Miesięczne archiwum: Maj 2011

ABC kiełkowania

Dla wielu osób to co teraz napiszę będzie tak oczywiste, że pewnie zdziwią się, że w ogóle to piszę. Ale doświadczenie mi mówi, że naprawdę wiele osób nie ma pojęcia o tym, że nasiona należy przepłukać i namoczyć. Tak wiec tą podstawą kiełkowania dziś chcę się zająć.

PRZEBIERANIE

Pierwsza rzecz jaką robimy chcąc kiełkować nasiona to przebranie tych nasion. Odrzucamy wszystkie nasiona zniszczone, uszkodzone, wszystkie puste łupinki, resztki i wszelkie inne zanieczyszczenia. Oczywiście w zależności od gatunku, sposobu przesiewania itp. tych zanieczyszczeń może być więcej lub mniej, jednak to pierwszy ważny krok, który należy zrobić. Powód tego jest prosty – nasiona uszkodzone i inne odpadki nie będą wzrastać ale zaczną gnić lub pleśnieć zatruwając naszą uprawę. Co prawda w większości przypadków takich odpadków nie ma za wiele lub wręcz w ogóle, ale to czynnik na który trzeba zwrócić uwagę i tyle.

PŁUKANIE

Druga rzecz (lub pierwsza jeśli mamy nasiona od razu dobrze oczyszczone z odpadków) to płukanie nasion. Tak, znów oczywista oczywistość ale znów jak się okazuje mało osób wie o tym, że nasiona należy przepłukać. Płukanie jest proste: wystarczy wsypać na sitko i wstawić pod bieżącą wodę tak by woda wypłukała wszystkie zanieczyszczenia. Oczywiście powód konieczności płukania jest adekwatny do tego powyżej, jednak wiele osób zadaje sobie (i nam) pytanie: dlaczego w ogóle nasiona są zanieczyszczone. I znów odpowiedź jest prosta a wręcz oczywista:

Nasiona (podobnie jak kasze na przykład) przetrzymywane są w wielkich workach, w silosach, magazynach, w różnych miejscach w których są myszy czy inne stworzenia. One zdecydowanie zawsze dodają coś od siebie. Ponadto część nasion zawsze ulega zniszczeniu, kruszeniu co też stanowi pewne zanieczyszczenie, które lepiej usunąć. I co najistotniejsze: nie ma możliwości przepłukać zbóż, nasion, kasz wcześniej, gdyż w naturze maja to, że chłoną wodę, a jeśli owej wody nabiorą, to już nie nadają się do sprzedaży. Szczególnie znaczące to jest w przypadku nasion do kiełkowania, bowiem nabieranie wody jest pierwszym etapem wzrostu i jeśli byśmy nawodnili to ich siła kiełkowania by zdecydowanie spadła (albo wręcz zaczęły by rosnąć u nas w magazynie). Oczywiście istnieją też chemiczne metody oczyszczania, ale są one niekorzystne dla naszego zdrowia, tak więc płuczmy nasiona by móc cieszyć się najzdrowszą żywnością.

NAMACZANIE

Trzecia rzeczą którą należy zrobić jest namaczanie. Tutaj większość osób wie o tym, ale wciąż zdarzają się osoby, którym ta wiedza umknęła. Stąd też podkreślam: namaczanie jest istotne, gdyż nasiono rozpoczyna proces wzrostu od nabrania odpowiedniej ilości wody. Dopiero gdy nasiono jest odpowiednio napęczniałe, zaczyna kiełkować szukając dostępu do wody by móc wzrastać. Jeśli nie namoczymy nasion, to powodujemy iż zbierają one wodę w czasie płukania, podlewania czy zraszania a to nie tylko wydłuża proces wzrostu, ale też zwiększa ryzyko zepsucia uprawy, gdyż nasiona które nie wchłoną wilgoci odpowiednio szybko mogą zacząć pleśnieć lub gnić (podobnie jak nasiona uszkodzone).

 

Podsumowując: jeśli te trzy czynności są wykonane prawidłowo nasze szanse na smaczne i zdrowe kiełki zdecydowanie wzrastają. Nie zajmują one dużo czasu, a decydowanie podnoszą jakość uprawy, tak wiec wszystkim, którzy te trzy kroki znali jedynie przypominam, a tym, którzy nie znali polecam zastosować.

 

Smacznego!

Środowa obniżka cenowa

Zachciało mi się szczypiorku tak więc przecenę zacznę od cebuli.  Zielone, smaczne i szczypiorkowate.

A wczoraj jadłam pyszny chleb pieczony w domu z domieszką ostropestu. Pewnie niewielu zna, a warto poznać, tak wiec dziś przeceniony też ostropest. Tylko zmielić trzeba, bo my całe nasiona sprzedajemy.

No i myślałam co jako punkt trzeci i sobie wymyśliłam, że kozieradka. Świetna jako przyprawa w kuchni indyjskiej zatem jeśli planujecie papadamy, samosy czy insze kofty na obiad to kozieradkę zdecydowanie polecam.

Piątkowa garść przepisów

Naszła mnie ochota na naleśniki. Ale ja nie lubię naleśników na słodko, wolę na słono i na ostro. Choć czasem na słodko tez lubię, tale tak po mojemu: żadnych dżemów czy nutelli. Pognieciony banan, pomarańcze kiwi a latem jeszcze lody. No ale dziś na ostro i z kiełkami.

Przepisy oczywiście wyszukane w necie, bo ja jak gotuję to chaos w kuchni panuje i tylko ja wiem (choć nie zawsze) co wrzuciłam do garnka. Proporcje nie istnieją a przyprawy żyją własnym życiem, tak wiec nijak w przepis swych działań nie umiem zmienić. Zaznaczę tylko, że uwielbiam w naleśnikach żółty ser, oliwki i kiełki rzodkiewki. Reszta to już jak najdzie ochota.

 

Na blogu Kuchenne Fantazje znalazłam taki oto przepis:

Razowe naleśniki z soczewicą i kiełkami

ciasto:
2 szklanki mleka ryżowego (może być inne)
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1,25 szklanki mąki pszennej razowej
łyżka oliwy
szczypta soli

Wymieszać wszystkie składniki. Odstawić na około pół godziny. Następnie usmażyć na mocno rozgrzanej patelni (bez tłuszczu). Wyszły 4 duże, dość grube naleśniki.

farsz:
szklanka ugotowanej czerwonej soczewicy
płaska łyżeczka curry
mała czerwona cebula
kiełki (np. brokuła)

Na każdym naleśniku rozsmarować soczewicę wymieszaną z curry. Na tym położyć posiekaną cebulę i kiełki. Zwinąć.

 

Jak dla mnie bardzo smakowity choć warto zaznaczyć, że czerwona soczewica to nic innego jak obłuskana soczewica brązowa. Tak wiec jeśli chcemy zdrowiej to brązową polecam, ale czerwona ma niewątpliwe atuty wizualne.

Vegelicious na stronie przepisy.net oraz na swoim blogu umieściła naprawdę ciekawy przepis naleśnikowy.  Co prawda naleśnik standardowy a i farsz szpinakowy nie każdego zachwyci, jednak wraz z sosem orzechowym całość stanowi naprawdę interesującą mieszankę:

Ulubiony sos orzechowy Vegelicious i naleśniki ze szpinakiem i kiełkami

Składniki:

  • 4 łyżki masła orzechowego
  • 2 łyżki melasy
  • szczypta chilli
  • pół łyżeczki sproszkowanego czosnku
  • odrobina soli
  • kilka łyżek wody

W niedużej misce umieszczamy masło orzechowe, melasę, sól, chilli i czosnek. Dolewamy po łyżce wody cały czas mieszając, aż uzyskamy zadowalającą nas konsystencję, nie za rzadką, nie za gęstą.

Sos można przechowywać nawet do kilku dni w lodówce.

Jak już mamy gotowy sos czas na konkretne danie, czyli naleśniki ze szpinakiem i kiełkami fasoli mung.

Składniki:

  • 2 szkl. mąki pszennej
  • 1 szkl. mąki owsianej
  • szczypta soli
  • łyżka oleju
  • woda gazowana
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • opakowanie szpinaku mrożonego (liście)
  • pół puszki kiełków fasoli mung (lub kiełków soi)
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • 3 łyżki soku z cytryny

Szpinak rozmrażamy i dusimy z oliwą z oliwek na patelni. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, sok z cytryny i pół płaskiej łyżeczki soli. Gdy woda odparuje dodajemy kiełki, mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Łączymy razem mąkę, sól i łyżkę oleju. Następnie mieszając dolewamy wodę gazowaną aż powstałe ciasto naleśnikowe będzie miało lejącą konsystencję. Naleśniki smażymy na rozgrzanej patelni z odrobiną oleju. Przekładamy farszem szpinakowym i podajemy z sosem orzechowym i ulubionymi sałatkami i surówkami.

 

A jako, że ja uwielbiam wynalazki to na pewno przetestuję to zestawienie, tylko niech jakimś cudem nieco wolnego czasu mi się trafi.

 

Ogólnie naleśniki to zawsze ciekawa idea, mało kto ich nie lubi zaś farsz można zrobić w dowolnej konsystencji, smaku czy kolorze. Można je zapiec, można złożyć w trójkąt albo zwinąć w rulonik. Opcji naprawdę jest wiele a najfajniejsze jest to, że do środka możemy wrzucić wszystko co tylko nam odpowiada. I nawet jeśli przy wspólnym stole jest ktoś niechętny na przykład oliwkom, to nie ma kłopotu by zrobić wersje bezoliwkową, albo by zostawić kilka naleśników do posmarowania dżemem dla tych, którzy nie wyobrażają sobie naleśników na ostro.

 

Ech… zgłodniałam…

 

Smacznego!

Zdrowy przedszkolak

Fundacja Instytut Medycyny Integracyjnej wraz z serwisem dziecisawazne.pl organizują akcję „Zdrowy Przedszkolak”, której celem jest poprawa sposobu odżywiania dzieci w przedszkolach.
Jako że Pestka też jest za poszerzeniem wiedzy dotyczącej zdrowego żywienia chcemy poinformować o tej akcji na skład której wchodzą:
- akcje medialne obejmujące media ogólnopolskie i lokalne;
- cykl warsztatów dla urzędników (dyrektorów), dietetyków oraz rodziców;
- cykl artykułów poświęconych problemowi oraz proponowanym rozwiązaniom;
- petycję adresowaną do Sanepidu oraz Ministerstwa Edukacji Narodowej, które to sprawują kontrolę nad dietą w przedszkolach.
Niestety większość przedszkoli, mimo serca wkładanego przez opiekunów, w kwestii jakości odżywczej nie ma się najlepiej. Aby to zmienić potrzeba zdecydowanych działań ale też unaocznienia grupom decyzyjnym, że zmiany są potrzebne. Tak więc poza samą akcją, z którą warto się zaznajomić, można pomóc podpisując petycję w tej kwestii:
Akcję będziemy śledzić i jeśli uda się jakiś sukces organizatorom uzyskać (czego serdecznie życzymy) poinformujemy.

Biało w naszej diecie

Jak pisałam o żelazie użyła sformułowania iż „owe nagłośnienie jest wyjątkowo uzasadnione”. Dla tych, co nie czytali wcześniejszego wpisu wyjaśniam, że chodzi o nagłośnienie braków żelaza w codziennej diecie które prowadzi do wielu problemów zdrowotnych zarówno fizycznych jak i psychicznych i emocjonalnych. I nie przez przypadek od tego zaczynam. Dziś bowiem chcę pisać o białku a z nim jest sprawa odwrotna niż z nagłaśnianiem braków żelaza. Wciąż się mówi o tym by dostarczać odpowiednią ilość białka a niejeden wegetarianin spotkał się nie raz z zapytaniem: „no to jak ty uzupełniasz braki białka?”

Rzecz w tym, że białka nam na pewno nie brakuje.  Jest go pełno, nawet za dużo. Oczywiście białko jest bardzo ważne, stanowi element budulcowy naszego organizmu, jednak nasze organizmy dostają do wystarczająco a wręcz za dużo. Ponadto jest jeszcze jeden istotny, acz pomijany aspekt: białek jest wiele i nie wszystkie są równie wartościowe i nam potrzebne.

Ci którzy czytają etykietki na produktach pewnie nie raz zauważyli wśród składników „białka mleka”. Żywieni papką medialną wierzymy, że mleko jest zdrowe zatem białka mleka tym bardziej będą zdrowe. Nic bardziej błędnego. Pod tą nazwą, tak pozytywnie przez większość kojarzoną, kryje się kazeina. Biało niezbędne cielakom do budowy kopyt czy rogów. Oczywiście, człowiek kazeinę też wykorzystuje przy budowaniu swego organizmu, jednak w śladowych (w porównaniu z innymi białkami) ilościach.

I tu mamy dwie kwestie ważne dla naszego zdrowia:

  1. mamy wiele różnych białek i mają one różne zadania (nie tylko budulcowe, choć to o nie troskliwi najczęściej dopytują), tak więc nie każde białko będzie dla nas równie cenne (patrz kazeina właśnie);
  2. mamy ogromne ilości białka w pożywieniu i codziennie kilkakrotnie przekraczamy ilości bezpieczne dla zdrowia. Poza  wyjątkami celowo bazującymi na diecie wysokoproteinowej (np kulturyści) dieta niskobiałkowa jest zdecydowanie korzystniejsza dla naszego zdrowia.

Tak więc jak to często bywa: nie ilość a jakość

Do tej pory utarło się, że oprócz jajek i mleka żaden inny pokarm nie posiada wszystkich ośmiu aminokwasów egzogennych (czyli tych których nie syntetyzujemy i musimy dostarczać w pokarmie). Również w powszechnej opinii białka roślinne są mniej wartościowe od białek zwierzęcych. I tu znów obiegowa opinia zdecydowanie mija się z rzeczywistością, bo nie tylko są rośliny zawierające komplet białek (np. ryż) ale również  okazuje się, że obecność wszystkich białek w jednym pokarmie wcale nie jest niezbędnym warunkiem syntezy białkowej. Zatem nie po raz pierwszy i nie ostatni mamy  powtarzający się truizm, że podstawą jest różnorodność. I tak łącząc różne pokarmy roślinne zawierające różne białka, możemy uzyskać pełnowartościowy posiłek.

Istotnym w tym całym, okołobiałkowym zamieszaniu jest fakt, że mit konieczności wysokiego udziału białek (szczególnie zwierzęcych) wciąż jest żywy w myśleniu większości ludzi. Podobnie jak historia ze szpinakiem i żelazem.  Ot na początku XX w angielski uczony Thomas przeprowadził badania na podstawie których zauważył, że szczury żywione  z udziałem białek zwierzęcych są większe i silniejsze od tych, które żywione były roślinnie. To odkrycie jakoś szybko się rozprzestrzeniło i zakorzeniło na tyle mocno, że późniejsze badania wykazujące, iż owe większe i silniejsze szczury częściej chorowały i krócej żyły długo nie mogły przebić się do świadomości. Dieta wysokobiałkowa stymuluje wzrost, ale jednocześnie obciąża nerki i przyśpiesza wypłukiwanie wapnia z organizmu co jest bardzo niekorzystne dla naszego zdrowia. A z dwojga lepiej być drobniejszym a zdrowym niż „okazem zdrowia” rozsypującym się po 20 roku życia.

Tak wiec zdecydowanie warto zadbać o różnorodność pokarmów, nie uznawać nabiału jako źródła wapnia i białka (na temat jakości dzisiejszego „nabiału” to można też sporo napisać) za to wprowadzić do swojej diety sporo roślin zielonych, strączków i przede wszystkim zbóż, które są przecież podstawą żywienia człowieka.  Przy czym pozwolę sobie zaznaczyć, ze kanapka nie wchodzi w zakres „zbóż w diecie”.  Oczywiście mogę jeszcze napisać, że kiełki są świetnym źródłem zarówno białek jak i innych składników odżywczych, ale o tym piszę tutaj prawie cały czas. Zatem jeśli mimo wszystko obawiacie się niedoborów, lub też myślicie o zmianie jakości dostarczanych białek, to ja polecam kiełki strączków. Smaczne, zdrowe i doskonałe zarówno na surowo (kiełki mung) jak i w wersjach smażonych(wszystkie strączki, ale i tak ciecierzyca najlepsza). Przypominam jednak, że kiełki strączków należy blanszować przed spożyciem.

Kulinarny piątek

I znów niezupełnie tak jak wcześniej. A powód prosty. Jak pewnie dociekliwi dojrzeli, po prawej stronie, w zakładce „Znajomi” pojawił się link. Jest to link do zaprzyjaźnionego bloga kulinarnego.  Oczywiście blog nie jest kiełkowy i już uprzedzam, że nie jest wegetariański, ale pewnie z czasem i coś kiełkowego się znajdzie (bo bez mięsa już teraz wynalazłam kilka ciekawostek)

 

Zatem w ramach piątku przepis zielony choć bezkiełkowy.  Źródło macie podlinkowane w „Znajomych” ja zaś serdecznie polecam tego bloga i pewnie co jakiś czas coś ciekawego z niego pożyczę.

ZIELONE KOPYTKA

  • 3 długie ogórki
  • pomidor
  • 8 łyżek startego żółtego sera
  • łyżeczka soku z cytryny
  • 8 przepiórczych jajek
  • natka pietruszki
  • ostra papryka
  • pieprz, sól
  • dymka
  • olej

Ser zetrzeć na tarce o małych oczkach. Pomidor i paprykę pokroić w kostkę, natkę posiekać. Ogórki przekroić wzdłuż na pół, połówki pokroić na 6 cm kawałki, w każdym wydrążyć niewielkie zagłębienie, a wydrążony miąższ pokroić w kostkę.

Warzywa, ser i połowę natki włożyć do miski, wlać olej i sok z cytryny, wymieszać, przyprawić do smaku. Kawałki ogórków napełniać sałatką. Ugotowane jajka na twardo przekroić na pół. Na talerzu ułożyć ogórki z sałatą i połówki jajek i posypać natką pietruszki.

 

 

Środowa obniżka cenowa

Dziś nie wiedziałam co przecenić. Ot tak, normalnie, po ludzku nie miałam pomysłu. Tak więc w poszukiwaniu inspiracji poszukałam co jeszcze wystawiane nie było w niższej cenie efektem czego w najbliższym tygodniu mniej płacimy za

groch polny – przypominam jednak o blanszowaniu kiełków przed spożyciem, lub tez proponuję upiec pyszny pasztet

ostropest – to co prawda nie na kiełki, ale zdecydowanie dla zdrowia

roszponka – tak, wiem, była w przecenie, ale tym razem inna gramatura. wcześniej 100g dzis 50 g dla tych, co chcieliby spróbować, ale boją się zę zostaną w wielką paczkąjeśli nie zasmakuje.

 

Zatem smaczego.

 

Żelazo w diecie

Dziś postanowiłam napisać słów kilka o żelazie.  Powód prosty – to jeden z najbardziej chyba okrzyczanych braków. Istotnym jednak jest tu fakt, że owe nagłośnienie jest wyjątkowo uzasadnione. W naszym bogatym społeczeństwie (naszym czyli ogólnie ludzi tzw. zachodu) większość ludzi ma brzuchy pełne, ale organizmy często i tak głodują. I tak jak w biednych krajach to pasożyty najczęściej (poza głodem samym w sobie) są przyczyną niedoborów, tak w przypadku człowieka zachodu powodem niedoborów jest najczęściej własne lenistwo i zgubne nałogi czy przyzwyczajenia.

 

Żelazo jest niezwykle ważnym składnikiem. Odpowiedzialne jest za wytwarzanie czerwonego barwnika krwi – hemoglobiny, transportującej tlen do komórek ciała, tak więc za dotlenianie komórek. Najczęściej wspomina się o niedokrwistości (anemii) związanej z brakiem żelaza w diecie oraz o objawach z nią związanych (osłabienie, słaba koncentracja, bladość). Jest niezbędne dla właściwego działania układu immunologicznego i zdecydowanie zwiększa odporność na stres.  Niby truizm, ale jakże często pomijany w codziennych decyzjach.

 

Najczęściej mawia się że anemia to choroba kobiet i wegetarian (zatem wegetarianek zwłaszcza). Cóż, zdecydowanie mamy tu pewne zwiększone ryzyko, ale nie jest to zasadą. Paradoksalnie, gdyby ująć w procentach to z tymi wegetarianami nie jest tak źle, choć z dziewczynami sprawa ma się nieco gorzej.  Comiesięczna utrata krwi zdecydowanie może osłabiać organizm, , jednak wcale nie jest powiedziane, iż kobiety są skazane na niedobory żelaza. Kwestia mądrego spojrzenia na sprawę.

 

Anemia najczęściej dotyka młode dziewczyny. Pomijając aspekt żywienia domowego, które niestety wciąż jest najczęściej za mało urozmaicone, to pojawiają się dwa kolejne aspekty wpływające na powodzenie anemii wśród dziewcząt: moda na diety (najczęściej nieprzemyślane) oraz pośpiech i niedbałość. Siłą rzeczy dziewczyny są bardziej narażone na wystąpienie anemii, ale teoretycznie, w bogatych krajach nie powinien już ten kłopot występować. Dlaczego zatem występuje?

 

Oczywiście można mówić o tym, że jest słabo przyswajalne, że to pochodzenia zwierzęcego jest cenniejsze, że szpinak wcale nie jest tak bogaty. To wszystko prawda, ale wciąż nie rozwiązuje problemu. Uczepiając się utartych opinii zamykamy oczy na rzeczywisty problem. Nie jest bowiem kłopotem ilość dostarczanego w pożywieniu żelaza, ale to, że samo żelazo to nie wszystko. Jesteśmy złożonymi organizmami gdzie potrzebna jest równowaga zatem dostarczanie jednego składnika nie tylko nie pomaga, ale wręcz może zaszkodzić, gdyż zaburza równowagę w innych sferach. Ponadto nie tylko braki składników pobocznych niezbędnych do prawidłowego wykorzystania żelaza, ale też nadmiar składników utrudniających jego przyswajanie jest tu nie lada kłopotem.

 

Bardzo często na poprawienie wyników wpływa nie tyle podniesienie dawki żelaza w diecie ale też zwiększenie ilości witaminy C. Zatem choćby człowiek miał zajadać się wątróbką, niewiele mu ona pomoże jeśli zabraknie w posiłku warzyw. Aby żelazo zostało prawidłowo wchłonięte potrzebujemy witamin: B12, B6, C, E, kwasu foliowego oraz miedzi, cynku i molibdenu, zatem jak widać o wiele więcej składników niż samo Fe, choćby w najlepszym związku.  Tak więc różnorodność w posiłku jest bardzo istotną sprawą.

 

Kolejna kwestia to substancje utrudniające wchłanianie żelaza. I wcale nie jest ich mało a niestety są powszechne. Choćby herbata i kawa. Bardzo częsty składnik codziennej diety a przecież ogranicza wchłanianie żelaza. Podobnie jak nabiał. Mawia się jaki jest zdrowy a przecież produkty wysokobiałkowe zdecydowanie utrudniają wchłanianie tego cenne go pierwiastka.  Dotyczy to też białek roślinnych (rośliny strączkowe). Kolejny składnik to orzechy. Bardzo cenne same w sobie, jednak w połączeniu z pożywieniem bogatym w żelazo utrudniają jego przyswojenie, jednak w przypadku orzechów jest tak wiele cennych składników dla których nie ma co ograniczać ich udziału w diecie, najwyżej nie łączyć ich z  pożywieniem bogatym w żelazo. Zaznaczę jednak że pisząc orzechy mam namyśli prawdziwe, a nie to co zwie się arachidami.

 

Tak więc nie tylko kwestia pilnowania tego by w diecie pojawiły się zielone warzywa jest istotne dla poprawienia wyników krwi, ale również dbałość o składniki poboczne bez których nie potrafimy wykorzystać. Jeśli jednak chcemy naprawdę poprawić jakość krwi przypomnijmy sobie babcine metody. Sok z buraka (ale świeży a nie z kartonu), kiełki buraka, napar z pokrzywy to dodatki które spokojnie możemy wprowadzić do codziennej diety jako zamienniki lub przyprawy. Napar z pokrzywy jest smaczny i spokojnie może zastąpić herbatę a w ten sposób nie tylko zlikwidujemy czynnik destrukcyjny (herbata) ale poprawimy nasze zdrowie, gdyż liście pokrzywy tez zawierają sporo żelaza, zaś napar z nich zalecany jest przy leczeniu anemii.

 

 

Piątek kulinarny

Dziś bez przepisów ale kulinarnie.

Nie to bym koncepcji na przepisy nie miała, czy tez brakowałoby mi czegoś wyszukanego z netu, ale zamysł na dzisiejszy tekst właściwie przeczy podawaniu gotowych przepisów. Chcę dziś kilka słów o sałatkach napisać, ale nieco inaczej pomyślanych. Oczywiście osoby, które znają kiełki i jedzą je  od dawna nic nowego pewnie nie przeczytają, ale dla początkujących kiełkujących może być to odkrycie.

 

Koncepcja sałatki jest prosta: sałata, dodatki, przyprawy, sos. Chyba każdy potrafi ją przygotować, bo przecież w zasadzie chodzi o pokrojenie składników.  Sam smak głównie pochodzi właśnie od nich i jedyne co można popsuć to sos, ale zawsze można zrobić jakiś sprawdzony by nie było niespodzianki. Kłopoty z sałatkami mogą tez być, gdy eksperymentujemy z nowymi składnikami, ale kiedy zaczynamy, zawsze można oprzeć się na popularnych zestawieniach. No ale tutaj docieramy do sedna oraz do tego, że dziś podawanie przepisów mija się z celem.

 

Chodzi o to, by w dowolnym przepisie zamienić sałatę na kiełki.

Większość osób dodaje kiełki jako jeden ze składników, ale można przygotować sałatkę na kiełkach zamiast na sałacie.  I tak jak mamy wiele różnych sałat tak i kiełki są bardzo różnorodne i można uzyskać różne efekty. Jeśli w ulubionej sałatce jest charakterystyczna dla sałat  goryczka to roszponka jest tu doskonałą bazą. Niestety roszponka jest bardzo drobna i delikatna, zatem potrzebujemy naprawdę większą ilość. Ale są też inne kiełki mogące stanowić bazę sałatki.

 

Czasem spotyka się kiełki pszenicy w tej roli, ale tu pragnę przypomnieć, że pszenica ma właściwości przeczyszczające, zatem nie przesadzajmy z ilością takiej sałatki. Są jednak i inne kiełki zdecydowanie nadające się do tej roli. Dość często spotkać można sałatki robione na bazie kiełków fasoli mung czy też kiełki słonecznika i to na pewno trafione  smaki, jednak w trakcie testowania uznałam, że hitem mogą być kiełki szpinaku w tej roli.  Też mało znany smak, ale sałatki robione na świeżych liściach szpinaku są po prostu przepyszne i nawet przeciwnicy szpinaku najczęściej nie orientują się co jedzą. Siewki szpinaku są bardzo smaczne i soczyste zatem zdecydowanie nadają się do przygotowania sałatek, choć przyznam, że ten akurat przykład to czysta teoria z mojej strony, jednak nie długo przerodzi się w praktykę.

 

Tak więc dziś bez przepisów ale kulinarnie i mam nadzieję, że inspirująco. Bo kiełki to nie tylko dodatek do kanapek i sałatek, ale również, podstawa niejednej ciekawej potrawy.

 

Smacznego!