Archiwa kategorii: Uprawa

Bezglebowa uprawa kiełków słonecznika i traw zbóż.

Nasiona słonecznika, pszenicy, jęczmienia i żyta tradycyjnie kiełkuje się w ziemi, jednak użycie kiełkownicy pionowej o większych otworach sitka sprawi, że system korzeni tych roślin przystosuje się do wzrostu bez gleby. Oznacza to, że można się cieszyć ich zdrowymi kiełkami bez konieczności poświęcania czasu i grzebania się w ziemi.

Kiełki słonecznika i zbóż są duże i wymagają użycia kiełkownicy z porządnym sitkiem o dużych otworach. W takiej kiełkownicy nie można kiełkować małych nasion lucerny, koniczyny, rzodkiewki, kapusty, brokuła, jarmużu, gorczycy itp., ponieważ będą one wypadać przez otwory sitka. Idealnie do uprawy bezglebowej słonecznika i traw zbóż nadaje się kiełkownica „Duża wanienka”. Posiada większą powierzchnię do uprawy oraz odpowiednio duże otwory sitka.

slonecznik-nasiona-na-kielki-400-gram-3a50.600x600

Na początku odmierzamy odpowiednią ilość nasion do kiełkowania, tak aby nasiona pokryły całą powierzchnię sitka. Nasiona płuczemy dokładnie, w razie potrzeby przebieramy, aby pozostały same nasionka bez patyczków i pustych łusek.
Po dokładnym przebraniu i wypłukaniu nasion wsypujemy je do miski, szklanki lub innego pojemnika i zalewamy czystą wodą. Namaczamy nasiona przez około 10-12 godzin, po czym wysypujemy nasiona na dno sitka i równomiernie je rozkładamy. Od tej pory postępujemy z nasionami tak, jakbyśmy uprawiali lucernę, koniczynę czy inne małe kiełki. Jedyną różnicą jest czas dojrzewania kiełków.
Nasiona płuczemy dwa razy dziennie zimną, ewentualnie letnią wodą. Używamy w tym celu prysznica lub dużego spryskiwacza. Nie kierujemy na kiełki silnego, nierozproszonego strumienia wody. Dokładne płukanie i odprowadzanie wody zapobiega prawie wszystkim kiełkowniczym problemom. W celu utrzymania odpowiedniej wilgotności do podstawki pod sitkiem wlewamy wodę, jednak nie może ona dotykać dna sitka, 1-2cm wody w zupełności wystarczą. Wodę w przezroczystej podstawce wymieniamy raz dziennie.

Kiełkownicę przez pierwsze cztery dni wzrostu trzymamy w cieniu, a następnie ustawiamy ją w jaśniejszym miejscu. Unikamy bezpośredniego działania słońca, szczególnie gdy na dworze jest bardzo ciepło.
Kiełki zbieramy między 9-12 dniem uprawy. Kiełki słonecznika powinny wykształcić dwa charakterystyczne listki.

Kiełki słonecznika i traw zbóż mają rozbudowany system korzeni oraz większe łupiny. Właśnie z tego powodu wymagają specjalnej techniki zbierania.
Można złapać kawałek o średnicy około 2,5cm mniej więcej w połowie łodyg i wykręcać je delikatnie pociągając, uwalniając w ten sposób korzenie. Będzie to łatwiejsze jeżeli wyciągając kiełki dobrze przytrzymamy sitko.
Kiedy wyjmiemy wszystkie kiełki, od razu zorientujemy się, że na dnie sitka pozostało mnóstwo łusek i korzeni. Można je odciąć lub wyczyścić.
Szybszą metodą jest ścięcie kiełków praktycznie przy samym dnie.
Kiełki umieszczamy w misce z letnią wodą i kołyszemy nimi, aby pozbyć się pozostałych łusek. Bardziej uparte łuski należy usunąć ręcznie. Odcedzamy oczyszczone kiełki w durszlaku i wybieramy najbardziej oporne łupiny.
Słonecznik świetnie nadaje się do sałatek, jest wytrzymały niczym szpinak. Kiełki słonecznika są najbogatszym wśród zielonych kiełków źródłem protein (4%), dostarcza także dużo cynku.

W przypadku traw zbóż problem łusek nie istnieje. Na dnie znajdziemy jedynie pełno nasion i korzeni. Pszenica, żyto czy jęczmień nie są roślinami sałatkowymi. Ich źdźbeł nie da się strawić, można za to wycisnąć z nich sok. Kiełkowane bezglebowo trawy zbóż są łagodniejsze niż te uprawiane w ziemi.
Zboża uprawia się przede wszystkim dla zdrowego soku, w małych ilościach mogą być one także dodawane do sałatki, którą wzbogacą o cenny błonnik. Około 50ml soku z traw zbóż dziennie dostarczy nam wiele witamin i minerałów. Większe ilości podaje się w celach terapeutycznych. Więcej informacji na temat traw zbóż można znaleźć w książce „Trawy zbóż. Najcenniejszy lek natury”.

Po udanych zbiorach sitko kiełkownicy dokładnie myjemy. Za pomocą łyżki lub kuchennej łopatki usuwamy pozostałe korzenie. Można również w tym celu używać szczotki do warzyw. Po oczyszczeniu sitka i umyciu przezroczystej podstawki nasza kiełkownica „Duża wanienka” jest gotowa do ponownego użycia.

Kiełki brokuła w trzypoziomowych kiełkownicach.

Kiełki brokuła są jednymi z najcenniejszych kiełków w diecie współczesnego człowieka. Zawierają dużo witamin i składników mineralnych, wykazują działanie antynowotworowe i pomagają w zwalczaniu Helicobakter pylori, bakterii zwiększającej ryzyko wystąpienia wrzodów żołądka. Z tego też względu cieszą się dużą popularnością.

Jak w takim razie hodować kiełki brokuła? Można do tego celu wykorzystać kiełkownicę typu pionowego „Wanienkę”. Kiełki w ten sposób hodowane wyrastają szybko i w zasadzie bezproblemowo. Mają odpowiednią wilgotność dzięki niewielkiej ilości wody w pojemniku pod sitkiem oraz swobodny dostęp do powietrza. Należy tylko pamiętać o odpowiedniej temperaturze otoczenia (kiełki brokuła lubią ciepło), przelewaniu ich letnią wodą dwa razy dziennie i wymianie wody z pojemnika raz dziennie (oczywiście do poziomu, w którym woda nie będzie dotykała sitka).

Problemy w hodowli kiełków brokuła zaczynają się kiedy chcemy wyhodować kiełki w kiełkownicach trzypoziomowych. Czy zatem uzyskanie większej ilości kiełków w tym samym czasie jest niemożliwe? Oczywiście, że nie! Musimy jedynie poświęcić kiełkom więcej czasu, a odpłacą nam się pięknym wzrostem i doskonałym smakiem.

Nasiona brokuła, jak już wspomniałam, lubią ciepło. Po wyjęciu ich z opakowania najlepiej przelać je na sitku letnią wodą, 2-3 minuty powinny wystarczyć. Po opłukaniu nastawiamy nasiona do namaczania, w szklance, miseczce czy innym naczyniu. Tutaj również pamiętamy o letniej wodzie. Po około 8-10h zawartość pojemnika wylewamy na szalki kiełkownicy. Jeżeli chcemy uzyskać dużą ilość kiełków najlepiej nie przekraczać pokrycia dna szalek w 60%. Nasionka muszą swobodnie oddychać i mieć miejsce na wzrost. Kiedy nasze nasionka będą już w odpowiedniej ilości rozmieszczone na poszczególnych szalkach przepłukujemy je letnią wodą, każdą szalkę osobno. Najważniejszą sprawą oprócz regularnego, obfitego płukania nasion dwa razy dziennie, jest dokładne zlanie całej wody z szalek. Mimo, że kiełkownice trzypoziomowe mają otwory odpływowe jak np. kiełkownica firmy Vilmorin lub czerwone syfony jak inne dostępne na rynku kiełkownice tego typu, odprowadzanie wody z szalek jest w nich nieodpowiednie. Często woda pozostaje w kiełkownicy, a nasiona brokuła nie lubią stać w wodzie. Aby ją dokładnie odsączyć każdą szalkę należy przechylić nad zlewem przytrzymując drugą ręką kiełki. Woda nie powinna stać w rowkach kiełkownicy.
Kolejną rzeczą przy tego typu kiełkownicach jest wietrzenie kiełków. Jeżeli hodujemy kiełki na wszystkich trzech szalkach dobrze jest rozłożyć kiełkownicę na poszczególne elementy (jeżeli kiełki brokuła zajmują jeden poziom – nie nakrywamy ich wieczkiem). Kiełki muszą mieć swobodny dostęp do powietrza, nie mogą się „dusić” zamknięte w kiełkownicy.
Pamiętając o tych zasadach możemy już po 5-7 dniach cieszyć się większą ilością kiełków brokuła posiadając w domu kiełkownicę trzypoziomową.

Hodowla mieszanki na patelnię w lnianym woreczku – cz.1

Witam serdecznie,

w dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Państwem swoimi wrażeniami na temat hodowania mieszanki na patelnię składającej się z kiełków fasoli mung, adzuki i soczewicy.

Postanowiłam umieścić je w woreczku, ponieważ każda z odmian doskonale się do tego nadaje. Zwyczajowo wymyłam dokładnie nasiona, robiąc tzw. burzę w szklance wody i powtarzając te czynność do momentu, gdy woda stała się krystalicznie czysta. Zostawiłam je w szklance na noc, by mogły się spokojnie pomoczyć.

Rano przełożyłam napęczniałe ziarenka do woreczka i mocno zmoczyłam go w letniej wodzie. Pozwoliłam mu obciec na suszarce do naczyń, następnie przełożyłam na kuchenny parapet. Raz na jakiś czas kontrolowałam, czy materiał jest wystarczająco wilgotny. Z racji wysokiej temperatury na zewnątrz, często okazywało się, że muszę kiełki trochę podlać.

Mija właśnie drugi dzień, od kiedy ziarenka znalazły się w woreczku i wyglądają obecnie w następujący sposób:

Czyli jest całkiem nieźle, kiełki wyrastają ekspresowo. Za 1-2 dni spokojnie będzie można je zjeść. Jedno jest pewne – hodowanie w woreczku to łat-wi-zna.

Dam jeszcze znać, czy moje pozytywne prognozy się potwierdzą.

Pozdrawiam serdecznie,

Hodowla kiełków fasoli adzuki w lnianym woreczku pt. 2

Parę dni temu pisałam Państwu o moich obawach związanych z uprawą fasolki. Na szczęście okazały się jak najbardziej bezpodstawne.

Adzuki rzeczywiście jest wybitnym długodystansowcem i dopiero po sześciu dniach zaczęła wyglądać, jak z obrazka na opakowaniu :)

Sądzę więc, że jeżeli w moim przegrzanym i suchym mieszkaniu hodowanie w woreczku kończy się pomyślnie, to wszędzie indziej uda się tak samo. Trzeba jedynie dostosować ilość „moczeń” kiełków do warunków panujących w mieszkaniu i oczywiście starać się pamiętać o wszystkich zapisanych w instrukcji wskazówkach.

Woreczek jest chyba jednym z lepszych sposobów hodowli dla osób z małym doświadczeniem. Wilgoć, którą nasiąka, rozprowadza się po kiełkach równomiernie, przez co mają wszystkie są tak samo nawodnione i rosną w tym samym czasie. W kiełkownicy miałam czasem problem z tym, że w pewnych miejscach robiły się suche, niewyrośnięte placki, tutaj nie ma takiej możliwości.

Podsumowując moje wrażenia z uprawy w lnianym woreczku: bardzo fajne doświadczenie, naprawdę nieskomplikowane zasady i wielki plus za ładny wygląd :)

Jeżeli mają Państwo jakieś dodatkowe pytania, zapraszam do pozostawiania ich w komentarzach na blogu lub naszym facebookowym fanpage’u.

Pozdrawiam serdecznie,

Relacja z hodowli w lnianym woreczku – fasola adzuki, pt. 1

Witam serdecznie,

w dzisiejszym poście chciałabym pokrótce opisać, jak idzie mi hodowanie kiełków fasoli adzuki w lnianym woreczku.

Uprawę rozpoczęłam tradycyjnie od namaczania w szklance. Na dowód mam zdjęcie :) Standardowo maluchy spędziły w w niej około 12 godzin. Dalej postępowałam zgodnie z instrukcją dodaną do woreczka.

Obawiam się jednak, że moje mieszkanie jest zbyt przegrzane (ogrzewanie miejskie, brak termostatu) i „suche”, żeby zapewnić nasionom optymalne warunki do rośnięcia. Staram się więc przelewać je wodą trochę częściej i co kilka godzin sprawdzać, czy nie obeschły. Mam nadzieję, że mimo wszystko uda im się odpowiednio dojrzeć. Zamieszczam też zdjęcie mojej lnianej sakiewki i od razu muszę dodać, że wisi ona na krześle jedynie dlatego, że suszarka do naczyń, na której ją trzymam, jest dużo mniej estetyczna :)

Trochę martwi mnie fakt, że dopiero w trzecim dniu hodowli nasiona tak naprawdę zaczęły kiełkować, tzn. popękały im skorupki i widać nieśmiało wyglądające pędy. Na opakowaniu fasoli napisane było, że wzrost może trwać do 6 dni i liczę na to, że do tego czasu będzie wyglądać trochę porządniej.

Za jakiś czas napiszę, co ostatecznie z tego wyszło i przekażę wyciągnięte wnioski.

Pozdrawiam serdecznie oraz zachęcam do udzielania rad i dzielenia się własnymi doświadczeniami w tej dziedzinie :)

PS: Naszło mnie, żeby sprawdzić, jak smakują na chwilę obecną i muszę przyznać, że bardzo dobrze :) Są chrupiące i delikatne, więc zamierzam je zjeść, nawet jeśli nie wyrosną super duże.


 

 

Hodowla kiełków koniczyny dla bystrzaków

W dzisiejszym poście przedstawię Państwu krótkie podsumowanie relacjonowanej na facebookowym fanpage’u uprawy koniczyny.


Pierwszego dnia, wieczorem, dokładnie wypłukałam ziarenka i odłożyłam na około 10 godzin, by napęczniały. Nazajutrz, z samego rana, przełożyłam je na kiełkownicę. Okazuje się jednak, że popełniłam pewien błąd – nałożonych przeze mnie nasion było stanowczo za dużo. Być może spowodowało to, że nie osiągnęły jakichś spektakularnych rozmiarów (ale i tak były smaczne). Zamieszczam więc zdjęcie, żeby wiedzieli Państwo, ile NIE sypać:) .

Przez następne dni kiełki siedziały sobie w kiełkownicy i rosły. I to dosyć wolno. Okazuje się bowiem, że koniczyna w kwestii nabierania rozmiarów jest zdecydowanie długodystansowcem. Optymalną wysokość uzyskała dopiero po tygodniu.
(Moim skromnym zdaniem tydzień, to jak na kiełki wcale nie jest długi dystans… Taka cebula np. rośnie minimum 2 tygodnie ;) – przyp. Marcin)

Ale wracając do kwestii uprawy – kilkakrotnie zmieniałam miejsce, w którym stała kiełkownica, nie odbiło się to specjalnie na jakości kiełków. Dodatkowo mniej więcej w połowie całego procesu biedne ziarenka zaliczyły upadek z parapetu. Nic im się jednak nie stało i ułożone z powrotem na sitku kontynuowały wzrastanie. Nic nie spleśniało, nic nie obeschło. Wnioskuję stąd, że koniczyna nie jest specjalnie wymagającą roślinką :)

Ostatnią, zasadniczą dość kwestią, jest smak wyhodowanych przeze mnie kiełków. Są dość delikatne i orzeźwiające. Marcin powiedział, że można je porównać z kiełkami lucerny :)

Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia do czegoś się Państwu przydadzą. Gorąco namawiam do hodowania koniczyny (bo to naprawdę proste!) i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami :)

Pozdrawiam serdecznie!

Nasza domowa uprawa

Na facebooku Karolina postanowiła podzielić się swoimi pierwszymi w życiu próbami kiełkowania koniczyny (http://facebook.com/kielki), ja natomiast doszedłem do wniosku, że pochwalę się tym co rośnie w Magdy i mojej kuchni. Zresztą głównie pod jej czujnym okiem :)

Po pierwsze rzodkiewka, czyli jedne z najbardziej żywotnych, szybko rosnących i rewelacyjnych w smaku kiełków, których po prostu nie może brakować w naszym domu.

Rzodkiewka to jeden z gatunków kiełków świetnie czujących się w kiełkownicach Bionatura. W tym przypadku rzodkiewka rosła sobie w oświetlonym miejscu, stąd zieleń i gdzie nie gdzie przebijający się kolor czerwony. Jeżeli nie próbowaliście jeszcze kiełków rzodkiewki uprawianych po ciemku – polecam. Wystarczy zamknąć kiełkownicę w szafce, a resztę robić dokładnie tak samo jak zawsze.

Nasza kolejna uprawa to cebula. Jestem wielkim fanem szczypiorku. Zwłaszcza w zupach! Kiełki cebuli natomiast, moim zdaniem to kwintesencja ‚szczypiorności’ zapakowana w niesamowicie delikatną roślinkę, co niezwykle mile wpływa na doznania smakowe. Jakby się ktoś pytał, to jadam z łupinkami. Mi osobiście pasują.

Cebula to dość wymagająca roślinka. Przede wszystkim nie polecam do niej niczego innego poza kiełkownicami podobnymi do tej na zdjęciu. Ostatnio w mądrej książce ‚Kiełki – cudowny pokarm‚ wyczytałem, że taki typ kiełkownic nazywamy pionowymi. Mniejsza jednak o terminologię. Cebula lubi mieć miejsce zarówno na korzenie, oraz wzrost w górę, także zamykanie jej w najczęściej w Polsce używanych kiełkownicach Bionatura, to zły pomysł. Dla niecierpliwych dodam jeszcze, że kiełki te przed osiągnięciem wieku odpowiednio dojrzałego, potrafią rosnąć nawet 2 tygodnie.

I ostatnia uprawa, którą możemy się odrobinę pochwalić, to szpinak. Roślinka, z którą mieliście Państwo tak wielkie problemy, że tymczasowo wycofaliśmy ze sprzedaży nasiona i pracujemy nad jak najlepszym opisem jak tego zbója uprawiać.

Jak widzicie rośnie i grubo przesadzone były informacje o tym, że coś jest nie tak z nasionami. Nie mniej jednak szpinak wymaga dużej troski, stworzenia mu specyficznych warunków i nadal nie jesteśmy w 100% zadowoleni z efektów, które osiągnęliśmy.
Podsumowując więc batalię ze szpinakiem – niestety, ale jeszcze trochę czasu minie zanim stworzymy instrukcję obsługi na tyle pewną, że odważymy się ponownie wystawić tę roślinkę w sklepie.

Hodowla kozieradki dla bystrzaków

Tytuł wpisu ma dla mnie szczególne znaczenie – po pierwsze, kiełkowy tutorial, który zamieszczę poniżej przeznaczony jest raczej dla początkujących hodowców, po drugie – sama zaliczam się do ich grona. Opisywana przeze mnie metoda hodowli to wypadkowa dobrych rad znajomych i swoich własnych obserwacji. Jeżeli czują się państwo zaciekawieni poczynaniami kiełkowej debiutantki, serdecznie zapraszam do lektury. Przepraszam też za brak zdjęć – nadrobię to z nawiązką przy opisywaniu mojej plantacji koniczyny ;)

W każdym razie na początek – czego potrzebujemy do wykiełkowania własnej kozieradki? Przede wszystkim nasion – do kupienia w wiadomym miejscu ;) Poza tym kiełkownicy (oczywiście z naszego sklepu) i wody.

Moje kiełkowanie wyglądało mniej więcej tak:

Na foremkę wysypałam ziarna kozieradki, by zmierzyć, jaka ilość będzie mi potrzebna do jej zapełnienia. Ziarna powinny pokrywać kiełkownicę cienką warstewką – jeśli damy ich za dużo, część nie wykiełkuje i cóż nam po tym. Należy też pamiętać, że po namoczeniu w wodzie ziarenka nieznacznie zwiększą swoją objętość!

Kiedy odmierzymy już odpowiednią ilość ziarenek, przechodzimy do dość uciążliwej fazy mycia. Polega ona na tym, że wrzucamy nasze ziarenka do szklanki, zalewamy je wodą, zakrywamy górę szklanki dłonią i mieszamy jak shake’iem ;) Mętną wodę odlewamy i czynność powtarzamy, aż będzie krystalicznie czysta. W moim przypadku było to jakieś pięć razy. Odlewanie wody nie jest niestety zbyt łatwe – trzeba uważać, żeby nie wylać dziecka (kiełków) z kąpielą. Można wykorzystać w tym celu sitko, ale mokre nasionka łatwo się do niego przyklejają i ciężko je potem pozbierać z powrotem do szklanki. Ja po prostu zakrywałam część naczynka dłonią.

Kiedy nasze kiełki są już czyste i pachnące, znowu zalewamy je wodą i zostawiamy w ten sposób na około 8-12 godzin. Najlepiej całe hodowlane przygotowania zacząć wieczorem – wtedy po prostu zostawimy nasze nasiona w kąpieli na noc. Przez ten czas powinny się spokojnie namoczyć.

Rano nasze ziarenka są lekko obrzęknięte i gotowe do wyłożenia na kiełkownicy. Tak więc czynimy. Znowu należy pamiętać, by porozkładać je możliwie równomiernie – dajemy wtedy naszym kiełkom równe szanse na rozwój :) Dolną część kiełkownicy zalewamy wodą. Nie powinno być jej zbyt dużo, w żadnym razie nie może stykać się z sitkiem z ziarenkami. 2-3 milimetry poniżej będą wystarczające.

Gotową do hodowli kiełkownicę odstawiamy w przytulne miejsce. Mam na myśli taką lokalizację, gdzie nasionka będą miały jednocześnie bardzo jasno i ciepło. Pomoże im to wyrosnąć na zdrowe i piękne kiełki ;) Ja dla swoich kiełków wybrałam kuchenny parapet – najbardziej nasłonecznioną miejscówkę w całym domu.

W tym momencie rozpoczyna się faza wyczekiwania, która trwa około 3-5 dni. Nie wiem do końca, czy to dobrze, ale wymieniłam w tym czasie moim kiełkom wodę, bo wydawała mi się mętna i trochę brzydko pachniała. Poza tym część odparowała i bałam się, że umrą z odwodnienia. Być może jest to kompletnie niepotrzebny zabieg, ale wydaje mi się, że w każdym razie nie zaszkodził.

Ku mojemu zdziwieniu kozieradka wyrosła dość szybko. Na trzeci dzień miałam już całkiem pokaźne poletko zielonych łodyżek z listkami. Urosły na około 4-5 cm wzrostu (czyli tyle, ile powinny mieć). Skończyły na kanapkach i w sałatce :) Ostry i charakterystyczny smak kozieradki całkiem mi się spodobał i od razu mogę zdementować plotki, jakoby pachniało się po niej jak koza :)

Mam nadzieję, że moje uwagi okażą się pomocne. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że jestem początkująca a Państwo mogą już być wytrawnymi znawcami dziedziny – zapraszam w takim razie do komentowania i dzielenia się własnymi doświadczeniami :)

Pozdrawiam serdecznie!

ABC kiełkowania – kozieradka

O kiełkach słonecznika, soi czy rzodkiewki wiedzą Państwo zapewne prawie wszystko. Są jednak takie rodzaje nasion, z którymi mamy do czynienia trochę rzadziej. Postanowiłam więc rozpocząć cykl, w którym będę informować o właściwościach i uprawie trochę mniej popularnych kiełków. Zacznijmy więc od kozieradki.

Kozieradka jest bardzo starą przyprawą – już Karol Wielki kazał uprawiać ją w przyklasztornych ogródkach – która z czasem uległa jednak prawie całkowitemu zapomnieniu. Wysoki udział białka (29%) jak również witaminy A i C, żelaza oraz enzymów sprawia, że pomaga ona przy chorobach i infekcjach żołądka i przewodu pokarmowego.

W kuchni kiełków kozieradki używa się bardzo oszczędnie, gdyż mają one (przynajmniej początkowo) bardzo niezwykły smak. Doprawiane nimi potrawy nabierają orientalnego charakteru (na marginesie: kazieradka jest jednym z głównych składników przyprawy curry). Kiełki kozieradki można dodawać do ryżu, owoców i potraw z warzyw.

Kiełkowanie:

Nasiona namacza się w dużej ilości wody przez około 5 godzin. Ich objętość ulega wówczas znacznemu powiększeniu. Następnie odstawia się je na dwa dni w temperaturze pokojowej, dwa razy dziennie przepłukując (lub spryskując) wodą. Kiełki zbieramy, gdy osiągną mniej więcej wielkość samych nasion. Należy pamiętać, że zbyt mocno wyrośnięte kiełki nabierają nieprzyjemnego, gorzkawego smaku.

źródło: M. Bustorf-Hirsch, Kiełki. Źródło życia i zdrowia, Warszawa 1997.

Zachęcam do spróbowania i podzielenia się wrażeniami. Zainteresowanych orientalnym smakiem kozieradki odsyłam do naszego sklepu :)