.

Choć nazwa makaronu z tytułu brzmi dość egzotycznie i zagadkowo, ale chodzi o coś bardzo nam wszystkim znanego. Chyba każdy miał kiedyś okazję skosztować tzw. zupki chińskiej, a kluski do niej dodawane to właśnie rzeczony ramen. Nie powinny one jednak kojarzyć się nam tylko z szybkim i niezdrowym jedzeniem. Warto dla urozmaicenia i nadania naszym potrawą lekko orientalnego charakteru, zamienić zwykłe noodle właśnie niego. Zwykły rosół podany z ramenem i sosem sojowym zamiast maggi nabierze zupełnie nowego charakteru.

No ale dosyć opowiadania o makaronie :) Chciałabym przedstawić Państwu dwa proste przepisy wykorzystujące ramen. Pierwszy z nich jest dość tradycyjny, bo makaron jest w nim ugotowany i podany w zupie. Drugi z nich jest zaś troszeczkę eksperymentatorski, bo wykorzystuje chrupkość surowych klusek. W składzie każdego z tych dań znajdują się oczywiście nasze ulubione kiełki. Zapraszam do lektury :)

Zupa miso z makaronem ramen i kiełkami fasoli mung

  • bulion (warzywny albo mięsny, w zależności od upodobań),
  • opakowanie makaronu ramen (200g),
  • 200 g mielonej wieprzowiny (wegetarianie pomijają:)
  • dwa litry wody,
  • łyżka cukru,
  • łyżka przeciśniętego czosnku,
  • 4 łyżki pasty miso,
  • 200 g kiełków fasoli mung,
  • pęczek szczypiorku,
  • sos sojowy,
  • łyżka startego imbiru,
  • por,
  • 4 łyżki pasty miso.

Kroimy drobno pora. Na rozgrzaną patelnię wrzucamy mięso i rozdrobniony czosnek oraz imbir. Przyprawiamy do smaku. Dodajemy sos sojowy, cukier, pastę miso, pociętego pora, garść szczypiorku i wszystko dokładnie mieszamy.

Na osobnej patelni podsmażamy na dużym ogniu resztę szczypiorku pociętą w 5-cm paski i kiełki. Doprawiamy do smaku. Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu.

Do miseczek nakładamy makaron, zalewamy go bulionem. Nakładamy po porcji mięsa i porcji podsmażonych warzyw. Ufff, gotowe! :)

źródło: http://www3.nhk.or.jp

Bardzo chrupiąca sałata z makaronem ramen i kiełkami fasoli mung

  • pół główki kapusty pekińskiej
  • 100 g makaronu ramen
  • pół kubka nasion słonecznika
  • dwie garści kiełków fasoli mung
  • ulubione orientalne przyprawy
  • pół kubka oleju roślinnego
  • 3 łyżeczki cukru
  • 3 łyżki białego octu winnego

Sałatę tniemy w drobne paski, dodajemy kiełki, połamany drobno makaron i nasiona słonecznika. Z ciekłych składników tworzymy sos, doprawiamy go ulubionymi orientalnymi przyprawami. Voila!

źródło: allrecipies.com

Mam nadzieję, że oba przepisy przypadły Państwu do gustu. Pierwszy jest dość skomplikowany, ale drugi to po prostu bułka z masłem, a przygotowanie tej sałatki nie zajmie więcej niż pięć minut :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę samych sukcesów kulinarnych :)

Kiełki po włosku

Witam serdecznie,

dziś zamieszczam przepis niezwykle aromatyczny i godny uwagi każdego fana kuchni italiana :) Danie jest wegetariańskie, ale nie wegańskie (przez zawartość mozarelli). proste, ale całkiem efektowne. Do tego całkiem dietetyczne – autorzy przepisu twierdzą, że porcja tej zapiekanki zawiera jedynie 300 kalorii!

Ilość kiełków użytych do przygotowania potrawy zadowoli wszystkich fanów tych maleńkich roślinek. Tak więc, nie przedłużając, oto on:

 

Casserole z sosem spaghetti i kiełkami fasoli mung

Składniki:

  • 1 łyżka stołowa margaryny (15 g),
  • 1 średniej wielkości, pokrojona cebula,
  • 1 średnia papryka, także pokrojona,
  • 500 ml ulubionego sosu spaghetti,
  • 375 g kiełków fasoli mung (lub innych pokaźnych kiełków – np. soczewicy czy fasoli adzuki)
  • 250 g rozdrobnionego sera mozarella,
  • przyprawy do smaku.

Cebulę i paprykę dusimy na margarynie, aż zmiękną. Dodajemy sos spaghetti i kiełki. Trzymamy chwilę razem na ogniu, doprawiamy do smaku, następnie całość przekładamy do żaroodpornego naczynia, posypujemy rozdrobnioną mozarellą i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 150 stopni. Pieczemy przez 20 minut. Gotową zapiekankę możemy udekorować ulubionymi kiełkami.

Voila! :)

źródło: http://www.isga-sprouts.org

Zachęcam do próbowania i komentowania!

Pozdrawiam,

 

Kiełkowe przekąski

W dzisiejszym wpisie zaproponuję Państwu dwa niezwykle ciekawe przepisy na kiełkowe ‚coś na ząb’. Są to idealne mieszanki dla miłośników słonych przekąsek, który chcieliby porzucić zgubny nałóg jedzenia czipsów czy solonych orzeszków. Receptury są do siebie dosyć podobne, ale istotną zmianą jest straszna ostrrrość jednej z nich. Ilości składników są dość przemysłowe, ale oczywiście można dodać wszystkiego odpowiednio mniej :) Zapraszam do lektury, próbowania i komentowania!

Ziołowa mieszanka kiełków i orzeszków:
- kilogram ulubionych kiełków – najlepiej uwzględnić zarówno te duże i chupiące (typu: fasola mung, soja czy adzuki), jak i te mniejsze (rzodkiewka, kozieradka, koniczyna itp),
- suszone oregano, tymianek i bazylia (po łyżeczce),
- sól, pieprz, rozmaryn, suszony czosnek (także po łyżeczce),
- łyżka oliwy lub oleju Carotino.

Przygotowanie: Po prostu wszystko ze sobą wymieszać :)

Mieszanka „San Franscisco” (czyli ta ostra:)):
- kilogram ulubionych kiełków (sytuacja taka sama jak w przepisie powyżej),
- suszony czosnek, tymianek, sól, pieprz, pieprz cayenne (jedna łyżeczka),
- opcjonalnie łyżeczka cukru,
- ulubiony ostry sos,
- łyżka oliwy lub oleju carotino.

Przygotowanie: Wszystko ze sobą wymieszać, w razie potrzeby dodać dodatkową porcję ostrych przypraw.

źródło: sproutpeople.com

Pozdrawiam serdecznie i życzę wytrzymałości na mrozy :))))

Przepis na kiełkowe hamburgery

Witam serdecznie,

postanowiłam uraczyć dziś Państwa przepisem, który kompletnie mnie zauroczył. Nie mogę się doczekać, aż wyhoduję odpowiednią ilość kiełków i będę mogła przekonać się, czy pomysł jest rzeczywiście tak cudowny, jak mi się wydaje.

Chodzi oczywiście o tytułowe kiełkowe hamburgery. Wegetariańska wersja fast foodowego rarytasu  powinna wyglądać mniej więcej w ten sposób:

Receptura, którą za chwilę podam, obejmuje jedynie sposób przygotowania samego „kotleta”, reszta składników, których użyjemy do stworzenia naszej zielonej kanapki jest oczywiście dowolna. Proponuję zrezygnować z widocznego na zdjęciu, morderczego dla witamin połączenia ogórka i pomidora :)

Sądzę, że podane w ten sposób kiełki przekonają do siebie każdego malucha.

 

źródło obrazka: tastypalettes.com

Kiełkowe hamburgery:

Składniki:

Wszystkie składniki dokładnie rozdrobnić i zmielić w mikserze. Uformować z powstałej masy niewielkie kotleciki. Rozgrzać patelnię, wlać na nią tłuszcz i smażyć na kotlety na dużym ogniu. Powinny zbrązowieć z każdej strony.

źródło: sproutpeople.com

Zachęcam do wypróbowania receptury i życzę miłego wieczoru!

 

Jesienne sałatki

W dzisiejszym poście zaprezentuję Państwu kilka nieskomplikowanych przepisów na bombowitaminowe i smaczne sałatki z kiełkami. Oto one:

Jesienna sałatka z dynią i kiełkami lucerny

  • buraki 1 szt,
  • dynia 400 g,
  • gorczyca - 1 łyżeczka,
  • kiełki lucerny - 6 łyżek,
  • musztarda - 1 łyżeczka,
  • ocet balsamiczny - 1 łyżka,
  • olej CAROTINO – 3 łyżki,
  • orzechy laskowe – 75 g,
  • pieprz,
  • rukola – 250 g,
  • ser kozi – 200 g,
  • sól.
Nagrzewamy piekarnik do 200ºC. Dynie kroimy w kostkę, polawamy 2 łyżkami oleju, doprawiamy solą i pieprzem. Pieczemy w piekarniku (przez ok. 20-30 min), aż będzie miękka i lekko zrumieniona. Wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy do ostudzenia. Przygotowujemy sos z reszty oleju, octu, ziaren gorczycy i musztardy, doprawiamy solą i pieprzem. Na indywidualnych talerzach układamy rukolę, dynie, buraki i pokruszony ser kozi. Posypujemy kiełkami i orzechami. Polawamy sosem vinaigrette.
źródło: zpierwszegotloczenia.pl
.
Witaminowa sałatka z grissini i kiełkami fasoli mung
(składniki na 1 porcję)
  • 1 łyżka groszku konserwowego,
  • 1/4 małej marchewki,
  • 3/4 łyżki kiełków fasoli Mung,
  • garść poszarpanych sałat,
  • 1/2 łyżki wiórków z marchwi,
  • 1/2 łyżki ziaren słonecznika,
  • 1/2 jajka kurzego,
  • 4 plasterki szynki delikatnej, łagodnie wędzonej,
  • sól morska prowansalska,
  • olej CAROTINO,
  • 1 paluszek chlebowy grissini (upieczony wcześniej lub kupiony).
Ziarna słonecznika prażymy na patelni bez tłuszczu. Jajko gotujemy na pół miękko, tak aby żółtko lekko się rozlewało do sałatki. W miseczce układamy umytą i poszarpaną sałatę. Dodajemy odcedzony groszek konserwowy i kiełki fasoli Mung. Marchew ucieramy na tarce na największych oczkach. Posypujemy sałatę. Jajko kroimy na 4 części i układamy w misce. Układamy zwinięte plasterki szynki, przy czym jeden zostawiamy do grissini. Całość lekko solimy i spryskujemy olejem. Jeden plasterek szynki owijamy wokół grissini i układamy na boku miseczki. Podajemy razem z sałatką. Smacznego!
źródło: gotujmy.pl
.
Sałatka z awokado, cykorią i kiełkami słonecznika
  • 8 suszonych śliwek,
  • 50 ml brandy,
  • 2 obrane pokrojone w cząstki awokado (skropione sokiem z cytryny),
  • 2 „wyfiletowane” cząstki grejpfruta,
  • 4 cykorie,
  • 100g kiełków słonecznika,
  • 1/2 główki sałaty lodowej,
  • 1 łyżeczka białego sezamu,
  • 1 łyżeczka czarnego sezamu,
  • 4 łyżki sosu sojowego,
  • 2 łyżki cukru brązowego,
  • 1 łyżka sosu ostrygowego,
  • 6 łyżek oleju słonecznikowego.
Wszystkie składniki sosu (za wyjątkiem oleju) zagotowujemy ze sobą, często mieszając. Dopiero do wystudzonej mikstury dodajemy olej. Suszone śliwki moczymy w brandy, następnie mieszamy z cząstkami grejpfruta i kiełkami. Składniki układamy na drobno poszarpanej sałacie lodowej i cykorii, polewamy sosem i posypujemy uprażonymi ziarnami sezamu. Voila! :)
źródło: gotujmy.pl

Zupy na jesienne chłody

W dzisiejszym wpisie zaproponuję Państwu garść przepisów na bardzo „konkretne”, typowo jesienne zupy. Z pewnością pomogą one wzmocnić osłabiony chłodem organizm, a dodatkowo zapewnią nam wyjątkowe doznania smakowe :)

.Zupa czosnkowo-imbirowa z kiełkami rzodkiewki – pogromca wszelkich zarazków

  • litr rosołu z kury (lub wywaru warzywnego),
  • ½  filiżanki drobno pokrojonego czosnku,
  • ½ filiżanki świeżego, drobno pokrojonego imbiru,
  • ½ filiżanki kiełków rzodkiewki,
  • 1 łyżka masła.
Czosnek i imbir dusimy na maśle przez 5 minut, aż zmiękną. Dodajemy do rosołu. Kiełki  można podsmażyć przez 2 min i również połączyć z zupą, ale lepiej dodać surowe. Nie stracą wówczas cennych witamin. Można dodać też łyżkę posiekanej natki pietruszki.
!UWAGA! Zupa jest naprawdę mocna i rozgrzewająca! Tylko dla prawdziwych wielbicieli czosnku :)
źródło: eqokuchnia.pl
.
Zupa dyniowa z pistacjami i kiełkami fasoli mung – bardzo gęsty i smaczny sezonowy przysmak
.
  • 500g miąższu pieczonej dyni,
  •  1 cebulka, posiekana,
  •  500 ml bulionu warzywnego,
  •  1,5 szklanki mleka,
  •  pieprz, sól, gałka muszkatołowa,
  •  kilka suszonych grzybów,
  •  kiełki fasoli mung,
  •  garść posiekanych pistacji,
  •  oliwa lub OLEJ CAROTINO.
Na oliwie szklimy cebulę i zalewamy bulionem. Dodajemy suszone grzyby i zagotowujemy. Odstawiamy na 30 min, po czym wyciągamy grzybki i do bulionu dodajemy upieczoną dynię. Dodajemy mleko, zagotowujemy, a następnie miksujemy. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką. Przelewamy na talerze i dekorujemy kiełkami oraz pistacjami. Voila! :)
źródło: zpierwszegotloczenia.pl
.
Zupa z kiełków soczewicy – idealna na wzmocnienie
.
  • 1 pokrojona cebula,
  • 1/2 szklanki startej marchwi,
  • 1/2 szklanki startego korzenia pietruszki,
  • 1/2 szklanki startego selera,
  • 2 łyżki oliwy,
  • 6 szklanek wody,
  • 3 szklanki kiełków soczewicy,
  • 2 duże ziemniaki,
  • 2 drobno pokrojone ząbki czosnku
  • 1/3 łyżeczki pieprzu ziołowego,
  • 1/3 łyżeczki majeranku,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 1 płaska łyżeczka miso,
  • 1/3 szklanki drobno pokrojonej natki pietruszki.
Pięć pierwszych składników dusimy z 2 łyżkami wody przez około 10 minut. Wlewamy wodę, wsypujemy kiełki i pokrojone w kostkę ziemniaki. Gotujemy przez 20 minut. Dodajemy czosnek, zioła i miso. Solimy i odstawiamy na 5 minut. Posypujemy natką pietruszki. I już gotowe!
źródło: medigo.pl

Kiełki a karmienie.

Było o ciąży zatem z czasem przychodzi i dalsza część radości. Karminie piersią jest wbrew pozorom bardziej restrykcyjne żywieniowo niż sama ciąża, choć to właśnie o żywieniu w ciąży więcej się  mówi. Niestety w kwestii żywienia  się mam karmiących panuje straszliwy bałagan a poszczególne zalecenia najczęściej się wzajemnie wykluczają. no i przede wszystkim nie jest to sprawa prosta.

Czy kiełki nadają się dla karmiących? Ogólnie tak, ale bywają wyjątki.  Podstawowy polega na alergiach i pomijam tutaj to, że sama mama może być alergiczką.  Istnieje też ryzyko iż zbyt wczesne podanie pokarmu (również pośrednio, właśnie przez pierś) może uczulić maluszka. Ryzyko jest tym większe im więcej alergików w rodzinie a jeśli mama jest uczulona na produkty spożywcze to ryzyko jest dość spore. Ale ostrożność najczęściej wystarczy i uważne obserwowanie czy po wprowadzeniu nowych smaków nie ma reakcji alergicznej.

 

No ale jest to część głównie dla rodzin alergicznych, choć nawet niealergicy powinni pamiętać, ze pszenica na przykład jest bardzo silnym alergenem. Uważać też należy na soję, kukurydzę czy słonecznik. Ale to nie znaczy, że są w ogóle zakazane przy karmieniu. Po prostu wprowadza się je stosunkowo późno i w małych ilościach a jeśli u dziecka nie wystąpią zmiany alergiczne to można śmiało zajadać.

 

Jednak alergia to tylko jeden z niuansów wczesnego macierzyństwa/tacierzyństwa. Oczywiście tatusiowie nie karmią i zjadać mogą wszystko co lubią, jednak niewysypianie się dotyczy obojga rodziców, a bywa bardzo przykre gdy na przykład pojawią się wzdęcia…  Jeśli maluszek nie ma skłonności do alergii niestety mama karmiąca i tak powinna się pilnować.

Kiedyś doszłam do wniosku, że mając maleństwo przy piersi mama ma do wyboru: albo się zajadać, albo wysypiać. Bo oczywiście można jeść co się chce ale wtedy trzeba się liczyć z kolkami, nieprzespanymi nocami lub dniami z dzieckiem na rękach. Warto zatem spojrzeć na to co mamy na talerzy by choćby zminimalizować ryzyko tych wątpliwych, acz nieuniknionych w sumie atrakcji.

 

Po pierwsze strączki: na szczęście kiełki strączków są lżej strawne niż same nasiona, jednak trzeba pamiętać, że w bardziej wrażliwych brzuszkach i tak mogą wywołać nieprzyjemności. Z drugiej strony takie strączki są świetnym preludium przed wprowadzeniem do diety właśnie samych strączków. Na sam początek polecam soczewice, na sam koniec grochy i soje.

 

Po drugie ostre kiełki: niestety tego lepiej się przy karmieniu piersią wystrzegać a szczególnie przez pierwsze 3 miesiące a nawet pół roku. Potem, gdy maluszek sam zaczyna poznawać inne smaki możemy powoli wprowadzać je do diety, jednak na sam początek odradzam.

 

Po trzecie przyprawy: tych karmiąc raczej oszczędzamy a to często powoduje, ze  posiłki są mdłe i niesmaczne. Ale nie ma co się katować. Z pomocą przyjdzie kozieradka czy niewielkie ilości rzodkiewki (ale naprawdę niewielkie). Tak więc choć kiełki nie zastąpią wszystkich przypraw, to jednak pomogą uatrakcyjnić jałowe zazwyczaj żywienie mamy karmiącej, szczególnie w pierwszych miesiącach.

 

Jeszcze jest kwestia pszenicy… Bo działa ona przeczyszczająco gdy zjada się jej więcej, ale trzeba pamiętać, że to działanie nie tylko dotyczy mamy ale i dziecka. Zatem pszenicę tez polecam wprowadzać później niż wcześniej.

 

Ale jest na szczęście wiele innych kiełków, które możemy spokojnie zajadać jeśli tylko nie mamy na nie uczulenia.

Koniczyna:  jest smaczna, łagodna w smaku i zdecydowanie pomocna kobietom.

Brokuły: niezwykle odżywcze i choć lekko ostrawe w smaku to jeśli z nimi nie przesadzimy w iloci to powinny być bezpieczne tak dla małego brzuszka.

Facelia: również łagodna w smaku a jedynym przeciwwskazaniem są alergie (uwaga dla uczulonych na trawy)

Burak: niezwykle cenny dla mam a przy tym bezpieczny dla maluszka. Zdecydowanie godny polecenia.

Lucerna: kolejna bomba odżywcza i znów jedynie alergia może być przeciwwskazaniem.

 

Zatem choć żywienie mam karmiących objęte jest koszmarna wprost ilością obostrzeń, to warto w nim pamiętać o kiełkach. Nie wszystkich i nie na raz, ale zdecydowanie nie tylko umilą posiłki ale i wzmocnią organizm. A tego zdecydowanie potrzeba.

Kiełki dla cieżarnych.

TO zdecydowanie dobry pomysł. Nawet bardziej niż dobry, bo o tym, że zawierają dużo wartości odżywczych to już pisałam nie raz łącznie z wyszczególnieniem co gdzie i ile. Ale są inne wyjątkowe właściwości kiełków, czyniących z nich niezastąpiony dodatek żywieniowy dla ciężarnych.

Panie które znają ciężar takiego brzucha doskonale zrozumieją o czym piszę.

 

1 – Wieczne podjadanie. Sławetne napadówki ciężarnych nie są przypadkowe.  Najczęściej to organizm woła nam o niezbędne składniki, jednak człowiek przyzwyczajony do dzisiejszych substytutów żywieniowych wypełnia się byle czym. Tak wiec gdy mamy ochotę na słodkie nie zapychajmy się  złodziejską sacharozą ale zjedzmy słodkie jabłko czy też garść siewki kukurydzy. I tak właściwie z każdym smakiem, bo nie o sam smak przecież chodzi ale o konkretne wartości jakie teoretycznie za nim się kryją.

2 – Zamiast tabletek.  Nie wszystkim odpowiada syntetyczna suplementacja a jednak w czasie ciąży jest wiele składników  na których jest zwiększone zapotrzebowanie.   Co istotne wiele z nich znajduje się właśnie w kiełkujących roślinach zatem można swobodnie uzupełnić potencjalne braki przy pomocy kiełków. Na przykład kwas foliowy znajdziemy w kiełkach brokuła, zaś zapotrzebowanie na białko możemy zaspokoić kiełkami soczewicy czy fasoli mung.

3 – Woda. Zdecydowanie sporo płynów potrzeba w tym czasie a kiełki zawierają w sobie około 90% wody a nawet więcej. To powoduje, że nawet jeśli z jakiś powodów mamy kłopoty z wypijaniem odpowiedniej ilości płynów, to podjadanie tak „wodnistych” produktów zdecydowanie korzystnie wpływa na nawodnienie organizmu.

4 – Dbałość o linię. Oj tak, mit o tym jak strasznie dużo tyje się w czasie ciąży jest straszliwy i niestety niejedna mama ulegając swym zachciankom rzeczywiście przybiera na wadze w większej ilości kilogramów niż sama ciąża by wskazywała. I tutaj znów kiełki są pomocne, bo choć są niezwykle wartościowe, to jednak w sumie to sama woda, zatem ryzyko utycia nie jest tak wysokie jak przy podjadaniu innych przekąsek.

5 – Miejsce w brzuchu. Rzecz którą odczuwa się dopiero w 3 trymestrze, ale jest zdecydowanie istotnym czynnikiem. Gdy maleństwo rośnie zaczyna powoli brakować miejsca na nasze własne narządy. Nagle oddychamy płycej, zjadamy mniejsze ilości, częściej czujemy głód a wszystko dlatego, że jest za mało miejsca na wszystko razem.  Wybór: najeść się lub swobodnie oddychać jest dość uciążliwy a gdy mamy naprawdę zapotrzebowanie by coś zjeść (w sensie smak)  to znów kiełki przychodzą nam z pomocą. Zapewniają naszemu organizmowi to co jest mu potrzebne (kiełki soczewicy gdy mamy potrzebę na coś bardziej sycącego, kiełki lucerny, gdy potrzebna lekka przekąska czy też jakiekolwiek inne które pasują nam smakiem) przy czym nie rozpychają żołądka i nie powodują ucisku na i tak obciążony już brzuch.

 

Tak wiec wszystkim ciężarnym i planującym powiększanie rodziny polecam zaznajomienie się z kiełkami, bo stanowią świetną alternatywę dla ciastek, syntetyków i wielu innych pokus z którymi niejedna przyszła mama się spotyka.

 

Biało w naszej diecie

Jak pisałam o żelazie użyła sformułowania iż „owe nagłośnienie jest wyjątkowo uzasadnione”. Dla tych, co nie czytali wcześniejszego wpisu wyjaśniam, że chodzi o nagłośnienie braków żelaza w codziennej diecie które prowadzi do wielu problemów zdrowotnych zarówno fizycznych jak i psychicznych i emocjonalnych. I nie przez przypadek od tego zaczynam. Dziś bowiem chcę pisać o białku a z nim jest sprawa odwrotna niż z nagłaśnianiem braków żelaza. Wciąż się mówi o tym by dostarczać odpowiednią ilość białka a niejeden wegetarianin spotkał się nie raz z zapytaniem: „no to jak ty uzupełniasz braki białka?”

Rzecz w tym, że białka nam na pewno nie brakuje.  Jest go pełno, nawet za dużo. Oczywiście białko jest bardzo ważne, stanowi element budulcowy naszego organizmu, jednak nasze organizmy dostają do wystarczająco a wręcz za dużo. Ponadto jest jeszcze jeden istotny, acz pomijany aspekt: białek jest wiele i nie wszystkie są równie wartościowe i nam potrzebne.

Ci którzy czytają etykietki na produktach pewnie nie raz zauważyli wśród składników „białka mleka”. Żywieni papką medialną wierzymy, że mleko jest zdrowe zatem białka mleka tym bardziej będą zdrowe. Nic bardziej błędnego. Pod tą nazwą, tak pozytywnie przez większość kojarzoną, kryje się kazeina. Biało niezbędne cielakom do budowy kopyt czy rogów. Oczywiście, człowiek kazeinę też wykorzystuje przy budowaniu swego organizmu, jednak w śladowych (w porównaniu z innymi białkami) ilościach.

I tu mamy dwie kwestie ważne dla naszego zdrowia:

  1. mamy wiele różnych białek i mają one różne zadania (nie tylko budulcowe, choć to o nie troskliwi najczęściej dopytują), tak więc nie każde białko będzie dla nas równie cenne (patrz kazeina właśnie);
  2. mamy ogromne ilości białka w pożywieniu i codziennie kilkakrotnie przekraczamy ilości bezpieczne dla zdrowia. Poza  wyjątkami celowo bazującymi na diecie wysokoproteinowej (np kulturyści) dieta niskobiałkowa jest zdecydowanie korzystniejsza dla naszego zdrowia.

Tak więc jak to często bywa: nie ilość a jakość

Do tej pory utarło się, że oprócz jajek i mleka żaden inny pokarm nie posiada wszystkich ośmiu aminokwasów egzogennych (czyli tych których nie syntetyzujemy i musimy dostarczać w pokarmie). Również w powszechnej opinii białka roślinne są mniej wartościowe od białek zwierzęcych. I tu znów obiegowa opinia zdecydowanie mija się z rzeczywistością, bo nie tylko są rośliny zawierające komplet białek (np. ryż) ale również  okazuje się, że obecność wszystkich białek w jednym pokarmie wcale nie jest niezbędnym warunkiem syntezy białkowej. Zatem nie po raz pierwszy i nie ostatni mamy  powtarzający się truizm, że podstawą jest różnorodność. I tak łącząc różne pokarmy roślinne zawierające różne białka, możemy uzyskać pełnowartościowy posiłek.

Istotnym w tym całym, okołobiałkowym zamieszaniu jest fakt, że mit konieczności wysokiego udziału białek (szczególnie zwierzęcych) wciąż jest żywy w myśleniu większości ludzi. Podobnie jak historia ze szpinakiem i żelazem.  Ot na początku XX w angielski uczony Thomas przeprowadził badania na podstawie których zauważył, że szczury żywione  z udziałem białek zwierzęcych są większe i silniejsze od tych, które żywione były roślinnie. To odkrycie jakoś szybko się rozprzestrzeniło i zakorzeniło na tyle mocno, że późniejsze badania wykazujące, iż owe większe i silniejsze szczury częściej chorowały i krócej żyły długo nie mogły przebić się do świadomości. Dieta wysokobiałkowa stymuluje wzrost, ale jednocześnie obciąża nerki i przyśpiesza wypłukiwanie wapnia z organizmu co jest bardzo niekorzystne dla naszego zdrowia. A z dwojga lepiej być drobniejszym a zdrowym niż „okazem zdrowia” rozsypującym się po 20 roku życia.

Tak wiec zdecydowanie warto zadbać o różnorodność pokarmów, nie uznawać nabiału jako źródła wapnia i białka (na temat jakości dzisiejszego „nabiału” to można też sporo napisać) za to wprowadzić do swojej diety sporo roślin zielonych, strączków i przede wszystkim zbóż, które są przecież podstawą żywienia człowieka.  Przy czym pozwolę sobie zaznaczyć, ze kanapka nie wchodzi w zakres „zbóż w diecie”.  Oczywiście mogę jeszcze napisać, że kiełki są świetnym źródłem zarówno białek jak i innych składników odżywczych, ale o tym piszę tutaj prawie cały czas. Zatem jeśli mimo wszystko obawiacie się niedoborów, lub też myślicie o zmianie jakości dostarczanych białek, to ja polecam kiełki strączków. Smaczne, zdrowe i doskonałe zarówno na surowo (kiełki mung) jak i w wersjach smażonych(wszystkie strączki, ale i tak ciecierzyca najlepsza). Przypominam jednak, że kiełki strączków należy blanszować przed spożyciem.

Jęczmień

Zatem mamy jęczmień w sklepie. A mamy, bo pytano o niego. Przyznam, że sama jeszcze go nie kiełkowałam, zatem trudno mi pisać o jego walorach smakowych czy o ewentualnych niuansach hodowli, jednak coś by wypadało o nich napisać.

Składniki mineralne:

Sód 12 mg
Potas 452 mg
Wapń 33 mg
Fosfor 264 mg
Magnez 133 mg
Żelazo 3.6 mg
Cynk 2.8 mg
Miedź 0.5 mg
Mangan 1.9 mg

Co prawda ja tabelek nie lubię, ale są tacy co je wprost uwielbiają zatem proszę bardzo :) Oczywiście dane dla 100g produktu jadalnego

Witaminy:

witamina A (ekwiwalent retinolu) 1 μg
retinol 0 μg
beta-karoten 13 μg
witamina E (ekwiwalent alfa-tokoferolu) 0.6 mg
witamina B1 (tiamina) 0.6 mg
witamina B2 (ryboflawina) 0.3 mg
niacyna 4.6 mg
witamina B6 (pirydoksyna) 0.3 mg
foliany (kwas foliowy) 19 μg
witamina B12 (cyjanokobalamina) 0 μg
witamina C 0 mg

No i jeszcze jedna tabelka w związku z jęczmieniem:

Aminokwasy:

Izoleucyna 456 mg
Leucyna 848 mg
Lizyna 465 mg
Metionina 240 mg
Cystyna 276 mg
Fenyloalanina 700 mg
Tyrozyna 358 mg
Treonina 424 mg
Tryptofan 208 mg
Walina 612 mg
Arginina 625 mg
Histydyna 281 mg
Alanina 486 mg
kwas asparaginowy 779 mg
kwas glutaminowy 3261 mg
glicyna 452 mg
prolina 1484 mg
seryna 527 mg