Archiwa kategorii: zdrowie

Na zdrowie!

Pisząc o kiełkach kukurydzy będę pisała o cukrowej, bo jest najbogatsza z dostępnych odmian. Co prawda nie spotkałam jej jeszcze w innych sklepach niż nasz, ale jeśli kiełkujecie inne odmiany, to pamiętajcie po prostu, że są uboższe, ale to nie znaczy, że nie są wartościowe. Ogólnie informacje w cyferkach będą jutro za to dziś kilka słów o działaniu dla naszego zdrowia.

 

Kukurydza ma niezwykle korzystne działanie dla naszych nerek i ogólnie układu moczowego. Te same korzystne właściwości posiadają również kiełki kukurydzy. Podobnie z pozytywnym wpływem na wątrobę oraz wytwarzanie żółci. Kolejną wielką zaletą jest poprawianie krzepliwości krwi oraz znane od lat działanie przeciwcukrzycowe. Warto tu jednak napomknąć, że najcenniejsze w tym przypadku jest podkiełkowane ziarno jednak smakowo nie jest ono nawet w połowie tak atrakcyjne jak siewka.

Siewki kukurydzy (powyżej) są niebywale słodkie, jednak choć zawierają wiele składników odżywczych i wartości lecznicze są słabsze niż w przypadku zjadania całości. Zawsze jednak można skiełkowane ziarno przemielić i dodać tak by zmielone, podkiełkowane ziarno wzbogaciło nasz obiad. Pośród wyszukanych przepisów jednak nie znalazłam takich gdzie ziarno było składnikiem ale siewka właśnie, zatem aspekty kulinarne biorą górę nad zdrowotnymi jak widać. Ale pomyślę, może da się meksykański placek kukurydziany zrobić z podkiełkowanego ziarna? Bo jakby nie było zawsze najlepiej połączyć smak ze zdrowiem.

 

Ale w jednym siewka nie traci nic na wartości w porównaniu z podkiełkowanym ziarnem: jej działanie przeciwdepresyjne zawsze jest w cenie, tak więc dla dobrego nastroju i pogody ducha warto podjadać słodkie pędy kukurydzy. Szczególnie, że choć są niesamowicie słodkie i śmiało można nimi zastępować słodycze, to zdecydowanie w przeciwieństwie do popularnych słodkości, siewki są po prostu zdrowe.

 

Zielenina dla zdrowia i urody.

Jakoś tak wyszło, że zioła zdominowały mi ostatnio myślenie. Nie to bym kiełki zaniedbywała, co to to nie, kapusta i koniczyna rosną sobie, ciecierzycę wrzuciłam do moczenia, zatem kiełków ci u nas dostatek. No ale jak mnie się przypomniało że czas wysiewu to i naszła mnie myśl, że może warto przybliżyć nieco tematykę zielarską.

 

W sklepie jest kilka pozycji na ten temat, zatem jakby ktoś chciał się zainteresować to polecam. Niemniej dziś piątek a w piątki starałam się przepisami dzielić, wiec jedną z książek otworzyłam.

 

REWOLUCJA ZIELONYCH KOKTAJLI

Witarianom pewnie znana pozycja a jeśli nie to warto by zapoznali się z nią. Co prawda autorka często w przepisach sygnalizuje dany gatunek owocu, jednak szybko dostrzeżemy, jak wiele można modyfikować jej propozycje i dostosowywać do naszych potrzeb.

Koktajle robione są ze świeżych liści, warzyw i owoców zaś mlecz, natka pietruszki czy różne sałaty to naturalny element gwarantujący nie tylko zielony kolor ale też oryginalny smak i zastrzyk zdrowia.

 

Trzy przepisy na zachętę:

KOKTAJL ARBUZOWY

4 filiżanki świeżych kawałków arbuza bez skórki

1 banan

5 lisci sałaty rzymskiej

sok z 1/2 cytryny

 

ZIELONY KOKTAJL TROPIKALNY

2 filiżanki szpinaku

1 mango

1 banan

1 filiżanka kawałków ananasa

1 filiżanka wody

 

CZERWONY KOKTAJL

1 jabłko

1/2 filiżanki świeżej natki pietruszki

1/2 filiżanki kolendry

5 lisci buraka z łodyżkami

1 filiżanka wody

 

Jednak warto zapoznać się z całością tej niewielkiej w sumie książki, gdyż jest w niej sporo ciekawych porad czy uwag związanych zarówno z wykonywaniem potraw jak i doborem składników czy też z wieloma innymi, prostymi w sumie ale zapominanymi (lub nieznanymi) często, drobiazgami.  A kolendrę czy miętę to można samemu wyhodować przecież.

Zioła na parapecie i w ogródku


A tak dziś od kiełków nieco chcę odejść, bo nadchodzi czas, który łatwo przeoczyć, a szkoda. Czas wysiewu nasion. Większość z nich wysiewa się na przełomie kwietnia i maja. Niektóre lubią wcześniej przezimować nieco w lodówce, inne wręcz w zamrażalniku. Jedne wysiewany od razu do gleby a są i takie, które wolą się schować pod osłonką.

Przewaga świeżych ziół nad suszonymi chyba nie wymaga wyjaśnienia. Aromat, smak, właściwości są tutaj o wiele wyższe i nawet jeśli zdecydujemy się takie zioła zasuszyć, to i tak biją na głowę te kupne. Ale skoro tak jest to czemu tak niewiele osób uprawia zioła w domu?

 

Wiele osób myśli, że zioła to tylko w ogródku. Oczywiście, są gatunki które trudno by było uprawiać na parapecie, ale wiele z nich w pełni nadaje się do hodowli doniczkowej. Znamy świeże zioła sprzedawane w sklepach w doniczkach właśnie.  Chyba najpopularniejsza jest bazylia. Wyjątkowo aromatyczna, bardzo ładna i niezastąpiona w kuchni włoskiej. Podobnie z miętą, bo przecież ją chyba każdy zna. Wyrazisty smak może być zarówno podstawą jak i przyprawą. Estragon, tymianek, majeranek. Nazwy znane wielu osobom jednak o ile ciekawsze staja się nasze potrawy gdy zamiast suszu użyjemy świeżych liści?

Pełna lista dostępnych nasion na zioła jest dostępna TU i zdecydowanie polecam zapoznanie się z nią. Warto ożywić kuchnię i pozwolić sobie na kulinarne uniesienia, bo świeże zioła zdecydowanie lepiej dodadzą smaku i przestrzeni niż jakiekolwiek kupne gotowce.

 

 

 

Ostropest plamisty – ciąg dalszy

Było już o tym jak rewelacyjny wpływ ma  na naszą wątrobę, zatem dziś o tym w jaki sposób można go zjadać.

Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to nalewka.  Rzecz jasna dla osób z chorobami alkoholowymi nie polecam tej metody, ale dla wolnych od tego nałogu, to nalewka może być ciekawym sposobem. Ale ostrzegam, nalewki typowo lecznicze (ostropest, propolis i inne tego typu) najczęściej są nieprzyjemne w smaku. Jakby były zbyt przyjemne pewnie przestały by być leczniczymi z racji nadmiernej ilości spożycia.

W wersji bezalkoholowej można sporządzić wywar. Coś na kształt „herbatki” którą po prostu popijamy dla zdrowia. W obu przypadkach nasiona mielimy i właśnie w takiej formie zalewamy wodą lub alkoholem.  W przypadku alkoholu ciekawe jest to, że ostropest działa osłonowo dla wątroby i chroni ja przed działaniem alkoholu, zatem śmiało można wysunąć hipotezę, że będzie to jedna z najzdrowszych nalewek, przynajmniej dla samej wątroby.

Idąc dalej tropem napojów z ostropestu pojawia się mleko. Co prawda z mlekiem nie ma nic wspólnego, ot bardziej skondensowany wywar, ale zdecydowanie będzie miał najwięcej wartości ale też najwyraźniejszy smak. I tak jak smak wywaru herbacianego łatwiej ukryć pod na przykład łyżką miodu, tak mleko to już smak zdecydowanie bardziej skondensowany.

Ogólnie ziarno ostropestu zaleca się zmielić przed dodaniem, choć spotkałam się tez z przepisami zalecającymi namaczanie ziarna i gotowanie. Te jednak są w zdecydowanej mniejszości, choć wskazują wyraźnie, że możliwości zastosowania tego ziarna są naprawdę rozległe. Zatem chyba każdy znajdzie dla siebie najlepsza metodę, a o wątrobę zdecydowanie warto zadbać.

Warto jednak wiedzieć iż osoby z uczuleniem na stokrotki, karczochy, kiwi, mogą być również uczulone na ostropest.

Jęczmień

Zatem mamy jęczmień w sklepie. A mamy, bo pytano o niego. Przyznam, że sama jeszcze go nie kiełkowałam, zatem trudno mi pisać o jego walorach smakowych czy o ewentualnych niuansach hodowli, jednak coś by wypadało o nich napisać.

Składniki mineralne:

Sód 12 mg
Potas 452 mg
Wapń 33 mg
Fosfor 264 mg
Magnez 133 mg
Żelazo 3.6 mg
Cynk 2.8 mg
Miedź 0.5 mg
Mangan 1.9 mg

Co prawda ja tabelek nie lubię, ale są tacy co je wprost uwielbiają zatem proszę bardzo :) Oczywiście dane dla 100g produktu jadalnego

Witaminy:

witamina A (ekwiwalent retinolu) 1 μg
retinol 0 μg
beta-karoten 13 μg
witamina E (ekwiwalent alfa-tokoferolu) 0.6 mg
witamina B1 (tiamina) 0.6 mg
witamina B2 (ryboflawina) 0.3 mg
niacyna 4.6 mg
witamina B6 (pirydoksyna) 0.3 mg
foliany (kwas foliowy) 19 μg
witamina B12 (cyjanokobalamina) 0 μg
witamina C 0 mg

No i jeszcze jedna tabelka w związku z jęczmieniem:

Aminokwasy:

Izoleucyna 456 mg
Leucyna 848 mg
Lizyna 465 mg
Metionina 240 mg
Cystyna 276 mg
Fenyloalanina 700 mg
Tyrozyna 358 mg
Treonina 424 mg
Tryptofan 208 mg
Walina 612 mg
Arginina 625 mg
Histydyna 281 mg
Alanina 486 mg
kwas asparaginowy 779 mg
kwas glutaminowy 3261 mg
glicyna 452 mg
prolina 1484 mg
seryna 527 mg

Ostropest plamisty

Generalnie większość nasion planowałam rozpisywać dokładnie przez cały tydzień. Jednak plany te zakładały rozpisywanie nasion na kiełki a tu by było bardzo wiele aspektów do poruszenia. W tym przypadku mowa o nasionach spożywczych zatem  skupię się na dwóch aspektach: leczniczym oraz sposobach spożycia.

Dziś wartości lecznicze.

Celowo nie piszę „odżywcze” bo w przypadku tej rośliny słowo „odżywianie” to zdecydowanie za mało. To niepozorne ziarno zawierające w swym smaku nutkę goryczy ma niebywałe zdolności stymulujące regenerację jednego z najbardziej obciążonych organów – wątroby. Wiele się pisze o ostropeście   sąsiedztwie leczenia alkoholizmu i regeneracji organizmów zniszczonych alkoholem, jednak warto pamiętać, że każda wątroba we współczesnym świecie ma ciężki żywot.

Wątroba jako organ ma jeden z najtrudniejszych tematów do udźwignięcia.  To ona neutralizuje toksyny jakie my wprowadzamy do organizmu lub wytwarzamy w procesach metabolizmu. I tak jak te wytwarzane przez nas raczej są na stałym poziomie, tak tych które dostarczamy niestety jest coraz więcej.  Mimo tego, ze nasz organizm ma ogromne zdolności regeneracyjne i zdrowa wątroba potrafi zaskakiwać swoją wydolnością i prędkością reakcji, to jednak w nawale zanieczyszczeń, alkoholu,  stresu niewiele tych organów ma zapewniony komfort pracy. Niestety uszkodzenia wątroby i długotrwałe jej niszczenie powoduje utratę zdolności regeneracyjnych aż do kompletnego ich zaniku, tak więc warto zadbać o nią a ostropest jest zdecydowanie najlepszym partnerem nie tylko w profilaktyce ale również leczeniu.

Ostropest zalecany jest przy wielu poważnych schorzeniach nie tylko jako wspomaganie leczenia ale wręcz jako metoda.  Stymuluje regenerację, działa osłonowo i przyśpiesza wydalanie toksyn z organizmu. To wszystko powoduje, że wątroba ma zdecydowanie korzystniejsze warunki na powrót do sił i zdrowia.  Jest wskazana miedzy innymi przy

  • stanach rekonwalescencji po uszkodzeniach różnej natury:  długotrwałe kuracje antybiotykowe, nadużywanie alkoholu, chemioterapia, zatrucia miedzy innymi grzybami;
  • zaburzeniach czynności wątroby na skutek złej diety oraz na tle cukrzycowym;
  • wirusowym zapaleniu wątroby typu C, (nie jest to lek, ale ma silne działanie wspomagające), zapaleniu dróg żółciowych i woreczka żółciowego;
  • kamicy żółciowej (profilaktycznie i leczniczo);
  • do ochrony wątroby u osób z chorobą alkoholową i u przechodzących leczenie odwykowe;
  • chemioterapii (zmniejsza uszkodzenia wątroby) oraz wspomaga rekonwalescencję, przyśpieszając usuwanie substancji toksycznych odkładających się w organizmie;
  • profilaktyce chorób zwyrodnieniowych wątroby;
  • marskości wątroby i zwyrodnieniu tłuszczowemu wątroby;
  • zaburzeniach w wydzielaniu żółci, niedokwaśności soku żołądkowego, braku łaknienia, wzdęciach i odbijaniu;
  • chroni miąższ wątroby i nerek przed niszczącym działaniem trucizn
  • powstrzymaniu krwawień: z nosa, jelita grubego, żylaków odbytu, niektórych krwawieniach macicznych oraz przy przedłużonym miesiączkowaniu;
  • bólach głowy typu migrenowego, obniżonym ciśnieniu krwi oraz skłonności do choroby morskiej i lokomocyjnej;
  • wodobrzuszu i opuchliźnie kostek;
  • podwyższonym cholesterolu;
  • profilaktyce przeciwmiażdżycowej (szczególnie wskazane dla osób będących w grupie ryzyka);
  • problemach ze snem.

Podsumowując:  silne działanie detoksykujące da się odczuć nie tylko w tym jednym, jakże ważnym organie, ale również w innych sferach. Zanikające plamy, przebarwienia, poprawa kondycji włosów, stawów, skóry to wszystko efekt uboczny odtoksycznienia organizmu. Uboczny, ale jakże przyjemny.

Kiełki brokuła a nowotwory

Badania biochemików z zakresu  żywności funkcjonalnej, czyli takiej, która nie tylko żywi, ale też leczy co chwila przynoszą nowe odkrycia. Jednym z nich było odkrycie substancji przeciwnowotworowych w kiełkach brokuła. Napisano już nieco o tym, jednak Pestka  by Pestką nie była gdyby, choć w kilku zdaniach i tutaj tego nie opublikowała.

Zatem dlaczego kiełki, a nie dorosłe warzywo. Najczęściej to zostawiane jest w artykułach na koniec ale ja od tego chcę zacząć. Substancją aktywną jest tutaj sulforafan i właśnie to dzięki niemu brokuły zdobyły uznanie w profilaktyce oraz leczeniu nowotworów. Oczywiście, same kiełki nowotworów nie wyleczą, ale nie tylko zmniejszają ryzyko zachorowania ale też łagodzą przebieg choroby, jeśli już wystąpi.

Substancja ta jest jednak bardzo wrażliwa i zanika wraz ze wzrostem warzywa. Zatem różnica w ilości pomiędzy kiełkami a brokułem może być kolosalna włącznie do kompletnego zaniku sulforafanu w dojrzałym warzywie. Ogólnie podaje się, że w kiełkach brokuła jest go 20-50 razy więcej niż w formie dorosłej. Zatem to zdecydowane wskazanie by myśląc o zdrowiu sięgać po kiełki tego warzywa.

W kiełkach ilość substancji jest raczej stała jednak najwięcej skorzystamy jedząc świeże kiełki, takie osobiście wyhodowane. Im dłużej leżą tym więcej substancji umyka, mimo, że kiełki to specyficzne pożywienie, które rośnie nawet po zebraniu i schowaniu do lodówki. Kwestia, że rośnie zdecydowanie wolniej, no i zaczyna wykorzystywać w większym stopniu swoje zapasy, wiec mniej zostaje dla nas.

Badania były przeprowadzane w różnych zagadnieniach ja zaś dotarłam do takich przykładów:

nowotwory płuc – zdecydowanie grupa poważnie zagrożona nowotworami płuc) Korzystne wyniki były dla nowotworów płuc (palacze jedzący kiełki brokuła wykazali redukcję zachorowalności rzędu 36% przy 18000 badanych;

nowotworów piersi – guzy wygenerowane laboratoryjnie a efektem było 60% mniej nowotworów, oraz guzy mniejsze od 75% do 80%w porównaniu z tkankami nieleczonymi. Dodatkowo pojawienie się guzów zostało opóźnione i rosły one zdecydowanie wolniej. Niestety wciąż nie wygenerowano stosownego leku, jednak kiełki brokuła są dostępne i bez recepty;

nowotworów jelita grubego – badacze w Toulouse we Francji, udowodnili, że sulforaphane wywołał śmierć komórek rakowych w ludzkich tkankach jelita grubego, jednak tu nie mam szczegółów;

nowotwory przewodu pokarmowego – co prawda badano pod katem choroby wrzodowej (sulforafan skutecznie zabija Helicobacter pylori, której ubić nie mogą antybiotyki) jednak w trakcie badań potwierdzone zostało też korzystne działanie w przypadku nowotworów. Co ciekawe, badacze zwrócili uwagę na aspekt brokułowy, bowiem dostrzegli prawidłowość, że chorzy jedzący regularnie kiełki brokuła zdecydowanie lepiej przechodzili chorobę a nawet się z niej wyleczyli. Co znaczące – były to badania nie tyle nad samym sulfaranem ale nad kiełkami brokuła w diecie;

nowotwór pęcherza – tutaj z pomocą idą kiełki brokuła, kiełki kapusty oraz czysta woda. Naukowcy z Harvardu poza tym dostrzegli, że palacze mają 3 do 4 razy większe ryzyko zachorowania na raka pęcherza niż osoby niepalące;

nowotwór prostaty – tu badania prowadzili naukowcy z Stanford University Medical Center. badania dotyczyły raczej udziału warzyw w diecie niż samych kiełków brokuła, jednak jest to powiązane. Wynik był następujący: osoby, które jadły najmniej trzy posiłki z brokułów, kalafiora, albo brukselki tygodniowo, miały o 41% mniejsze ryzyko zachorowania na raka prostaty niż osoby jedzące jeden taki posiłek w tygodniu.

Tak wiec zdecydowanie dobrze dodać kiełków kapusty czy brokuła do diety codziennie, szczególnie że dawką leczniczą jest zaledwie pół filiżanki kiełków brokuła i to co drugi dzień.

Palenie

To, że palenie szkodzi zdrowiu wiadomo nie od dziś. Wiele osób stara się palenie rzucić no i zaglądając na fora natknęłam się na jeden z wielu tematów i dylematów jak paskudny nałóg rzucić. A rzucić warto, bowiem nie tylko nasze płuca obrywają od substancji smolistych, ale też tracimy wiele ważnych składników odżywczych. Tracimy na dwa sposoby:

pierwszy to niszczenie ich (na przykład większość witamin z grupy B)

drugi to przekierowanie substancji odżywczych dla ratowania płuc

Jak dodamy do tego zanieczyszczenie organizmu z którym znów nasz organizm ma się uporać to zdecydowanie palenie szkodzi zdrowiu.

Metod na rzucenie palenia jest wiele.  Nie ma nawet co się rozpisywać o plusach i minusach każdej z nich, bo każda ma swoich przeciwników i zwolenników. Niemniej na forach (nie tylko kobiecych) powraca nagminnie jeden aspekt związany z rzucaniem palenia: tycie. Niejedna pani wróciła do zgubnego nałogu właśnie przez wzgląd na kilogramy.  Jednak czy rzucając palenie musimy przytyć? Otóż nie.

Sytuacja wygląda następująco. Rzucamy nałóg a nasz organizm się dopomina o to, czym był truty.  Sporo osób w tym momencie znajduje inne zajęcie dla swych dłoni i ust a bardzo często zajęciem tym jest podjadanie.  Co ciekawe to bardzo zdrowy odruch, szczególnie że głód warto zajeść, nawet i nikotynowy. No ale jest „ale”. Jeśli zajadamy to byle czym to i byle czym karmimy organizm.  Chipsy, orzeszki ziemne, batoniki, wafelki to rzeczy które znają chyba wszyscy i niestety często tymi właśnie wynalazkami ów głód zabijamy. No teraz też reklamy proponują inną metodę na głoda, ale to też produkt z ogromną ilością cukru.

Co się dzieje z naszym organizmem gdy odstawiamy palenie?

Oj wiele rzeczy. Organizm głupieje, bo nie otrzymuje tego do czego jest przyzwyczajony. Ma możliwość się zregenerować, ale częściej wpierw bierze się za detoksykację co bardzo często kończy się wtórnym zatoksycznieniem. Ogólnie zamieszanie straszliwe i jeśli my nie pomożemy mu dostarczając wartościowych składników to rzucanie palenia może być naprawdę uciążliwe i to nie tylko przez wzgląd na głód.

Zatem rzucając palenie warto uzbroić swą silną wolę i pamiętać o dwóch rzeczach

Po pierwsze:  sporo pijmy. Głównie wody, ale nie tylko. Wiele ziół ma charakter detoksykujący, a to zdecydowanie wskazane. Z ziół oczyszczających (nie mylić z przeczyszczającymi) warto zwrócić uwagę na: korzeń mniszka, cykorii, łopianu, ziele koniczyny, skrzypu, karczocha, poziomki, fiołka trójbarwnego, jeżówki, ziele i korzeń pokrzywy oraz nasienie czarnuszki, kwiat kocanki i korę brzozy. Wymienione zioła można pić pojedynczo jak i tworzyć z nich mieszanki. Niemniej jednak przede wszystkim pamiętajmy o wodzie.

Po drugie: podjadajmy, ale z głową. Podjadanie jest dobrym pomysłem, bowiem nasz detoksykujący się organizm potrzebuje wiele składników by móc odbudować zdegenerowane komórki. Kwestia zatem nie „czy” ale „co” podjadać.

Nikogo nie zdziwi, ze polecę kiełki. Zdrowe, bogate, smaczne i niekaloryczne zdecydowanie nie spowodują naszego tycia za to odżywią organizm. Dodatkowo niektóre z nich działają oczyszczająco zatem ułatwia nam proces rzucania nałogu (np kiełki gorczycy)

Ale nie tylko kiełki:

orzechy (co prawda maja sporą zawartość tłuszczy, ale i tak warto po nie sięgać)

sałata (wszelka możliwa ino bez ciężkich sosów) jak najbardziej może być doprawiona czy z dodatkami, jednak unikajmy serów czy wszelkich wysokokalorycznych dodatków. Ot prażony słonecznik i nieco soku z cytryny dostatecznie doprawi a nie pójdzie nam w boki.

marchewka – co prawda to nie jest sezon na te soczyste i młode,niemniej marchewka to dobra przekąska dla tych, co lubią móc pogryźć coś większego.

jabłka – alternatywa dla marchewek. szczególnie teraz, na jesieni. Mamy naprawdę spory ich wybór i to zarówno w kwestii smaków, aromatów czy kolorów.

gotowana ciecierzyca – smaczna a jak nieco przyprawiona to super alternatywa dla chipsów. Ino jej nie za dużo, bo można przytyć jeśli się przesadzi

Ostruda wodna (zwana dzikim ryżem) dostępna w wielu sklepach, ale dość kosztowna. niemniej ugotowana z niewielką ilością soli tez jest bardzo pożywną i smaczną przekąską.

Zatem jak widać opcji jest wiele.  Wszystkim rzucającym życzę wytrwałości a wahającym się konkretnej decyzji.

Zdrowe jedzenie.

Chciałam napisać post o zdrowym jedzeniu, ale wyszedł mi taki elaborat, że nie mam sumienia Was nim katować.  Naprawdę wiele teraz się o tym mówi, ale takimi ogólnikami, że mało kto naprawdę rozumie co się kryje pod słowami „zdrowa żywność”. To znaczy pomijając aspekt marketingowy, bo to akurat pewnie dla wielu jest widoczne i zrozumiałe.

Słowa „zdrowe”, „naturalne”, „bez cukru” stały się już chwytami reklamowymi i paradoksalnie zamiast zwiększać świadomość społeczną w tej materii powodują jedynie większy chaos a ludzi utwierdzają w stereotypach, że zdrowe jest drogie, niesmaczne czy inne tego typu.

A przecież każdy kto jadł takie prawdziwe malinówki z działki wie, że sklepowe pomidory to ledwie namiastka. Każdy kto kiedykolwiek gotował prawdziwy obiad, wie, że wszystko zależy od jakości produktu i przypraw zależy smak końcowy, że jakość wody wpływa na smak herbaty a jabłko z sadu, choć może mniej równe i lśniące to jednak bardziej aromatyczne i różnorodne w smaku niż to z marketu.

Żyjemy w czasach gdzie czas stał się nadrzędną wartością. Gdzie liczy się to co jest zrobione szybko i dobrze. Gdzie mało kto ceni rzemieślników wykonujących swą pracę powoli ale bardzo dokładnie. Teraz liczy się czas wykonania i poniesione koszta. Towar wykonany powoli, jednostkowo, na zamówienie stał się towarem ekskluzywnym, towarem dla elit. Dostajemy coraz więcej, dostajemy pozór bogactwa ale jednocześnie jakość pozostawia wciąż wiele do życzenia, a w przypadku żywnosci jest to niestety tragiczne w skutkach, bo jeśli nasze ciało odżywiamy byle jak, to brakuje mu surowców by się zregenerować. Do tego pośpiech, stres, brak snu i mamy poważne niedobory. A jak ktoś miłuje się w używkach to jeszcze bardziej ten stan pogłębia.

Zatem czy jest we współczesności miejsce na zdrowie? Jest. Wiele kierunków, wiele opcji, wiele nurtów. Między innymi powstał nurt zwany „Slow-food”. takie przeciwieństwo fast-foodów. Czyli jemy powoli, spokojnie, celebrujemy posiłek. Już sam ten fakt zdecydowanie poprawi jakość naszego jedzenia. Może nie produktu, ale samego przyswajania. Do tego „Slow-food” to też myślenie nad tym co jemy. Nie z tabelkami na modłę diet czy zasadami, zakazami, nakazami ale takie zwykłe ludzkie szukanie nowych smaków, nowych jakości i tego co najlepsze. To poznawanie jedzenia, cieszenie się nim, odżywianie organizmu, ale to już kolejne kroki zaś pierwszy jest banalnie prosty: jedzmy spokojnie i z radością.

Kiełki na jesień

Co prawda kojarzone są wybitnie z wiosną, jednak z ich dobrodziejstw możemy korzystać całorocznie. A co jak co, jesienne przeziębienia i katary wielu dają się we znaki. Kiełki nie tylko odżywiają organizm ale też wzmacniają odporność, działają przeciwzapalnie czy zmniejszają obrzęki. Tak więc warto przyjaźnić sie z nimi cały rok, zaś na okres przeziębień wybitnie polecam:

Burak - doskonały na jesienne nastroje. Wysoka zawartość żelaza, witaminy C oraz kwasu foliowego zdecydowanie poprawiają nastrój.

Cebula – pomijając szereg wspaniałych właściwości w okresie jesiennym zdecydowanie najbardziej nas interesuje jej działanie bakteriobójcze.

Gorczyca – w kwestii jesiennej to zdecydowanie stanowi wspaniałe wsparcie dla reumatyków. Jeśli wilgotność uprzykrza życie to kiełki gorczycy mogą zdecydowanie to życie umilić.

Kapusta biała i czerwona – zazwyczaj w opisach je rozdzielam, ale nie tym razem. obie po prostu zdecydowanie wzmacniają system odpornościowy oraz układ nerwowy, zatem tak na katary jak i jesienną depresją w sam raz.

Koniczyna – kto czytał o niej w tygodniu koniczyny to wie, że nie tylko wzmacnia system odpornościowy i poprawia nastroje, ale również działa wykrztuśnie,  łagodzi podrażnienia górnych dróg oddechowych i jest niezastąpiona nie tylko przy alergiach, ale też przy wszelkich chorobach górnych dróg oddechowych właśnie.

Lucerna – bomba witaminowa.  Wzmacnia organizm na wielu frontach. Pomocna przy ogólnym wzmocnieniu odporności i obok gorczycy zdecydowanie przyjazna reumatykom.

Rzodkiewka – ostrzejsza od koniczyny ale też dzielnie radzi sobie z chorobami górnych dróg oddechowych. doskonała przy alergiach, katarach, kłopotach z zatokami. Na jesień jak znalazł.

Słonecznik - kolejna bomba witaminowa, choć jesiennie to głównie witamina D nas wspiera

Soja – to następny sposób na jesienne humorki

Wiesiołek – kolejny sposób na depresje. Zresztą nie tylko, bowiem ogrom składników odżywczych ogólnie wzmacnia organizm

Zatem powyżej wybitnie polecane na jesień kiełki, a jak klikniecie w nazwę to od razu przeniesie Was do sklepu :)