Miesięczne archiwum: Październik 2010

Koniczyna łąkowa – hodowla

No to w tym wpisie będzie nieco zdjęć. No i od razu śpieszę wyjaśniać, dlaczego hodowla koniczyny okazała się trudna. Po prostu moja córka tak zasmakowała w niej, że wyjadała w trakcie całej hodowli poczynając od podjadania namoczonych ziaren ;)

W każdym razie moja hodowla wyglądała tak:

tak wyglądają nasiona koniczyny. Ot wysypane na białą kartkę co by je było dobrze widać.

Zalane wodą celem namoczenia. Co istotne one ładnie pęcznieją i szybko zatem namaczanie nie musi być specjalnie długie, ale z lenistwa (i bezpieczeństwa, bo dzieci śpią) namoczyłam na noc, to tylko rano nieco zniknęło ;)

Generalnie po namoczeniu nasiona trzeba przepłukać, ale ciężko się płucze i jednocześnie zdjecia robi, jednak tę czynność chyba łatwo zrozumieć.

No i teraz kwestia metody hodowli. Jako, ze koniczyna to roślinka drobnoziarnista i zjadać możemy jej siewkę  ze wszystkimi pozostałościami nasionka to hodować ją można spokojnie na sitku, w słoiku czy na ligninie. Kiełkownica którą posiadam przypomina hodowlę na sitku, zatem wysypałam nasiona i zadbałam by poziom wody w naczyniu pod spodem był należyty. Należyty to znaczy tafla wody ma być możliwie najbliżej nasion, ale nasiona nie mogą pływać.

I teraz kolejno nasionka z dzień po dniu, czy jakoś tak w okolicach. U mnie w kuchni dość zimno jest teraz zatem wzrosły mi mniejsze niż w pracy, ale i tak smaczne były.

Ten meszek na zdjęciach to nie pleśń ale korzonki. Koniczyna wzrosła zdrowo i bezpiecznie. Istotne przy tej metodzie jest to, że gdy korzonki już sięgną same do wody, to my już nie mamy co przy koniczynie robić, ot sama rośnie.

I zielono jak widać. Regularnie podjadana uchowała się na tyle by kilka fotek pstryknąć, a gdy tylko je pstryknęłam to dokładnie połowa poszła na jedną kanapkę.  Ot uroki tego co smaczne i ładne. Jakoś tak wybitnie szybko znika. Ale mnie to osobiście cieszy, bo przynajmniej córa zdrowe ma przekąski.

Zatem jak widać hodowla jest prosta.

Oczywiście można hodować w inny sposób, choć lignina czy wata maja ten minus, że nie zjadamy korzonków (no chyba że ktoś lubi dodatki waty czy ligniny w pożywieniu ;) ) zatem jakby co to polecam hodowlę w sitku lub słoiku. Moja koniczynka wyglądała tak:

Skąd te łyse placki to już wiecie.

koniczyna łąkowa

Tak, to zielone na zdjęciu to koniczynka którą zjadłam osobiście. Wysiałam jej zdecydowanie za dużo niż trzeba a i tak pięknie wzrosła. Tę którą wysiałam w domu też mam na zdjęciach, ale o niej jutro, jak będę pisać o hodowli. Choć zaznaczę że byłą dość trudna, ale to z bardzo specyficznych powodów ;)

No, ale wracając do właściwości koniczyny:

Zawarte w niej fitohormony mają działanie estrogenne,  przeciwzapalne i antyandrogenne. Izoflawony łagodzą wiele objawów menopauzy w tym uderzenia gorąca, wahania nastrojów czy zaburzenia snu.  Dodatkowo wzmacniają układ sercowo-naczyniowy i ogólnie wzmacniają układ krążenia.  Dodatkowo zawiera też wiele kumestanów (czyli drugi z trzech fitohormonów) jednak w diecie człowieka nie ma to większego znaczenia. Istotne jest jednak, jeśli myślicie o dożywianiu swoich zwierząt.

Co jest istotne – kiełki soi, tak okrzyczane jako doskonałe źródło fitohormonów zawierają zdecydowanie więcej kumestanów właśnie niż izoflawonów, zatem dla naszego ludzkiego zdrowia kiełki koniczyny będą o wiele korzystniejsze.

Izoflawony zawarte w koniczynie łąkowej mają wiele innych korzystnych cech niż tylko te najbardziej wiadome związane z menopauzą. Między innymi wysoka zawartość lipoprotein zdecydowanie korzystnie wpływa na ilość „dobrego” cholesterolu we krwi. Zatem osoby mające na pieńku z cholesterolem właśnie zdecydowanie mogą się polubić z koniczyną i jej kiełkami.

Jakby tego było mało, spore ilości antyoksydantów zdecydowanie spowalniają procesy starzenia zatem nie tylko dla zdrowia ale i dla urody są to bardzo wartościowe kiełki.  Kondycja skóry jest zdecydowanie lepsza a i jej ukrwienie też sie poprawia. No i co istotne dla wielu osób – koniczyna leczy trądzik endogenny. Zatem dla urody to zdecydowanie doskonały sojusznik.

Kolejny wielki plus to profilaktyka depresji. Stabilizacja emocjonalna jest rzeczą niezwykle pożądaną współcześnie zaś kiełki koniczyny czerwonej (jej kwiaty również) zawierają wiele składników zdecydowanie wspomagających w tych właśnie aspektach. Zatem nie tylko wahania nastrojów przy menopauzie ale też napięcie przedmiesiączkowe czy depresja są wskazaniami by się z kiełkami koniczyny łąkowej zaprzyjaźnić.

Tak podsumowując, to te niezwykle delikatne w smaku zielone listki zawierają naprawdę sporą dawkę zdrowia i urody. Są skuteczne w profilaktyce osteoporozy, redukują objawy menopauzy, regulują okres, zmniejszają krwawienia miesięczne, chronią komórki przed starzeniem i degeneracją, regulują cholesterol, wzmacniają odporność, oczyszczają krew, limfę oraz skórę, chronią organizm przed wpływem szkodliwych substancji chemicznych, zmniejszają ryzyko zachorowań na nowotwory (w tym szczególnie raka szyjki macicy) zmniejszają ryzyko miażdżycy i chorób układu krwionośnego, poprawiają koncentracje i usprawniają pracę mózgu, obniżają ciśnienie krwi i podwyższają libido.

Przyznacie chyba, że to sporo jak na tak niewielkie roślinki ;)

Nasiona koniczyny:

http://www.kielki.net/nasiona-na-kielki-koniczyna-01kg/

http://www.kielki.net/nasiona-na-kielki-koniczyna-05kg/

Dodam tylko, że u mnie w domu znikają tak szybko, że małe opakowania są nieopłacalne w zakupie ;)

Koniczyna łąkowa – tabele

Koniczyna łąkowa zwana także koniczyną czerwoną

nazwa łacińska: Trifolium pratense

Skład Jednostka Wartość na 100 g
Woda g 92.82
Energia kcal 23
Energia kj 96
Białka g 3.99
lipidy (tłuszcze) ogółem g 0.69
Popiół g 0.40
Węglowodany g 2.10
Cukry ogółem g 0.18
Sacharoza g 0.00
Glukoza (cukier) g 0.08
Minerały
Wapń, Ca mg 32
Iron, Fe mg 0.96
Magnez, Mg mg 27
Fosfor, P mg 70
Potas, K mg 79
Sód, Na mg 6
Cynk, Zn mg 0.92
Miedź, Cu mg 0.157
Mangan, Mn mg 0.188
Selen, Se mcg 0.6
Witaminy
Witamina C, kwas askorbinowy mg 8.2
Tiamina mg 0.076
Ryboflawina mg 0.126
Niacyna mg 0.481
Kwas pantotenowy mg 0.563
Witamina B-6 mg 0.034
Kwas foliowy mcg 36
Cholina, łącznie mg 14.4
Betaine Betaina mg 0.4
Vitamin B-12 Witamina B-12 mcg 0.00
Witamina A, RAE mcg_RAE 8
Retinol mcg 0
beta Karoten, mcg 87
alpha Karoten mcg 6
beta Kryptoksantyna mcg 6
Witamina A Jm 155
Lycopene Likopen mcg 0 0
Luteina mcg 0 0
Witamina E (alfa-tokoferol) mg 0.02
Witamina E mg 0.00
Witamina D (D2 + D3) mcg 0.0
Witamina D IU Jm 0 .0
Witamina K (filochinon) mcg 30.5
Kwasy tłuszczowe
nasycone ogółem g 0.069
jednonienasycone ogółem g 0.056
wielonienasycone ogółem g 0.409
Cholesterol Cholesterol mg mg 0 0
Aminokwasy
Treonina g 0.134
Izoleucyna g 0.143
Leucyna g 0.267
Lizyna g 0.214
Walina g 0.145

Koniczyna łąkowa

No to nareszcie o koniczynie. Cieszę się na to bardzo, bo długo się do tego zabierałam i wciąż coś stawało na przeszkodzie.  Powyższy obrazek pewnie znacie choćby z naszych łąk a właśnie o kiełkach tej koniczyny będę w tym tygodniu pisać. Tabele są, zdjęcia tylko pozmniejszam i będzie o tym co pyszne i zdrowe a mało jednak u nas popularne.

Sporo pisano o soi i jej wspaniałych fitohormonach. O tym, że jest zdecydowanie genialnym odkryciem dla kobiet, że łagodzi napięcie przedmiesiączkowe, że łagodzi objawy menopauzy i inne takie.  Generalnie o soi sporo mówiono i pisano i pośród osób zainteresowanych naturalnymi metodami utrzymania zdrowia wiedza ta raczej jest powszechną. No ale mało kto wie, że koniczyna pod wszystkimi tymi względami jest o wiele bardziej wartościowa a dodatkowo jest łatwiejsza w hodowli i moim osobistym zdaniem, zdecydowanie smaczniejsza.

Zatem niniejszym wpisem rozpoczynam tydzień pod znakiem koniczyny :)