Archiwa kategorii: Uprawa

Uprawa kiełków szpinaku

Co prawda zdjęć z mojej uprawy nie mam, ale i tak postanowiłam o tym napisać, bo jedno zastrzeżenie uparcie wraca. Wciąż pojawiają się głosy, że szpinak nie kiełkuje. Od razu śpieszę prostować to zastrzeżenie – szpinak kiełkuje, ale nie w każdych warunkach.

 

Co bardziej wnikliwi na pewno dostrzegli w sklepie zdanie „Równie istotne jest to, że szpinak potrzebuje bardzo dobrej wentylacji czego nie zapewniają popularne trzypoziomowe kiełkownice. Polecamy zatem hodowlę na tacce, na sitku, w słoiku.” jednak z doświadczenia wiem, że takie niuanse często ludziom umykają.  A nie jest to uwaga pisana z przypadku, ale podyktowana doświadczeniem.

 

Szpinak wzrastając wydziela sporo gazów, powoduje to, że niezbędna jest naprawdę dobra wentylacja. Sama kiełkuję go wyłącznie na tacce zaś prób kiełkowania go w trójpoziomowych kiełkownikach nawet nie podjęłam, gdyż uznałam, że ta metoda nie będzie dobra. A jak przekazują mi klienci, moja hipoteza okazała się słuszną. Tak więc biorąc się za kiełkowanie, pamiętajmy, że każda roślina ma swoje wymagania i nie ma uniwersalnej metody na wszystko. Szczególnie, jeśli zależy nam na jak najlepszych wynikach naszej uprawy.

 

Zatem potwierdzam – szpinak doskonale rośnie, jest smaczny i zdrowy, ale wymaga przepłukania, namoczenia i przede wszystkim bardzo dobrej wentylacji.

 

Kiełki brokuła – hodowla

Tak, tydzień brokułowy nam się rozciągnął, a wszystko dlatego, że nie zauważyłam długiego weekendu. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Dziś zatem o uprawie kiełków brokuła.

Na początek trzeba zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze kiełki brokuła hodujemy raczej dla siewki by zajadać pyszne zielone liście. Po drugie, brokuł to roślina wybitnie ciepłolubna, zatem uprawa brokuła zimą czasem daje gorsze efekty niż latem. Trzeba zatem pamiętać, by kiełkownik (czy też inszy słoik) ustawiony był w miejscu, gdzie na pewno mamy temperaturę 22+.

Początek uprawy jest taki sam jak zawsze – nasiona przeglądamy (choć raczej przy brokule nie bardzo jest co przebierać), porządnie przepłukujemy, a potem namaczamy. Oczywiście są różne propozycje co do czasu namaczania, jednak ja nie lubię tabelek i cyferek zatem namaczam na noc. Wystarcza.

Powyżej widać uprawę na kiełkowniku sitkowym. Na zdjęciu widać w kilku miejscach biały puch, jednak to nie jest pleśń, ale maleńkie korzonki.  Niektóre nasiona właśnie z takim puchem kiełkują, ale to trzeba obserwować, bo pleśń się rozrasta no i zaczyna brzydko pachnieć.

 

A skoro o zapachu – niektóre gatunki brokuła bardzo brzydko pachną kiełkując. Nie wiem z czego to wynika, ale innych minusów nie dostrzegłam. Wyrośnięte pachną normalnie a smakują doskonale, zatem jeśli by uprawa brokuła miała niefajny zapach ale rosła zdrowo i ładnie to się nie ma co niepokoić.

 

No i skoro mowa o ładnie – czasem brokuł brzydko kiełkuje, listki są małe, pokrzywione, wyrasta niemrawo i powoli. Tutaj najczęstszą przyczyną jest zbyt niska (czasem okresowo, np w nocy) temperatura. Tak więc jeśli brokuł karłowacieje, to lepiej zadbać o lepszą ciepłotę otoczenia, lub zacząć wysiewać w cieplejszym okresie, gdy wahania nie są już tak znaczne.

 

Przy uprawie wanienkowej/sitkowej dalsza hodowla jest łatwa. Namoczone nasiona podlewamy wodą tak by tafla wody dotykała sitka (widać na zdjęciu powyżej) a potem tylko dolewamy świeżej wody, jeśli brokuły za szybko ją wypiją.

 

Brokuła można też oprawiać metodą słoikową, choć przyznam, że nie hodowałam w ten sposób. Wiem też, że niektórzy uprawiają w trzypioziomowych kiełkownicach, jednak tutaj zdarzają się kłopoty wynikające głównie z tego, że brokuł kiełkując wydziela sporo gazów i bardzo często dusi się nie mając odpowiedniej wentylacji. Tak wiec zdecydowanie tej metody nie polecamy, no chyba, że na górnej szalce bez przykrycia. Wtedy nie powinno być większego kłopotu.

 

Tak wiec poniżej jeszcze fotki ostatniej uprawy brokułowej i to chyba tyle na dzisiaj.

ABC kiełkowania

Dla wielu osób to co teraz napiszę będzie tak oczywiste, że pewnie zdziwią się, że w ogóle to piszę. Ale doświadczenie mi mówi, że naprawdę wiele osób nie ma pojęcia o tym, że nasiona należy przepłukać i namoczyć. Tak wiec tą podstawą kiełkowania dziś chcę się zająć.

PRZEBIERANIE

Pierwsza rzecz jaką robimy chcąc kiełkować nasiona to przebranie tych nasion. Odrzucamy wszystkie nasiona zniszczone, uszkodzone, wszystkie puste łupinki, resztki i wszelkie inne zanieczyszczenia. Oczywiście w zależności od gatunku, sposobu przesiewania itp. tych zanieczyszczeń może być więcej lub mniej, jednak to pierwszy ważny krok, który należy zrobić. Powód tego jest prosty – nasiona uszkodzone i inne odpadki nie będą wzrastać ale zaczną gnić lub pleśnieć zatruwając naszą uprawę. Co prawda w większości przypadków takich odpadków nie ma za wiele lub wręcz w ogóle, ale to czynnik na który trzeba zwrócić uwagę i tyle.

PŁUKANIE

Druga rzecz (lub pierwsza jeśli mamy nasiona od razu dobrze oczyszczone z odpadków) to płukanie nasion. Tak, znów oczywista oczywistość ale znów jak się okazuje mało osób wie o tym, że nasiona należy przepłukać. Płukanie jest proste: wystarczy wsypać na sitko i wstawić pod bieżącą wodę tak by woda wypłukała wszystkie zanieczyszczenia. Oczywiście powód konieczności płukania jest adekwatny do tego powyżej, jednak wiele osób zadaje sobie (i nam) pytanie: dlaczego w ogóle nasiona są zanieczyszczone. I znów odpowiedź jest prosta a wręcz oczywista:

Nasiona (podobnie jak kasze na przykład) przetrzymywane są w wielkich workach, w silosach, magazynach, w różnych miejscach w których są myszy czy inne stworzenia. One zdecydowanie zawsze dodają coś od siebie. Ponadto część nasion zawsze ulega zniszczeniu, kruszeniu co też stanowi pewne zanieczyszczenie, które lepiej usunąć. I co najistotniejsze: nie ma możliwości przepłukać zbóż, nasion, kasz wcześniej, gdyż w naturze maja to, że chłoną wodę, a jeśli owej wody nabiorą, to już nie nadają się do sprzedaży. Szczególnie znaczące to jest w przypadku nasion do kiełkowania, bowiem nabieranie wody jest pierwszym etapem wzrostu i jeśli byśmy nawodnili to ich siła kiełkowania by zdecydowanie spadła (albo wręcz zaczęły by rosnąć u nas w magazynie). Oczywiście istnieją też chemiczne metody oczyszczania, ale są one niekorzystne dla naszego zdrowia, tak więc płuczmy nasiona by móc cieszyć się najzdrowszą żywnością.

NAMACZANIE

Trzecia rzeczą którą należy zrobić jest namaczanie. Tutaj większość osób wie o tym, ale wciąż zdarzają się osoby, którym ta wiedza umknęła. Stąd też podkreślam: namaczanie jest istotne, gdyż nasiono rozpoczyna proces wzrostu od nabrania odpowiedniej ilości wody. Dopiero gdy nasiono jest odpowiednio napęczniałe, zaczyna kiełkować szukając dostępu do wody by móc wzrastać. Jeśli nie namoczymy nasion, to powodujemy iż zbierają one wodę w czasie płukania, podlewania czy zraszania a to nie tylko wydłuża proces wzrostu, ale też zwiększa ryzyko zepsucia uprawy, gdyż nasiona które nie wchłoną wilgoci odpowiednio szybko mogą zacząć pleśnieć lub gnić (podobnie jak nasiona uszkodzone).

 

Podsumowując: jeśli te trzy czynności są wykonane prawidłowo nasze szanse na smaczne i zdrowe kiełki zdecydowanie wzrastają. Nie zajmują one dużo czasu, a decydowanie podnoszą jakość uprawy, tak wiec wszystkim, którzy te trzy kroki znali jedynie przypominam, a tym, którzy nie znali polecam zastosować.

 

Smacznego!

Hodowla – artykuł z surawki

Witarianie na pewno znają surawkę, wielu wegetarian również, jednak to wciąż dość wąskie grono odbiorców.  Surawka to strona o jedzeniu surowym i naturalnym i zawiera wiele ciekawych materiałów tłumaczonych głównie z anglojęzycznych stron.  Poniższy artykuł jest właśnie jednym z takich tłumaczeń.

Nie wprowadzałam, żadnych zmian w zapisie co można sprawdzić tutaj:  http://www.surawka.republika.pl/K10.htm

 

PODKIEŁKOWYWANIE NASION KUKURYDZY:

SŁODKA (WOSKOWA) KUKURYDZA, KUKURYDZA Z SUCHEJ KOLBY, PRAŻONA KUKURYDZA

Autor: Tom Billings

Tłumaczył: Aleksander Kwiatkowski

Artykuł pochodzi z www.rawfoods.com

Co do słodkiej kukurydzy (kukurydzy w stadium woskowym) ona również kiełkuje, warunek ww. kukurydza ma być nie pryskana, żadnych fungicydów itp. wtedy jest najlepszej jakości. Jedna z książek poświęconych kiełkowaniu zaleca kupioną w sklepie słodką kukurydzę podsuszyć (suszenie całej nietkniętej kolby razem z włoskami itd.) dopiero po takim przygotowaniu można kiełkować. Oczywiście należy wyłuskać najpierw nasiona z kolby, ale to jest łatwe, nie ma większych trudności, aby to zrobić ręcznie; najważniejsze aby całość była podsuszona.

Tak czy inaczej, osobiście robię to dwustopniowo. Najpierw wyłuskuję ziarno z kolby, a dalej ww. ziarno podsuszam oraz przechowuję w takim stanie. Następnie kiełkuję nasiona słodkiej kukurydzy. Wyniki nie były pocieszające po 30-godzinnym moczeniu w wodzie, suszone ziarna słodkiej kukurydzy nie chciały się moczyć (nie absorbowały wody) i to prawie wcale! Jeżeli nie nasiąkną wodą to nie zakiełkują. (Zakończyłem ww. doświadczenia po dwukrotnej nieudanej próbie – skończyłem na moczeniu).

Tak więc moje pierwsze próby z kiełkowaniem słodkiej kukurydzy nie były zadawalające. Później udało mi się pozyskać organiczne nasiona kukurydzy, bez oprysków z firmy: Seeds of Change (odmiana ‘Rainbow Inca t.j. tęczowa Inka). Te nasiona były najwyższej jakości i pięknie kiełkowały – moczyłem ww. nasiona przez 24 godziny, następnie kiełkowałem 2,5-3 dni. Wynikiem ww. zabiegów były kiełki kukurydzy, smakowały jak surowa, słodka kukurydza, ale były trochę mniej słodkie [można takie nasiona przechowywać, natomiast kolba słodkiej kukurydzy szybko się psuje]. Nie było żadnego problemu z pleśniami czy bakteriami. Pełny sukces w kiełkowaniu słodkiej kukurydzy!

Ww. eksperymenty nie były jednak na 100% tego czego się po nich spodziewałem. Dlaczego? Ponieważ ceny ww. nasion to 18$ za kg + koszty przesyłki 4$, kiełkowanie słodkiej kukurydzy jak na razie, jest raczej kosztowne, mało ekonomiczne. Tak między nami: osobiście polecam spożywać słodką kukurydzę prosto z kolby zamiast gimnastykować się z suszeniem, kiełkowaniem itd., mniej problemów, o wiele taniej niż kiełkowanie tak drogich nasion. Jeżeli jednak zdecydowałe(a)ś się na kiełowanie nasion słodkiej kukurydzy trzeba mieć pewność, że ww. nasiona nie były pryskane lub na inny sposób zaprawiane trującymi chemikaliami. Większość ziaren kukurydzy jest sprzedawana dla celów posiania w ogródku/polu, a zaprawianie ww. nasion ma na celu zabezpieczyć nasiona przed chorobami, chorobami które atakują siewki kukurydzy.

Ponad to spożywając surową, słodką kukurydzę, osobiście polecam spożywać również włosy kukurydzy. Włosy kukurydzy są bardzo smaczne, lekko moczopędne, często używane w zachodnim kręgu zielarskim jako środek w terapii przeciw-cukrzycowej. W tym kontekście ww. włoski kukurydziane są antydotum na nadmiary cukrów w dzisiejszych, nowoczesnych, [raczej paszowych a nie spożywczych] odmianach kukurydzy.

Teraz parę słów o kukurydzy z pełni dojrzałej kolby oraz prażonej kukurydzy, oba rodzaje ww. nasion dobrze kiełkują. Ale oba ww. rodzaje kukurydzy kiełkują nierówno, podatne są na niebieską pleśń, zewnętrzna pokrywka nasienna jest twarda nawet po kiełkowaniu. Kukurydza z suchej kolby t.j. jej kiełki kiedy kiełkowane odpowiednio długo stają się miękkie, lecz w smaku są nadal mączyste, bezsmakowe. Znów dla przypomnienia: najłatwiej spożywać surową kukurydzę słodką (stadium woskowe). Jeżeli jednak upierasz się na podkiełkowywaniu kukurydzy z suchej kolby lub kukurydzy prażonej najpierw przyjrzyj się nasionom, usuń nasiona uszkodzone, połupane i nasiona z innymi defektami, ale jeszcze zanim zaczniesz moczenie (jakość nasion takiej kukurydzy jest bardzo różna), moczenie co najmniej 12 godz., kiełkowanie 2 lub więcej dni.

POWODZENIA W DOŚWIADCZENIACH NAD KIEŁKOWANIEM!

 

Nasz opis hodowli wraz ze zdjęciami pojawi się pewnie po świętach tym samym nieco przedłużając kukurydziany tydzień. Spowodowane jest to tym, że siewka nie wzrosła mi jeszcze na tyle dorodnie by można było się zdjęciami pochwalić. Zatem czekam na siewki a na razie w kwestii hodowli przedstawiam powyższy artykuł.

 

Kiełkownica godna polecenia

Nasze zastrzeżenia do popularnych trójpoziomowych kiełkowników są chyba dobrze znane. Oczywiście są osoby, które bardzo lubią te właśnie naczynia do kiełkowania, jednak my mamy innego faworyta. Trochę czasu nam zajęło znalezienie tych pojemników, by móc je w sklepie umieścić, ale w końcu są.

http://www.kielki.net/kielkownica-wanienka-2/

Zalety są proste:
wentylacja najlepsza, bo naturalna, nasiona się nie zaparzają, siewki wzrastają bez ligniny czy innych nieprzyjemności a jedyna „wada” to też zaleta – niewielki rozmiar.

Zaleta, bo nietrudno znaleźć miejsce dla tego kiełkownika, wada, bo jednak masowi kiełkożercy mogą mieć niedosyt ilości. Osobiście mam w domu dwa i sobie bardzo chwalę. Tak więc zdecydowanie polecam, bo choć konstrukcja prosta banalnie, to skuteczność zdecydowanie doskonała.

Kiełkownice

Nie raz pytano nas o dobre metody kiełkowania. Klienci wciąż domagali się kiełkowników, mimo, że taki domowy słoik jest naprawdę fajną metodą. My jako sklep niechętnie wprowadziliśmy kiełkowniki Bionatury (dlaczego niechętnie) no, ale klient nasz Pan i skoro chciał, to niewiele wyboru nam zostało. Myśmy chcieli inną do sprzedaży wprowadzić, ale jak na złość nie można było nigdzie dostać (na zdjęciach z uprawy koniczyny).

 

Efektem mamy w sprzedaży Bionatury, ale po poszukiwaniach udało się również znaleźć Vilmoriny, czyli ów wyczekiwane tacki. Są doskonałe dla wszystkich drobnoziarnistych kiełków ale osobiście ciecierzycę też na nich kiełkowałam i rośnie ślicznie. No ale i tu mamy pewne „ale”. Vilmorin kiełkowniki ma znakomite, ale niestety mamy pewne zastrzeżenia co do nasion. Tak wiec dokonując zakupu bierzmy to pod uwagę. No ale warto, bo aktualnie lepszych kiełkowników na rynku nie ma.

 

Zestaw do domowego kiełkowania: tacka Vilmorina + woreczek na strączki i mamy komplet zdrowych pyszności z własnej uprawy. I jeśli ktokolwiek by mnie pytał co polecam, to właśnie macie odpowiedź. Jak na razie lepszego zestawu nie wymyślono. No ale to moje osobiste zdanie.

Jakie kiełki jak hodować

Wciąż wspominam o tym, że hodowla kiełków jest łatwa a jednak wciaz pojawiają się głosy, że nie każdemu się udaje.  Zatem albo  ja kłamię, albo coś istotnego jest pomijane. Stawiam na to drugie.

Ostatnio pisałam o tym, że temperatura i wilgotność to główne czynniki dla dobrego wzrostu nasion. Zatem o tym należy pamiętać przede wszystkim:

1rośliny lubią ciepło nie gorąco, nie zimno ale ciepło, zatem zimą nie trzymajmy przy grzejnikach ale też nie na parapecie. niech nasza hodowla będzie w miejscu ciepłym. Ot temperatura pokojowa

2rośliny lubią wodę – ale jeśli nie kiełkujemy ryżu, to nie przesadzajmy z jej ilością. Trzeba dbać by nasiona były wilgotne, by miały dostęp do wody, ale nie mogą w niej tkwić.

3- światło ma wpływ - niektóre nasiona lubią światło, inne pod jego wpływem staja się gorzkie.

No i jeszcze znajdzie się jeden punkt, może nie niezbędny ale wskazany do przeanalizowania: wybór metody hodowli.

Ale o metodach to następnym razem by nie zamęczyć Was zbyt rozległym wpisem.

Hodowla zimą

A tak mnie naszło i nawet wszystko inne na razie odstawiam, by napisać tę krótką notę.

Kiełki są pyszne i zdrowe i ogólnie mało wymagające w hodowli. To wiemy. Ale. Jest właśnie jedno „ale”, bowiem nie należy zapominać, iż zimą nic nie rośnie. Jeśli w kuchni mamy za niską temperaturę to nasze nasionka mogą wzrastać powoli a nawet w ogóle. Zatem choć osoby z praktyką w tej materii pewnie nie mają wątpliwości, to początkującym warto podkreślić ten fakt:

Pamiętajmy, że kiełki potrzebują ciepła.

Jeśli w kuchni nie grzejemy zimą, to przenieśmy hodowlę do pokoju i tyle :)

Temperatura i wilgotność to dwa kluczowe czynniki, reszta to kwestie w pełni indywidualne :)

Tak mnie tknęło by o tym napisać, gdyż moja córka ostatnio ubolewała nad tym, dlaczego koniczyna nie rośnie tak szybko jak wcześniej :) A przecież choć to rzecz w pełni naturalna i logiczna, to jednak początkujących może taka „porażka” w hodowli zniechęcić, a szkoda by było. Szczególnie, że łatwo jej zapobiec.

Pleśnienie

W piątek nie pisałam, bo miałam tyle pracy, że ledwo ze wszystkim zdążyłam. Ale chyba wybaczycie, choć z drugiej strony piątkowa garść przepisów uciekła. Ale znajdziemy ją. Przepisy z koniczyną będą niebawem, choć u mnie w domu znika ona bez przepisów, bo moje córki dodają ją do wszystkiego.

Ale gdy tak spojrzałam na mój ostatni wpis o hodowli, no i na moją aktualną uprawę (ciecierzyca na sitku bo wciąż woreczka nie uszyłam, oraz na kiełkowniku koniczyna, brokuł, rzodkiewka  i kapusta czerwona) to jedna rzecz mnie naszła.

Często rozmawiając z ludźmi o kiełkach słyszę/czytam: próbowałam, ale nie udało się bo wszystko spleśniało. I tak się zaczęłam zastanawiać, czy ta pleśń to na pewno pleśń? Bo tak: generalnie z racji dużej wilgotności hodowli o pleśń nie jest trudno, ale z drugiej strony czy przypadkiem wiele z tych osób nie wyrzuciło zdrowej hodowli myląc specyficzny puch korzonków z pleśnią? Bo tak na pierwszy rzut oka pomylić się można, dopiero później, jak roślinka wzrasta widać różnicę.  Po prostu pleśń dalej sie rozwija i zajmuje hodowlę, zaś korzonki rosną i meszek siłą rzeczy zanika. No nieco inaczej u rzodkiewki, to meszek utrzymuje się dłużej, ale o tym chyba wszędzie piszą ;)

Tak wiec taka mała porada – nim uznacie, że wasze kiełki spleśniały upewnijcie się czy na pewno. A jeśli nie chcecie pleśnienia to polecam dorzucić nieco nasion rzodkiewki właśnie, bo wspaniale redukuje ryzyko zapleśnienia.

A rzodkiewka jest tu:

http://www.kielki.net/nasiona-na-kielki-rzodkiewka-01kg/

Smacznego :)

Koniczyna łąkowa – hodowla

No to w tym wpisie będzie nieco zdjęć. No i od razu śpieszę wyjaśniać, dlaczego hodowla koniczyny okazała się trudna. Po prostu moja córka tak zasmakowała w niej, że wyjadała w trakcie całej hodowli poczynając od podjadania namoczonych ziaren ;)

W każdym razie moja hodowla wyglądała tak:

tak wyglądają nasiona koniczyny. Ot wysypane na białą kartkę co by je było dobrze widać.

Zalane wodą celem namoczenia. Co istotne one ładnie pęcznieją i szybko zatem namaczanie nie musi być specjalnie długie, ale z lenistwa (i bezpieczeństwa, bo dzieci śpią) namoczyłam na noc, to tylko rano nieco zniknęło ;)

Generalnie po namoczeniu nasiona trzeba przepłukać, ale ciężko się płucze i jednocześnie zdjecia robi, jednak tę czynność chyba łatwo zrozumieć.

No i teraz kwestia metody hodowli. Jako, ze koniczyna to roślinka drobnoziarnista i zjadać możemy jej siewkę  ze wszystkimi pozostałościami nasionka to hodować ją można spokojnie na sitku, w słoiku czy na ligninie. Kiełkownica którą posiadam przypomina hodowlę na sitku, zatem wysypałam nasiona i zadbałam by poziom wody w naczyniu pod spodem był należyty. Należyty to znaczy tafla wody ma być możliwie najbliżej nasion, ale nasiona nie mogą pływać.

I teraz kolejno nasionka z dzień po dniu, czy jakoś tak w okolicach. U mnie w kuchni dość zimno jest teraz zatem wzrosły mi mniejsze niż w pracy, ale i tak smaczne były.

Ten meszek na zdjęciach to nie pleśń ale korzonki. Koniczyna wzrosła zdrowo i bezpiecznie. Istotne przy tej metodzie jest to, że gdy korzonki już sięgną same do wody, to my już nie mamy co przy koniczynie robić, ot sama rośnie.

I zielono jak widać. Regularnie podjadana uchowała się na tyle by kilka fotek pstryknąć, a gdy tylko je pstryknęłam to dokładnie połowa poszła na jedną kanapkę.  Ot uroki tego co smaczne i ładne. Jakoś tak wybitnie szybko znika. Ale mnie to osobiście cieszy, bo przynajmniej córa zdrowe ma przekąski.

Zatem jak widać hodowla jest prosta.

Oczywiście można hodować w inny sposób, choć lignina czy wata maja ten minus, że nie zjadamy korzonków (no chyba że ktoś lubi dodatki waty czy ligniny w pożywieniu ;) ) zatem jakby co to polecam hodowlę w sitku lub słoiku. Moja koniczynka wyglądała tak:

Skąd te łyse placki to już wiecie.