Archiwa kategorii: diety

Ostropest plamisty

Generalnie większość nasion planowałam rozpisywać dokładnie przez cały tydzień. Jednak plany te zakładały rozpisywanie nasion na kiełki a tu by było bardzo wiele aspektów do poruszenia. W tym przypadku mowa o nasionach spożywczych zatem  skupię się na dwóch aspektach: leczniczym oraz sposobach spożycia.

Dziś wartości lecznicze.

Celowo nie piszę „odżywcze” bo w przypadku tej rośliny słowo „odżywianie” to zdecydowanie za mało. To niepozorne ziarno zawierające w swym smaku nutkę goryczy ma niebywałe zdolności stymulujące regenerację jednego z najbardziej obciążonych organów – wątroby. Wiele się pisze o ostropeście   sąsiedztwie leczenia alkoholizmu i regeneracji organizmów zniszczonych alkoholem, jednak warto pamiętać, że każda wątroba we współczesnym świecie ma ciężki żywot.

Wątroba jako organ ma jeden z najtrudniejszych tematów do udźwignięcia.  To ona neutralizuje toksyny jakie my wprowadzamy do organizmu lub wytwarzamy w procesach metabolizmu. I tak jak te wytwarzane przez nas raczej są na stałym poziomie, tak tych które dostarczamy niestety jest coraz więcej.  Mimo tego, ze nasz organizm ma ogromne zdolności regeneracyjne i zdrowa wątroba potrafi zaskakiwać swoją wydolnością i prędkością reakcji, to jednak w nawale zanieczyszczeń, alkoholu,  stresu niewiele tych organów ma zapewniony komfort pracy. Niestety uszkodzenia wątroby i długotrwałe jej niszczenie powoduje utratę zdolności regeneracyjnych aż do kompletnego ich zaniku, tak więc warto zadbać o nią a ostropest jest zdecydowanie najlepszym partnerem nie tylko w profilaktyce ale również leczeniu.

Ostropest zalecany jest przy wielu poważnych schorzeniach nie tylko jako wspomaganie leczenia ale wręcz jako metoda.  Stymuluje regenerację, działa osłonowo i przyśpiesza wydalanie toksyn z organizmu. To wszystko powoduje, że wątroba ma zdecydowanie korzystniejsze warunki na powrót do sił i zdrowia.  Jest wskazana miedzy innymi przy

  • stanach rekonwalescencji po uszkodzeniach różnej natury:  długotrwałe kuracje antybiotykowe, nadużywanie alkoholu, chemioterapia, zatrucia miedzy innymi grzybami;
  • zaburzeniach czynności wątroby na skutek złej diety oraz na tle cukrzycowym;
  • wirusowym zapaleniu wątroby typu C, (nie jest to lek, ale ma silne działanie wspomagające), zapaleniu dróg żółciowych i woreczka żółciowego;
  • kamicy żółciowej (profilaktycznie i leczniczo);
  • do ochrony wątroby u osób z chorobą alkoholową i u przechodzących leczenie odwykowe;
  • chemioterapii (zmniejsza uszkodzenia wątroby) oraz wspomaga rekonwalescencję, przyśpieszając usuwanie substancji toksycznych odkładających się w organizmie;
  • profilaktyce chorób zwyrodnieniowych wątroby;
  • marskości wątroby i zwyrodnieniu tłuszczowemu wątroby;
  • zaburzeniach w wydzielaniu żółci, niedokwaśności soku żołądkowego, braku łaknienia, wzdęciach i odbijaniu;
  • chroni miąższ wątroby i nerek przed niszczącym działaniem trucizn
  • powstrzymaniu krwawień: z nosa, jelita grubego, żylaków odbytu, niektórych krwawieniach macicznych oraz przy przedłużonym miesiączkowaniu;
  • bólach głowy typu migrenowego, obniżonym ciśnieniu krwi oraz skłonności do choroby morskiej i lokomocyjnej;
  • wodobrzuszu i opuchliźnie kostek;
  • podwyższonym cholesterolu;
  • profilaktyce przeciwmiażdżycowej (szczególnie wskazane dla osób będących w grupie ryzyka);
  • problemach ze snem.

Podsumowując:  silne działanie detoksykujące da się odczuć nie tylko w tym jednym, jakże ważnym organie, ale również w innych sferach. Zanikające plamy, przebarwienia, poprawa kondycji włosów, stawów, skóry to wszystko efekt uboczny odtoksycznienia organizmu. Uboczny, ale jakże przyjemny.

Dieta Dukana a kiełki

Dieta Dukana stała się ostatnio bardzo modna. Dookoła co chwila spotykam kogoś kto się odchudza w oparciu o tę koncepcję, ale co za tym idzie, pojawiły się pytania o to, czy można jeść kiełki stosując tę dietę.

Naokoło diety Dukana narosło pełno mitów i legend i generalnie w kwestii kiełków też zdania są podzielone. Generalnie ten rodzaj diety nazywa się też dietą proteinową/białkową, zaś upraszczając kompletnie to po prostu dieta eliminująca węglowodany z talerzy.  Czy słusznie czy nie pominę, bo moje osobiste zdanie na temat diety nie ma tu znaczenia, ale patrząc na ogólne jej założenia warto zauważyć:

Pierwsza faza jest bardzo restrykcyjna, ale potem warzywa wracają na talerze;

Kiełki to głównie woda i ogrom wartości odżywczych;

Przy diecie dukana spada nam spożycie węglowodanów, w tym również i zbóż (w sensie kasz i zdrowych  kombinacji a nie białych zapychaczy czy innych mącznych kluch) zatem zaczyna brakować bardzo istotnego czynnika (którego zresztą zazwyczaj brakuje, ale to inna historia) zaś kiełki stanowią element pośredni między ogromem wartości ziarna a lepsza przyswajalnością warzywa.

I generalnie drążąc temat spotkałam 3 wersje w tej kwestii:

Po pierwsze spotkałam sie z całkowitym odrzuceniem kiełków ale od razu zaznaczę, ze były to nieliczne głosy;

Po drugie spotkałam się z założeniem, że kiełki są w pełni usprawiedliwione i kompletnie się nadają i to były głosy liczniejsze od przeciwników ale nadal nieliczne;

A po trzecie, rozpoczęła się dyskusja w której uznano, że kiełki warzyw dozwolonych w diecie są nie tylko dozwolone ale i wskazane. Właśnie przez wzgląd na ogrom składników odżywczych, doskonałą przyswajalność i zgodnosć z zaleceniami.

Ogólnie dozwolone są na pewno: kiełki lucerny, brokuła, rzodkiewki, rzeżuchy, koniczyny, kozieradki, cebuli, kapusty białej i czerwonej, pora.

Tak wiec smacznego, skutecznego i zdrowego zrzucania kilogramów życzę.

Sposób żywienia a kiełki

Wczoraj spotkałam się z ciekawym pytaniem – czy kiełki można jeść cały rok, bo według zaleceń makrobiotycznych powinny być jadane tylko wiosną. To pytanie zainspirowało mnie to napisania postu o dietach ogólnie.  Może później napiszę szczegółowo, ale to jak się zapytania w komentarzach pojawią, to będę wiedziała, które diety interesują Was, bo przecież nie dla siebie piszę :)

Diety odchudzające - jest ich wiele i często mają kompletnie sprzeczne założenia. To co jest dopuszczalne w jednej diecie w drugiej jest niewybaczalnym błędem, zatem tutaj, trzeba by było indywidualnie, ale pokuszę się o jedna opinię: Kiełki, jako produkt niskokaloryczny (wszystkie), wysokobiałkowy (głównie kiełki roślin strączkowych), bogaty w wiele składników odżywczych są doskonałym uzupełnieniem diety. Oczywiście, nie najemy się nimi, ale zdecydowanie odżywimy organizm a to bardzo ważny aspekt, niestety często pomijany. Jeśli chudniemy zdrowo (to znaczy jesteśmy odżywieni) czujemy się dobrze,  mamy doskonałą kondycję skóry, włosów i paznokci a co za tym idzie, efekt jo-jo, którego tak wiele osób się obawia, jest zdecydowanie dalej od nas, niż gdy naszej skórze brakuje budulca.

Zatem dla odchudzających się zdecydowanie TAK na kiełki

Dieta wegetariańska i wegańska – tutaj nie trzeba chyba wiele pisać, wszak to wegetarianie właśnie rozpowszechnili kiełki na gruncie Europy. Co prawda nie oni przywieźli ten doskonały wynalazek (zrobił to James Cook, stosując je jako suplement przeciw szkorbutowi pośród swoich marynarzy) ale zdecydowanie to właśnie wegetarianie zaczęli powszechnie spożywać ten dar natury.  Wegetarianom się często zarzuca braki w żywieniu (niesłusznie zresztą, ale to na inny wpis historia) zatem dla wszystkich nadwrażliwych polecamy:

-kiełki lucerny -  wapń żelazo magnez;

-kiełki brokuła – omega 3, żelazo, selen – więc to co cenne w rybach;

-kiełki buraka – żelazo, witamina C i kobalt – zatem przeciwdziałanie anemii

-kiełki strączkowych – wysokogatunkowe białko

i generalnie tak można pisać i pisać ale nie o tym ten wpis jest. Wegetarianie i weganie dobrze znają wartość kiełków, a jeśli nie znają to służę radą i pomocą :)

Diety alergików – tu jest kwestia indywidualna, bowiem osoba z alergią na cebulę będzie miała również alergię na kiełki cebuli. Jednak odżywienie i oczyszczenie organizmu jest bardzo ważne przy kłopotach alergicznych zatem, jeśli tylko nie ma alergii na daną roślinę to polecam kiełki: cebuli, lucerny i nade wszystko koniczyny.

koniczyna jest ważna o tyle, że poza oczyszczaniem organizmu również ma działanie wykrztuśne i łagodzi kłopoty z drogami oddechowymi a przecież astma często ma swój rodowód właśnie w alergiach wziewnych (głównie dotyczy osób z alergią na pyłki brzozy)

Diety makrobiotyczne oraz pięciu przemian – nie bez przyczyny te dwie drogi połączyłam w jedną: co prawda dziś są to dwa kierunki, jednak początki makrobiotyki sięgają właśnie tradycji pięciu przemian. Więcej na ten temat jeśli będzie potrzeba. Makrobiotyka zaleca głównie ziarna i bardzo słusznie, wszak to być powinno 60% + naszej diety nawet wedle tzw. piramidy żywienia.  Założenie iż w zbożu jest wszystko czego roślina potrzebuje jest słuszne, jednak dopiero w procesie kiełkowania substancje zapasowe zostają aktywowane i przekształcają się w najwartościowsze dla nas formy.

Nieliczni żywią się ściśle według zaleceń Goergsa Oshawy a skoro dopuszczają więcej składników odżywczych (i nie tylko odżywczych ;) ) to zdecydowanie uzupełnienie tej diety o kiełki jest wszech miar korzystne i to nie tylko w naturalnym dla tej diety okresie wiosennym (wszak wtedy naturalnie zboża kiełkują) ale i poza tym czasem, jednak kierując się zaleceniami diety makrobiotycznej warto zimą posiłkować się kiełkami lucerny czy fasoli mung, bowiem przygotowane na ciepło nie wychładzają organizmu.

Podobnie rzecz się ma w przypadku pięciu przemian,  choć tutaj wypadałoby rozpisać jeszcze szczegółowo jakie kiełki do którego żywiołu przypisać, jednak głównie będą to drzewo i woda, choć w niektórych przypadkach również metal. Jednak to jest aspekt bardziej w temacie leczenia według pięciu przemian a nie żywienia. Choć jeśli ktoś się interesuje tą dietą, najpewniej już wie o czym piszę i wie jak bardzo jest to powiązane.

Dieta ciężarnych – zdecydowanie wielkie tak na kiełki, choć jest jedno „ale”. Ciąża to czas gdy reakcje alergiczne są najczęściej silniejsze, zatem trzeba unikać kiełków na które mamy uczulenie. Poza tym, zdecydowane tak bowiem najczęstsze kłopoty ciężarnych (anemia, cukrzyca ciążowa, niedobory kwasu foliowego) bardzo łatwo, zdrowo i tanio można wyregulować dzięki kiełkom buraka, cebuli czy lucerny. Dodatkowo, w przypadku mamy alergicznej kiełki koniczyny (o ile ona sama nie uczula) są zdecydowaną ulgą przy przykrych objawach.

Dieta mamy karmiącej – i znowu wielkie tak. Aspekt alergii traktujemy jak wyżej, ale dodając do tego czynnik potencjalnej alergii dziecka. Dla osób, które nie miały oseska może się wydawać, że dieta mamy karmiącej nie jest trudna, ot wystarczy by była urozmaicona, ale niestety nie jest tak lekko. Wszystko co mama zje jest w mleku a to powoduje, że mama ma jeść zdrowo, bez przypraw, bez produktów alergizujących (szczególnie gdy w rodzinie są alergie), bez nabiału,  bez strączków, bez produktów smażonych i w ogóle tych „bez” mnożyć można w nieskończoność. Pierwsze trzy miesiące na marchewce, ryżu i jabłkach, ale też tylko gotowanych lub pieczonych. Można, dziecku niczego nie zabraknie, ale tutaj zdecydowanie z pomocą przychodzą kiełki.

Mama chce by dziecko miało wszystko co potrzebne, chce też sama dobrze wyglądać,  chciałaby też przesypiać noce i najlepiej nie spotkać się z kolką (ząbkowania nie da się pominąć ;)  ) tak więc zalecenia żywieniowe, szczególnie w pierwszym półroczu są dość rygorystyczne ale kiełki przychodzą na ratunek.  Zatem ciężarne niech odpuszczą sobie kiełki pikantne w smaku, przynajmniej na początku (tj z 4-6 miesięcy) zaś alergiczne niech zrezygnują z tych które uczulają zaś cała reszta to doskonały suplement diety dla zdrowia zarówno matki jak i dziecka.

No i wyszedł mi strasznie długi post, ale prawda taka, że o każdej z diet bym mogła godzinami pisać… szczególnie dla mam czy wegetarian, ale prawda taka, ze niezależnie od uznawanej diety (no może z wyjątkiem ideologicznych które po prostu nie uznają kiełków i już) kiełki są doskonałym dodatkiem tak zdrowotnym jak smakowym.

A teraz czekam na sugestie, który temat bardziej rozwinąć.

Soja

Soja – nie tylko do kiełkowania, ale po prostu do jedzenia.

Ostatnio sporo o niej, bo nie tylko pełno w sklepach sojowych parówek, serków, śmietan czy innych „nabiałów”, ale również dlatego, że coraz więcej badań wskazuje na cenne właściwości tego ziarna. Rozpowszechniona jako substytut mięsa dla wegetarian, jednak wbrew obiegowej opinii nie występuje w każdym wegetariańskim posiłku. Niemniej wegetarianie dawno docenili jej walory.

Soja to źródło wysokogatunkowego i łatwo przyswajalnego białka. Nie tylko cenna jako substytut białka zwierzęcego, ale sama w sobie bowiem charakteryzuje się wieloma cennymi cechami. Wysoka zawartość fitohormonów łagodzi objawy menopauzy oraz zespołu napięcia przedmiesiączkowego.  Ganisteina działa przeciwnowotworowo i szczególnie korzystnie wpływa na profilaktykę nowotworów kobiecych. Dodatkowo ma działanie przeciwmiażdżycowe, reguluje równowagę cholesterolu, duże ilości antyoksydantów działają odmładzająco, a szeroki wachlarz zastosowań kulinarnych zdecydowanie czyni soję bardzo cennym ziarnem.

Trzeba jednak pamiętać o kilku rzeczach.

Po pierwsze soja jest silnym alergenem, zatem odpada podawanie jej osobom na nią uczulonym. Ale z drugiej strony jest świetnym substytutem mleka czy nabiału dla osób uczulonych na białko mleka.

Po drugie  nie spożywamy soi na surowo. Powinna być poddana obróbce termicznej czy to przez gotowanie czy choćby sparzenie (tak jak w przypadku kiełków).

Po trzecie soja jak i wiele innych strączków zawiera tioglikozydy, które w nadmiarze upośledzają pracę tarczycy. Obróbka termiczna zmniejsza ilość tych substancji, jednak nie eliminuje ich do końca. Choć z drugiej strony mieszkanki Azji, które w swojej diecie mają ogromne ilości soi, nie cechują się wolem tarczycy, które tioglikozydy wywołują.

Tak więc, soja jako surowe ziarno jest niewskazana, jednak poddana gotowaniu, blanszowaniu czy pieczeniu zmienia to ziarno w bardzo cenny dla człowieka produkt spożywczy.  Niezwykłą popularnością cieszą się mleka sojowe, sos sojowy oraz tofu. Można nabyć je gotowe w wielu sklepach, ale można i przygotować samemu. Przepisy niebawem.

I jeszcze jedna uwaga.  Soja jest jednym z pierwszych warzyw na których masowo testowano modyfikacje genetyczne. Warto zatem zwracać uwagę na źródło pochodzenia, bo choć w Polsce jest obowiązek znaczenia żywności modyfikowanej, to jednak trudno znaleźć takowe oznakowania na produktach.  Zdania na temat żywności modyfikowanej genetycznie są różne,  ale ja osobiście nie tylko nie polecam ale wręcz odradzam. Jeśli szukać ziarna (czy jego przetworów) to tylko niemodyfikowanych (a właśnie takie w naszym sklepie można nabyć).

kiełki słonecznika a zdrowie

Zatem dziś dwa wpisy, bo nie mam sumienia rozwlekać jednego postu w nieskończoność.

Wcześniej tabelki, zatem dla tych, którzy je rozumieją i z nich korzystają informacje we wcześniejszym poście, teraz zaś garść informacji o kiełkach i zieleninie słonecznika w zastosowaniu profilaktycznym.

Co od razu rzuca się w oczy to wysoka zawartość  fosforu i wapnia oraz witaminy D. Dla miłośników reklam już pewnie wiadomo do czego zmierzam, a tych, którzy nie wiedzą informują: są to niezbędne elementy w budowie zdrowych kości i zębów.

Z kośćmi i zębami jest tak, że póki rośniemy możemy zadbać o możliwie największą ich gęstość, tak więc jest to niebywale ważny element w rozwoju każdego małego człowieka. To też powoduje, że kiełki słonecznika są tak cenne w codziennej diecie dzieci i zdecydowanie warto je szerzej polecać w miejsce syntetycznych wynalazków.

Błędem by jednak było myślenie, że tylko w okresie wzrostu ma to znaczenie. To, że później już nie rozwijamy naszego kośćca w ten sposób, to jednak uzupełniamy braki.  Odpowiednie ilości wapnia, fosforu i witaminy D zdecydowanie przeciwdziałają osteoporozie i chorobom na tle reumatycznym.

Zwolenników diety niskobiałkowej zdecydowanie ucieszy pewnie fakt, że kiełki słonecznika zawierają biało wysokiej jakości i w ilościach umożliwiających uznania ich za źródło białka. Za to miłośników diety wysokobiałkowej pewnie zadowoli fakt, iż kiełki słonecznika, nie tylko smaczne ale i bogate w substancje odżywcze, mogą zdrowo urozmaicić ich dietę.

Z witamina D jest jednak pewien niuans bowiem przyczyną na przykład krzywicy jest niedobór witaminy D ale kiełkami słonecznika tego nie uregulujemy. Powód prosty: w kiełkach słonecznika jest prowitamina D2 podczas gdy przed krzywicą chroni nas prowitamina D3. ale jest i dobra wiadomość – D3 wytwarzamy sami pod warunkiem, że nie boimy się słońca. Ale tutaj też kiełki słonecznika pomogą, bowiem zawarta w nich niacyna wpływa korzystnie na kondycje skóry a właśnie w skórze, pod wpływem promieni słonecznych wytwarzamy D3.

Panie pewnie będą zadowolone też z tego, że niacyna ogólnie poprawia kondycje skóry. Zatem kiełki słonecznika to istne źródło dla doskonałej cery.  Szczególnie, że wspomaga również osoby z cerą trądzikową, a to zmora wielu osób. Zatem można z tą zmorą walczyć w smaczny sposób.

Dodatkowo, kiełki słonecznika, jak i chyba wszystkie inne, zdecydowanie regulują przemianę materii, przyśpieszają proces wchłaniania substancji odżywczych oraz wydalania złogów. Delikatne działanie detoksykujące, to kolejny plus w trosce o naszą urodę i dobre samopoczucie.

No i dodam jeszcze o żelazie słów kilka. To dzięki niemu nasza krew jest odpowiednio utleniona a jego braki to mało przyjemna dla wyglądu i zdrowia anemia. Aż 70% żelaza znajduje się w hemoglobinie, zatem działanie jego obecność jest niezbędna by krew mogła prawidłowo spełniać swoje funkcje.

Dodając do tego również wysoka zawartość magnezu, mamy w kiełkach wszystko to, by nasz organizm sprawnie się poruszał a my byśmy mieli dobry nastrój.  Równowaga magnezowo-wapniowa dla naszych mięśni gra kluczową rolę bowiem wapń odpowiedzialny jest za skurcz mięśni, a magnez za rozkurcz. Dodając do tego silne kości mamy naprawdę dużą dbałość o nasz organizm i możliwość ruchu. Dodać do tego jeszcze regularny ruch i na pewno nasze ciało służyć nam będzie do późnej starości.

Zatem porcja kiełków słonecznika na drugie śniadanie i ruch na świeżym powietrzu i byle unikać kontuzji ;)