Miesięczne archiwum: Sierpień 2011

Pestka pestką, zmiany zmianami, a Mięsożercy z Wegetarianami.

Witajcie,

Zapewne stali czytelnicy Pestki odkryli już najnowszy wpis, gdzie pierwszy raz w historii pojawiło się danie mięsne.

Śpieszę więc wyjaśniać i uprzedzać ewentualne głosy sprzeciwu.

Od dawna przymierzaliśmy się do przełamania pewnego stereotypu, że kiełki, zioła i ogólnie pojęta ‚zielenina’ to tylko i wyłącznie jedzenie Wegetarian. Wyjątkowo błędnego i szkodliwego stereotypu, dzielącego przez kompletne niezrozumienie. Chcemy uczyć Mięsożerców, aby w swoich kuchniach bardziej korzystali z warzyw. Chcemy też pokazać Wegetarianom, że wspólna wymiana doświadczeń jest kluczem, do zmniejszenia cierpienia zwierząt.

Ostatecznym impulsem, który wprowadził nasze przemyślenia w życie, jest zmiana osoby prowadzącej bloga. Pao odpoczywa i będzie odpoczywać najprawdopodobniej przez rok, za to blogiem w ramach praktyk, wolontariatu i uwielbienia dobrych smaków zajmuje się teraz Karolina.

Także proszę, pomagajcie nam. Przesyłajcie przepisy. Komentujcie.

Jesteśmy tylko małym trybikiem, ale to małe trybiki zmieniają świat. Powolutku i skutecznie. :)

Pozdrawiam,
Marcin Szydelski

Garść nowych przepisów z kiełkami w roli głównej

Dzisiaj zamieszczam trzy fajne, podpatrzone w internecie kiełkowe receptury. Może skusicie się na ugotowanie chociaż jednej z nich :)

Omlet z kiełkami

Składniki na 4 małe porcje:
Na nadzienie:

  • 2 łodygi pora
  • 50 g kiełków soi
  • 1 łyżka oleju z orzeszków ziemnych
  • 100 ml warzywnego rosołu
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżeczka mąki kukurydzianej
  • pieprz

Na ciasto:

  • 8 jajek
  • 2 łyżki wody mineralnej
  • 1 łyżeczka sosu sojowego
  • masło do smażenia

Sposób przyrządzania:
1.Przygotować pory, pokroić na cienkie pasemka. Ułożyć na sitku i wypłukać, odsączyć.
2.Kiełki soi włożyć do gotującej się wody, krótko pogotować. (Można użyć kiełków fasoli mung – plus jest taki, że nie trzeba ich gotować. Omlety wyjdą bardziej chrupiące).
3.Olej rozgrzać na dużej patelni. Dodać pokrojony por. Krótko poddusić, stale mieszając.
4.Odsączyć kiełki soi, dodać do pora. Krótko poddusić wszystko razem.
5.Rosół i sos sojowy wymieszać z mąką kukurydzianą
6.Dodać do warzyw tak, by powstał gęsty sos. Przyprawić pieprzem.
7.Jajka na ciasto wymieszać z wodą mineralną i sosem sojowym, przyprawić pieprzem.
8.Na dużej patelni rozgrzać trochę masła.
9.Na każdy omlet dawać na patelnię 1/4 masy jajecznej Zostawić na średnim ogniu na 1-2 min, by omlet się ściął. Omlety mają pozostać wilgotne.
10.Na omlecie rozsmarować nadzienie. Omlet złożyć za pomocą łyżki i ostrożnie zsunąć na uprzednio rozgrzany talerz.

źródło: www.mojeprzepisy.info

Chrupiąca sałatka z kiełkami

Składniki
2 garści kiełków lucerny i brokułów (albo kozieradki)
2 garści kiełków fasoli mung
2 garści kiełków słonecznika
mieszanka jadalnych kwiatów
pęczek mięty
2 małe cukinie
2 główki radicchio Treviso lub czerwonej cykorii
pęczek młodej marchewki
1 fenkuł
1 pęczek rzodkiewek
1 mały seler naciowy

Na sos
2 łyżki (30 ml) musztardy Dijon
4 łyżki (60 ml) creme fraiche
1-2 łyżki (15-30 ml) oliwy
2-3 łyżki octu ziołowego lub z białego wina
sól i pieprz

Przygotowanie
Oderwać listki mięty z łodyżek. Odkroić ogonki, cukinie przekroić wzdłuż na pół i pokroić wzdłuż na cienkie plasterki. Cykorie przekroić wzdłuż na pół, a następnie pokroić na cienkie paski. Marchewkę pokroić wzdłuż na cienkie paski. Fenkuł przekroić na pół i pokroić na cienkie plasterki. Rzodkiewki pokroić na cienkie plasterki. Z selera naciowego usunąć zewnętrzne łodygi, odkroić końce, przekroić w poprzek na pół i pokroić łodygi wzdłuż na cienkie plasterki. W dużej misce zmieszać kiełki, kwiaty, miętę, cukinię, cykorię, marchewkę, fenkuł, rzodkiewki i seler naciowy. Zmieszać składniki sosu i polać sałatkę. Wymieszać wszystko razem.

źródło: kuchnia.tv

Na koniec coś mięsnego:

Wołowina w sosie z kiełkami cieciorki

składniki:

  1. pół kilograma wołowiny bez kości
  2. filiżanka kiełków cieciorki
  3. łyżka przecieru pomidorowego
  4. łyżeczka harissy
  5. filiżanka kiełków z soczewicy

Wołowinę kroimy w paski, wrzucamy na  rozgrzany olej i smażymy. Po chwili dodajemy przecier i harissę. Mieszamy, podsmażamy. Dodajemy niewielką ilość wody i dusimy przez 30-40 minut (możliwe, że będzie konieczne ponowne podlanie wodą, by sos zupełnie nie odparował!). Wrzucamy opłukane kiełki cieciorki i dusimy przez kolejny kwadrans.

Gotowe danie wykładamy na talerz i dekorujemy kiełkami soczewicy.

Źródło: muslimainparis.blogspot.com

Smacznego!

Piątkowa garść przepisów

Dzisiaj na ciepło. Nie to bym jesień przywoływała, ale jakoś tak…

Na stronie ugotuj.to znalazłam taki  oto przepis

Kiełkowe Kieszonki

Kiełkowe kieszonki – składniki
  • 3 mrożone spody na pizzę
  • 200 g kiełków mieszanych do wyboru
  • 2 pomidory
  • szczypta kurkumy
  • 1 szkl. gęstej kwaśnej śmietany
  • 6 dużych liści kruchej sałaty
  • 2 kiszone ogórki
  • 6 plasterków wędzonego sera
Kiełkowe kieszonki – sposób przygotowania
Spody na pizzę upiecz w piekarniku według przepisu na opakowaniu. Powinny być lekko rumiane. Ostudź je i przekrój każdy na pół. Otrzymasz w ten sposób 6 półkoli. Każdy z nich delikatnie natnij nożem wzdłuż tak, aby powstał rodzaj kieszonki. Kiełki przepłucz dokładnie letnią wodą, osusz, podziel na 6 części. Umyj sałatę i pomidory, osusz. Ogórki i pomidory pokrój w plasterki. Śmietanę zmieszaj z pieprzem, kurkumą i pół łyżeczki soli. Do każdej kieszonki włóż liść sałaty, 2 plasterki pomidora i ogórka, plasterek wędzonego sera, jedną część kiełków, a tuż przed podaniem wlej 3 łyżki sosu śmietanowego. Kieszonki są wspaniałe na piknik. Zapakuj składniki oddzielnie do plastikowych pudełek i połącz dopiero na miejscu.
Przepis o tyle prosty ze poza podgrzaniem  i nakrojeniem spodów do pizzy to reszta jest iście sałatkowa. Ot wymieszać doprawić, dodać coś co się lubi, zrezygnować z czegoś czego się nie lubi, i szybkie danie gotowe. Ale dla bardziej wymagajacych a nade wszystko ambitnych inną propozycję znalazłam. Tym razem na blogu moja słodka kuchnia (ginwkuchni.blogspot.com) i choć przepis trudny nie jest to na pewno jest bardziej wymagający.

Mufinki serowo-kiełkowe

suche:
  • 300 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki pieprzu
  • 1 łyżeczka oregano

 

mokre:
  • 75 ml oleju
  • 200 ml mleka
  • 1 jajko

 

dodatkowo:
  • 1/2 szklanki (250 ml) kiełków rzodkiewki
  • 200 g żółtego sera

 

Se zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
Mąkę przesiać do miski z proszkiem do pieczenia. Dodać sól, pieprz i oregano, wymieszać.
W drugiej misce roztrzepać jajko, wlać mleko i olej, wymieszać.
Połączyć składniki z obu misek, dodać ok 130-150 g sera i kiełki.
Foremkę na muffinki wyłożyć papilotkami, równomiernie rozłożyć ciasto, posypać resztą sera (u mnie całkiem sporo, bo lubię taką chrupiącą, serową skórkę).
Piec w 180 st. C. 25 minut.
Podawać ciepłe (choć następnego dnia rano jadłam na zimno, i też były dobre, tylko troszkę suche).
Mufinki większość osób kojarzy jako słodkości. Jednak takie na ostro też są świetne. Zdecydowanie polecam wykorzystać ten przepis, nawet modyfikując pod swoje gusta. Ale jeszcze jedna propozycja z kiełkami i na ciepło. Tym razem znaleziona na blogu kuchniaobledniezdrowa.blogspot.com

Makaron dyniowo – imbirowy z kiełkami i boczniakami

Składniki dla dwóch osób:

  • makaron ryżowy wg. uznania, u mnie ok. 180 – 200 g.;
  • dwie łodygi selera naciowego;
  • 1-2 łyżek siekanego drobno świeżego imbiru;
  • 150 g. boczniaków pokrojonych w paski;
  • pudełko kiełków na patelnie ( u mnie kiełki soczewicy, fasoli mung i cieciorki) ;
  • oliwa z oliwek;
  • sos sojowy do smaku;
  • ewentualnie sól, pieprz, kminek ( u mnie tylko odrobina kminku).

Wykonanie:

1. patelnię z grubym dnem. Na dymiącą oliwę z oliwek wrzucić warzywa i grzyby; smażyć do 5 minut, następnie doprawić sosem sojowym i przyprawami;

2. w czasie smażenia warzyw ugotować makaron.można nałożyć makaron, a na niego masę kiełkową lub też wrzucić makaron do masy kiełkowej
i wymieszać na patelni.

 

Jak widać kolejne nieskomplikowane danie. Zatem mnie pozostaje życzyć smacznego!

Kiełki a karmienie.

Było o ciąży zatem z czasem przychodzi i dalsza część radości. Karminie piersią jest wbrew pozorom bardziej restrykcyjne żywieniowo niż sama ciąża, choć to właśnie o żywieniu w ciąży więcej się  mówi. Niestety w kwestii żywienia  się mam karmiących panuje straszliwy bałagan a poszczególne zalecenia najczęściej się wzajemnie wykluczają. no i przede wszystkim nie jest to sprawa prosta.

Czy kiełki nadają się dla karmiących? Ogólnie tak, ale bywają wyjątki.  Podstawowy polega na alergiach i pomijam tutaj to, że sama mama może być alergiczką.  Istnieje też ryzyko iż zbyt wczesne podanie pokarmu (również pośrednio, właśnie przez pierś) może uczulić maluszka. Ryzyko jest tym większe im więcej alergików w rodzinie a jeśli mama jest uczulona na produkty spożywcze to ryzyko jest dość spore. Ale ostrożność najczęściej wystarczy i uważne obserwowanie czy po wprowadzeniu nowych smaków nie ma reakcji alergicznej.

 

No ale jest to część głównie dla rodzin alergicznych, choć nawet niealergicy powinni pamiętać, ze pszenica na przykład jest bardzo silnym alergenem. Uważać też należy na soję, kukurydzę czy słonecznik. Ale to nie znaczy, że są w ogóle zakazane przy karmieniu. Po prostu wprowadza się je stosunkowo późno i w małych ilościach a jeśli u dziecka nie wystąpią zmiany alergiczne to można śmiało zajadać.

 

Jednak alergia to tylko jeden z niuansów wczesnego macierzyństwa/tacierzyństwa. Oczywiście tatusiowie nie karmią i zjadać mogą wszystko co lubią, jednak niewysypianie się dotyczy obojga rodziców, a bywa bardzo przykre gdy na przykład pojawią się wzdęcia…  Jeśli maluszek nie ma skłonności do alergii niestety mama karmiąca i tak powinna się pilnować.

Kiedyś doszłam do wniosku, że mając maleństwo przy piersi mama ma do wyboru: albo się zajadać, albo wysypiać. Bo oczywiście można jeść co się chce ale wtedy trzeba się liczyć z kolkami, nieprzespanymi nocami lub dniami z dzieckiem na rękach. Warto zatem spojrzeć na to co mamy na talerzy by choćby zminimalizować ryzyko tych wątpliwych, acz nieuniknionych w sumie atrakcji.

 

Po pierwsze strączki: na szczęście kiełki strączków są lżej strawne niż same nasiona, jednak trzeba pamiętać, że w bardziej wrażliwych brzuszkach i tak mogą wywołać nieprzyjemności. Z drugiej strony takie strączki są świetnym preludium przed wprowadzeniem do diety właśnie samych strączków. Na sam początek polecam soczewice, na sam koniec grochy i soje.

 

Po drugie ostre kiełki: niestety tego lepiej się przy karmieniu piersią wystrzegać a szczególnie przez pierwsze 3 miesiące a nawet pół roku. Potem, gdy maluszek sam zaczyna poznawać inne smaki możemy powoli wprowadzać je do diety, jednak na sam początek odradzam.

 

Po trzecie przyprawy: tych karmiąc raczej oszczędzamy a to często powoduje, ze  posiłki są mdłe i niesmaczne. Ale nie ma co się katować. Z pomocą przyjdzie kozieradka czy niewielkie ilości rzodkiewki (ale naprawdę niewielkie). Tak więc choć kiełki nie zastąpią wszystkich przypraw, to jednak pomogą uatrakcyjnić jałowe zazwyczaj żywienie mamy karmiącej, szczególnie w pierwszych miesiącach.

 

Jeszcze jest kwestia pszenicy… Bo działa ona przeczyszczająco gdy zjada się jej więcej, ale trzeba pamiętać, że to działanie nie tylko dotyczy mamy ale i dziecka. Zatem pszenicę tez polecam wprowadzać później niż wcześniej.

 

Ale jest na szczęście wiele innych kiełków, które możemy spokojnie zajadać jeśli tylko nie mamy na nie uczulenia.

Koniczyna:  jest smaczna, łagodna w smaku i zdecydowanie pomocna kobietom.

Brokuły: niezwykle odżywcze i choć lekko ostrawe w smaku to jeśli z nimi nie przesadzimy w iloci to powinny być bezpieczne tak dla małego brzuszka.

Facelia: również łagodna w smaku a jedynym przeciwwskazaniem są alergie (uwaga dla uczulonych na trawy)

Burak: niezwykle cenny dla mam a przy tym bezpieczny dla maluszka. Zdecydowanie godny polecenia.

Lucerna: kolejna bomba odżywcza i znów jedynie alergia może być przeciwwskazaniem.

 

Zatem choć żywienie mam karmiących objęte jest koszmarna wprost ilością obostrzeń, to warto w nim pamiętać o kiełkach. Nie wszystkich i nie na raz, ale zdecydowanie nie tylko umilą posiłki ale i wzmocnią organizm. A tego zdecydowanie potrzeba.

Piątkowa garść przepisów

Jesiennie, strączkowo to w przepisach pasztetowo. Zdecydowanie pasztety z fasoli, soczewicy czy ciecierzycy są niezwykle pożywne, sycące i smaczne a co istotne łatwe w przygotowaniu.  A co jeszcze istotniejsze: strączki dobrze reagują na ciepło, zatem pasztety ze skiełkowanych strączków to dodatkowe wartości.

 

Pasztet ze skiełkowanej ciecierzycy i marchewki.

Składniki:

  • 50 dag kiełków ciecierzycy
  • 3 jaja
  • seler
  • 2 cebule
  • 2 marchewki
  • sól, pieprz, papryka ostra, bazylia, czosnek, oliwki, koncentrat pomidorowy — wszystko według uznania (albo wcale)

Wykonanie:

  • skiełkowaną ciecierzycę podgotować tak, aby była miękka
  • warzywa obrać i ugotować
  • zmiksować na gładko ciecierzycę razem z warzywami
  • doprawić według uznania
  • wbić jaja, wymieszać
  • piec 50 minut w 200 °C (bez termoobiegu nawet dłużej)

 

Marchewka dodaje nieco słodkiego smaku ale jak ktoś woli n a ostro to  zawsze można:

Pasztet z soczewicy czerwonej na ostro

Składniki:

na 1 foremkę keksową o wymiarach 30×10 cm

  • 1 szklanka czerwonej soczewicy
  • 1 szklanka ugotowanej kaszy gryczanej
  • szklanka kiełków gorczycy
  • ¼ selera, startego na tarce na dużych oczkach
  • 2 duże cebule, drobno posiekane
  • 60 ml oleju roślinnego
  • 4 ząbki czosnku, roztarte z solą i drobno posiekane
  • ¾ szklanki płatków owsianych górskich
  • ½ pęczka posiekanej natki pietruszki
  • 1 czubata łyżka mielonego siemienia lnianego (opcjonalnie)
  • 2 listki laurowe
  • 1 łyżka szałwii
  • 1 łyżka majeranku
  • 1 łyżeczka pieprzu ziołowego
  • sól, pieprz do smaku
  • olej i bułka tarta do wysypania foremki
  • pestki dyni i słonecznika do posypania

Soczewicę opłukujemy, zalewamy 2 szklankami gorącej wody, dodajemy 2 listki laurowe i szczyptę soli. Gotujemy pod przykryciem, aż soczewica wchłonie wodę i rozgotuje się na gęstą masę (pod koniec gotowania mieszamy – może się przypalać). Usuwamy listki.

Na patelni rozgrzewamy olej i powoli smażymy seler i cebulę. Gdy warzywa zmiękną, dodajemy szałwię, majeranek i pieprz ziołowy. Smażymy jeszcze chwilę.

Siemię lniane zalewamy ¼ szklanki gorącej wody, mieszamy i odstawiamy na kilka minut.

Do dużej miski wkładamy soczewicę, usmażone warzywa, kaszę, płatki owsiane i namoczone siemię (ten dodatek nie jest konieczny, ale pasztet dzięki niemu mniej się kruszy) oraz kiełki gorczycy. Dodajemy czosnek i natkę pietruszki. Wszystko dokładnie mieszamy, doprawiamy solą i świeżo mielonym pieprzem.

Foremkę keksową smarujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Przekładamy do niej masę, wyrównujemy powierzchnię, posypujemy pestkami. Pieczemy w temperaturze 180 stopni około 1 godz. 15 min. Pasztet jest gotowy, gdy się zrumieni i zacznie odchodzić od brzegów formy.

Pasztet kroimy ostrym nożem dopiero wtedy, gdy całkowicie ostygnie. Podajemy np. z sosem chrzanowym albo kiełkami rzodkiewki.

 

Tak więc jak widać pasztety w sumie mają prostą zasadę: rozgotować strączki, doprawić i zapiec. Oczywiście można dodawać sporo warzyw, ziół i innych dodatków, ale podstawa jest banalna. I można upiec zarówno pasztet z dodatkiem kiełków jak i pasztet ze skiełkowanych strączków. Zatem smacznego!

 

 

Środowa obniżka cenowa

Piękną mamy jesień w tego lata…

Nie wiem czy to tak wszędzie, ale z kim nie rozmawiam to pogoda iście październikowa, no czasem wrześniowa, ale lata to w tym roku nie było za wiele. No i ta jesienna pogoda zdecydowanie zmobilizowała mnie, by tym razem coś bardziej sycącego obniżyć w cenie zatem padło na strączki.

Adzuki

Mung

Ciecierzyca

Wszystkie chyba znane, wszystkie smaczne i cenione. Moim ulubieńcem jest ciecierzyca, ale mimo wszystko to chyba mung jest najpopularniejszym z kiełkujących strączków.

Kiełki dla cieżarnych.

TO zdecydowanie dobry pomysł. Nawet bardziej niż dobry, bo o tym, że zawierają dużo wartości odżywczych to już pisałam nie raz łącznie z wyszczególnieniem co gdzie i ile. Ale są inne wyjątkowe właściwości kiełków, czyniących z nich niezastąpiony dodatek żywieniowy dla ciężarnych.

Panie które znają ciężar takiego brzucha doskonale zrozumieją o czym piszę.

 

1 – Wieczne podjadanie. Sławetne napadówki ciężarnych nie są przypadkowe.  Najczęściej to organizm woła nam o niezbędne składniki, jednak człowiek przyzwyczajony do dzisiejszych substytutów żywieniowych wypełnia się byle czym. Tak wiec gdy mamy ochotę na słodkie nie zapychajmy się  złodziejską sacharozą ale zjedzmy słodkie jabłko czy też garść siewki kukurydzy. I tak właściwie z każdym smakiem, bo nie o sam smak przecież chodzi ale o konkretne wartości jakie teoretycznie za nim się kryją.

2 – Zamiast tabletek.  Nie wszystkim odpowiada syntetyczna suplementacja a jednak w czasie ciąży jest wiele składników  na których jest zwiększone zapotrzebowanie.   Co istotne wiele z nich znajduje się właśnie w kiełkujących roślinach zatem można swobodnie uzupełnić potencjalne braki przy pomocy kiełków. Na przykład kwas foliowy znajdziemy w kiełkach brokuła, zaś zapotrzebowanie na białko możemy zaspokoić kiełkami soczewicy czy fasoli mung.

3 – Woda. Zdecydowanie sporo płynów potrzeba w tym czasie a kiełki zawierają w sobie około 90% wody a nawet więcej. To powoduje, że nawet jeśli z jakiś powodów mamy kłopoty z wypijaniem odpowiedniej ilości płynów, to podjadanie tak „wodnistych” produktów zdecydowanie korzystnie wpływa na nawodnienie organizmu.

4 – Dbałość o linię. Oj tak, mit o tym jak strasznie dużo tyje się w czasie ciąży jest straszliwy i niestety niejedna mama ulegając swym zachciankom rzeczywiście przybiera na wadze w większej ilości kilogramów niż sama ciąża by wskazywała. I tutaj znów kiełki są pomocne, bo choć są niezwykle wartościowe, to jednak w sumie to sama woda, zatem ryzyko utycia nie jest tak wysokie jak przy podjadaniu innych przekąsek.

5 – Miejsce w brzuchu. Rzecz którą odczuwa się dopiero w 3 trymestrze, ale jest zdecydowanie istotnym czynnikiem. Gdy maleństwo rośnie zaczyna powoli brakować miejsca na nasze własne narządy. Nagle oddychamy płycej, zjadamy mniejsze ilości, częściej czujemy głód a wszystko dlatego, że jest za mało miejsca na wszystko razem.  Wybór: najeść się lub swobodnie oddychać jest dość uciążliwy a gdy mamy naprawdę zapotrzebowanie by coś zjeść (w sensie smak)  to znów kiełki przychodzą nam z pomocą. Zapewniają naszemu organizmowi to co jest mu potrzebne (kiełki soczewicy gdy mamy potrzebę na coś bardziej sycącego, kiełki lucerny, gdy potrzebna lekka przekąska czy też jakiekolwiek inne które pasują nam smakiem) przy czym nie rozpychają żołądka i nie powodują ucisku na i tak obciążony już brzuch.

 

Tak wiec wszystkim ciężarnym i planującym powiększanie rodziny polecam zaznajomienie się z kiełkami, bo stanowią świetną alternatywę dla ciastek, syntetyków i wielu innych pokus z którymi niejedna przyszła mama się spotyka.

 

Piątkowa garść przepisów

A raczej tym raczej drobna inspiracja.

Ostatnio chodzą za mną pasty jajeczne. Nie wiem czy znacie, a jeśli nie znacie to poznać warto. Bardzo łatwe w przygotowaniu, smaczne i stanowiące ciekawy dodatek chociażby do kanapek.

 

Podstawowy przepis to jajka ugotowane na twardo + jakiś serek śmietankowy i to razem utrzeć na jednolita masę. Do tego sól, pieprz no i to dodatki jakie kto lubi.

 

Polecam kiełki słonecznika, ale jeśli ktoś woli ostrzejsze smaki to kiełki cebuli czy też gorczycy będą doskonałe. Jeśli wolimy na słodko to siewka kukurydzy da nam ten smak. Opcji naprawdę jest wiele, wykonanie banalne z jakość zdecydowanie lepsza od tych wynalazków które można nabyc gotowe.

 

Smacznego!

Uprawa kiełków szpinaku

Co prawda zdjęć z mojej uprawy nie mam, ale i tak postanowiłam o tym napisać, bo jedno zastrzeżenie uparcie wraca. Wciąż pojawiają się głosy, że szpinak nie kiełkuje. Od razu śpieszę prostować to zastrzeżenie – szpinak kiełkuje, ale nie w każdych warunkach.

 

Co bardziej wnikliwi na pewno dostrzegli w sklepie zdanie „Równie istotne jest to, że szpinak potrzebuje bardzo dobrej wentylacji czego nie zapewniają popularne trzypoziomowe kiełkownice. Polecamy zatem hodowlę na tacce, na sitku, w słoiku.” jednak z doświadczenia wiem, że takie niuanse często ludziom umykają.  A nie jest to uwaga pisana z przypadku, ale podyktowana doświadczeniem.

 

Szpinak wzrastając wydziela sporo gazów, powoduje to, że niezbędna jest naprawdę dobra wentylacja. Sama kiełkuję go wyłącznie na tacce zaś prób kiełkowania go w trójpoziomowych kiełkownikach nawet nie podjęłam, gdyż uznałam, że ta metoda nie będzie dobra. A jak przekazują mi klienci, moja hipoteza okazała się słuszną. Tak więc biorąc się za kiełkowanie, pamiętajmy, że każda roślina ma swoje wymagania i nie ma uniwersalnej metody na wszystko. Szczególnie, jeśli zależy nam na jak najlepszych wynikach naszej uprawy.

 

Zatem potwierdzam – szpinak doskonale rośnie, jest smaczny i zdrowy, ale wymaga przepłukania, namoczenia i przede wszystkim bardzo dobrej wentylacji.

 

Środowa obniżka cenowa

Kozieradka jest niezwykle aromatyczna. Kto jej jeszcze nie próbował to ma teraz szansę skorzystać z niższej ceny. Zdecydowanie powinna zasmakować miłośnikom indyjskich smaków, bo doskonale się komponuje z tą kuchnią.

Facelia błękitna jest jeszcze mniej znana niż kozieradka. Lekie, łagodne zielone siewki są niezwykle smaczne i warto się z nimi zaznajomić.

Brokuł natomiast to kiełkowy standard. Znany większości kiełkowiczów nie wymaga chyba specjalnego zachęcania.

 

Zatem udanych zakupów i smacznego !