Miesięczne archiwum: Grudzień 2011

Garść przepisów – inspiracje świąteczne

Witam serdecznie,

w dzisiejszym wpisie chciałabym zaproponować Państwu kilka ciekawych przepisów, w których zostały użyte nasze kochane, zielone i przezdrowe kiełki, i które z pewnością pasowałyby do wigilijnego menu. Postanowiłam wygrzebać receptury z archiwum naszego bloga, ponieważ uznałam, że z pewnością znajdę tam coś, co idealnie się na tę okazję nada. Nie myliłam się :)

Jeżeli więc mają Państwo problem z zamknięciem listy wigilijnych potraw albo chcieliby wprowadzić w tym roku na swój stół coś nowego i mniej oczywistego niż barszcz z uszkami czy kluski z makiem, serdecznie zapraszam to wypróbowania tych oto prostych i sprawdzonych przepisów:

Pierogi ze świeżymi kiełkami fasoli Mung i kiełkami soczewicy – ciekawa wariacja na temat tradycyjnego wigilijnego dania

Posiekać kiełki fasoli Mung, połączyć z soczewicą i wszystkie podsmażać ok. 3-4 min. na maśle z dodatkiem oliwy z oliwek. Cebulę z czosnkiem podsmażyć na maśle, dodać kiełki, doprawić do smaku solą i pieprzem. Formować pierogi, dodając farsz. Uformowane pierogi wrzucić na wrzącą osoloną wodę, gotować ok. 5-7 minut.

źródło: mojegotowanie.pl

PASZTECIKI WEGETARIAŃSKIE – tak samo jak powyżej ;)

Składniki na ciasto:

  • 3/4 szklanki mąki,
  • 1/4 szklanki wody,
  • żółtko,

Farsz:

  • 100 g kiełków fasoli Mung
  • jasne części dwóch porów,
  • 2 małe cebulki,
  • 2 marchewki,
  • łyżka mąki kukurydzianej,
  • 2 łyżki sosu sojowego,
  • łyżka wódki,
  • sól,
  • pieprz,
  • cukier,
  • 6 łyżek oleju.

Mąkę przesiewamy do miski, robimy w niej zagłębienie. Wlewamy do niego wodę i sypiemy szczyptę soli. Formujemy z ciasta kulkę i odkładamy w chłodne miejsce. Kiełki myjemy, przelewając gorącą wodą. Myjemy warzywa, kroimy w paski i podsmażamy na oleju. Dodajemy kiełki, mąkę kukurydzianą, sos sojowy i wódkę, przyprawiamy do smaku. Wszystko mieszamy i podsmażamy jeszcze chwilę.

Teraz zajmiemy się ciastem. Rozwałkowujemy je na cienki placek i wycinamy z niego 4 prostokąty. Na środek każdego z nich kładziemy farsz. Krótsze brzegi placków podwijamy trochę do środka, by farsz nam nie uciekał, następnie formujemy je w ruloniki. Smarujemy żółtkiem ubitym z wodą i smażymy na oleju z obu stron, aż do zarumienienia.

Voila! :)

Suflety z rzeżuchą – mało popularne w Polsce danie, ale na pewno zachwyci rodzinę :)

Składniki

15 g parmezanu, świeżo startego

15 g bułki tartej

85 g rzeżuchy

3 łyżki mąki kukurydzianej

300 ml półtłustego mleka

4 jajka, białka oddzielone od żółtek

1 łyżka musztardy z ziarnami gorczycy

85 g sera gruyere, startego

sól i pieprz 

Metoda przygotowania

1.

Rozgrzać piekarnik do temperatury 200°C. Wysmarować cienko masłem naczynie do sufletów o pojemności 1,5 litra. Połączyć parmezan z bułką tartą. Połową mieszanki posypać dno oraz brzegi naczynia, przechylając je okrężnymi ruchami, aby równomiernie się pokryło. Odstawić na bok.

2.

Usunąć z rzeżuchy grubsze łodyżki, a resztę drobno posiekać i odstawić.

3.

Wymieszać mąkę kukurydzianą z odrobiną mleka na gładką masę. Resztę mleka mocno podgrzać, ale nie doprowadzać do wrzenia, wlać do masy mącznej, cały czas mieszając. Przelać znów do garnka i podgrzewać na niewielkim ogniu, cały czas mieszając, aż sos będzie gładki i gęsty.

4.

Zdjąć z ognia i dokładnie utrzeć z żółtkami jajek. Dodać posiekaną rzeżuchę, musztardę, ser gruye`re oraz sól i pieprz.

5.

Ubić białka na niezbyt sztywną pianę w czystej, suchej misce. Ostrożnie wymieszać ¼ piany z sosem, aby go nieco rozrzedzić, a potem delikatnie wymieszać resztę.

Przełożyć masę do przygotowanego naczynia do sufletów, posypać pozostałym parmezanem z bułką tartą. Piec 30–35 minut, aż suflet wyrośnie i się przyrumieni. Od razu podawać. 

źródło: allrecepies.pl

Tyle z garści wigilijnych inspiracji kulinarnych. Życzę, by tegoroczne Święta upłynęły Państwu w przyjemnej, rodzinnej atmosferze. I proszę się za mocno nie przejadać, bo potem tylko brzuchy bolą i rosną :)

Pozdrawiam serdecznie!

Na ostatnią chwilę: Brak pomysłu na prezent? Możemy pomóc!

 

Masz problem z prezentami? Mamy dobrą propozycję!

Dzięki współpracy z najlepszą firmą kurierską na polskim rynku, firmą DPD, możemy zagwarantować, że zamówienia złożone i opłacone do 20 grudnia, dotrą na czas przed wigilią!

Co do samych prezentów…

Zarażanie kiełkowaniem, to dobry pomysł. Chyba każdy, kto kiedykolwiek kiełkował, musi się z tym zgodzić.

Aby kiełkowanie było proste, w naszej ofercie mamy już 3 różne rodzaje kiełkownic. Każda idealna na prezent!

Polecamy zatem:

  • Lniane woreczki do kiełkowania – nowość naszej produkcji, 100% naturalne, ręcznie produkowane w Polsce. Rewelacyjne rozwiązanie do kiełkowania roślin strączkowych, rzodkiewki, koniczyny czy lucerny.
  • Kiełkownicę „Wanienka” – bardzo proste i wyjątkowo skuteczne urządzenie do kiełkowania pionowego czyli takiego, w którym rośliny rosną jak na naturalnym podłożu. Polecamy do rzeżuchy, brokuła, cebuli i podobnych
  • Kiełkownicę Bionatura – najpopularniejszą w Polsce, trójpoziomową kiełkownicę świetną do uprawy rzodkiewki, koniczyny i fasoli mung.

W kiełkowaniu najważniejsze są nasiona, dla osób początkujących najlepsze co możemy zaproponować to:

Szykujesz prezent dla osoby, która zamiast samodzielnie eksperymentować lubi ‚mieć wszystko na piśmie’? W takiej sytuacji polecamy dodatkowo książkę Kiełki – cudowny pokarm. Jest w niej wszystko co zarówno amator, jak i doświadczona osoba kiełkująca w domu wiedzieć powinna.

Nie zapominaj też o sobie! Konfitury Bonne Maman i herbatki Clipper umilą Ci zimowe wieczory. Polecamy!

Tego jeszcze nie było. 3 rodzaje kiełkownic dostępne w sklepie kielki.net!

Zacznijmy od totalnej nowości, czyli „Lnianego woreczka do kiełkowania„. Rozwiązanie to polecamy z kilku powodów. Praktycznie cały woreczek został wykonany z materiałów naturalnych. Uszyliśmy go z polskiego lnu, lnianymi nićmi. Jako sznurek do zawiązywania użyliśmy niechlorowanych włókien rafii. Jedyne co jest nienaturalne, to nasza firmowa wszywka. Niestety nie dało się jej zrobić lepiej :)

Co ważne woreczki zostały uszyte w Polsce, przez przesympatyczną starszą Panią. Nie zlecaliśmy produkcji Tajom, Chińczykom, ani biedakom z Indii. Jest to w 100% polski produkt, z polskich surowców (poza nićmi, które musieliśmy kupić w Czechach).

Ponieważ każdy woreczek jest wykrawany ręcznie i zszywany na wiekowej maszynie, nie ma dwóch takich samych sztuk. Z jednej strony to wada, ale.. Myślę, że zgodzicie się z nami, że lepiej, aby takie przedmioty wykonywał ktoś, kto czerpie z tego radość, a przy tym daje nam wszystkim pewność w jakich warunkach towar powstał.

W naszym sklepie, w opisie woreczka znajdziecie jakie kiełki najlepiej rosną przy tym typie uprawy. Do woreczka dołączamy również drukowaną instrukcję jak z niego korzystać. Dla osób, które chcą zostać ‚woreczkowymi profesjonalistami’ polecamy książkę Stevego Meyerowitza – „Kiełki, Cudowny pokarm„, w której bardzo szczegółowo opisał jakie triki można zastosować przy uprawach w woreczkach lnianych.


Kolejną kiełkownicą, którą można kupić w naszym sklepie, jest popularna „Wanienka„. Mieliśmy spore problemy z jej zdobyciem, wszystko jednak wskazuje na to, że zawirowania wokół dostaw się skończyły i kiełkownice te będą dostępne stale w sprzedaży.


Ostatnim rodzajem kiełkownic, które oferujemy w naszym sklepie są popularne Bionatury, czyli trzypoziomowe, okrągłe kiełkownice. Nie jest to nasz ulubiony sposób kiełkowania, jednak jedno co trzeba tym kiełkownicom przyznać to to, że kiełki rzodkiewki i koniczyny wychodzą na niej pyszne.

Hodowla kiełków koniczyny dla bystrzaków

W dzisiejszym poście przedstawię Państwu krótkie podsumowanie relacjonowanej na facebookowym fanpage’u uprawy koniczyny.


Pierwszego dnia, wieczorem, dokładnie wypłukałam ziarenka i odłożyłam na około 10 godzin, by napęczniały. Nazajutrz, z samego rana, przełożyłam je na kiełkownicę. Okazuje się jednak, że popełniłam pewien błąd – nałożonych przeze mnie nasion było stanowczo za dużo. Być może spowodowało to, że nie osiągnęły jakichś spektakularnych rozmiarów (ale i tak były smaczne). Zamieszczam więc zdjęcie, żeby wiedzieli Państwo, ile NIE sypać:) .

Przez następne dni kiełki siedziały sobie w kiełkownicy i rosły. I to dosyć wolno. Okazuje się bowiem, że koniczyna w kwestii nabierania rozmiarów jest zdecydowanie długodystansowcem. Optymalną wysokość uzyskała dopiero po tygodniu.
(Moim skromnym zdaniem tydzień, to jak na kiełki wcale nie jest długi dystans… Taka cebula np. rośnie minimum 2 tygodnie ;) – przyp. Marcin)

Ale wracając do kwestii uprawy – kilkakrotnie zmieniałam miejsce, w którym stała kiełkownica, nie odbiło się to specjalnie na jakości kiełków. Dodatkowo mniej więcej w połowie całego procesu biedne ziarenka zaliczyły upadek z parapetu. Nic im się jednak nie stało i ułożone z powrotem na sitku kontynuowały wzrastanie. Nic nie spleśniało, nic nie obeschło. Wnioskuję stąd, że koniczyna nie jest specjalnie wymagającą roślinką :)

Ostatnią, zasadniczą dość kwestią, jest smak wyhodowanych przeze mnie kiełków. Są dość delikatne i orzeźwiające. Marcin powiedział, że można je porównać z kiełkami lucerny :)

Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia do czegoś się Państwu przydadzą. Gorąco namawiam do hodowania koniczyny (bo to naprawdę proste!) i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami :)

Pozdrawiam serdecznie!

Curry z kiełkami kozieradki

Porcja dla 4 osób

Składniki:

  • 2 łyżki oleju z awokado
  • ¾ szklanki cebuli – posiekanej (proponuję pomieszać czerwoną i białą)
  • 2 ząbki czosnku – posiekane
  • ¾ szklanki papryki (wszystkie kolory) – pokrojonej w kostkę
  • 2 (lub więcej) łyżeczki curry w proszku
  • ¼ łyżeczki pieprzu cayenne (opcjonalnie)
  • 1 łyżeczka sosu sojowego
  • ½ szklanki bulionu z warzyw lub kurczaka
  • 2 szklanki kiełków kozieradki – posiekanych niezbyt drobno
  • sól do smaku
  • 1 łyżeczka mąki kukurydzianej wymieszanej z 1 łyżeczką wody (do zagęszczenia)

Przygotowanie:
W woku lub dużej patelni rozgrzać olej.
Dodać cebulę, czosnek i paprykę, podsmażyć mieszając aż do zeszklenia cebuli (czosnek nie może zbrązowieć, bo będzie gorzki).
Dodać curry, pieprz cayenne, sos sojowy, bulion, kiełki kozieradki i dobrze wymieszać.
Gotować na wolnym ogniu przez 1-2 minuty.
Dodać mąkę kukurydzianą wymieszaną z wodą i gotować do zgęstnienia sosu.
Podawać z ryżem.
Można udekorować kiełkami cebuli albo koniczyny.

Nasza domowa uprawa

Na facebooku Karolina postanowiła podzielić się swoimi pierwszymi w życiu próbami kiełkowania koniczyny (http://facebook.com/kielki), ja natomiast doszedłem do wniosku, że pochwalę się tym co rośnie w Magdy i mojej kuchni. Zresztą głównie pod jej czujnym okiem :)

Po pierwsze rzodkiewka, czyli jedne z najbardziej żywotnych, szybko rosnących i rewelacyjnych w smaku kiełków, których po prostu nie może brakować w naszym domu.

Rzodkiewka to jeden z gatunków kiełków świetnie czujących się w kiełkownicach Bionatura. W tym przypadku rzodkiewka rosła sobie w oświetlonym miejscu, stąd zieleń i gdzie nie gdzie przebijający się kolor czerwony. Jeżeli nie próbowaliście jeszcze kiełków rzodkiewki uprawianych po ciemku – polecam. Wystarczy zamknąć kiełkownicę w szafce, a resztę robić dokładnie tak samo jak zawsze.

Nasza kolejna uprawa to cebula. Jestem wielkim fanem szczypiorku. Zwłaszcza w zupach! Kiełki cebuli natomiast, moim zdaniem to kwintesencja ‚szczypiorności’ zapakowana w niesamowicie delikatną roślinkę, co niezwykle mile wpływa na doznania smakowe. Jakby się ktoś pytał, to jadam z łupinkami. Mi osobiście pasują.

Cebula to dość wymagająca roślinka. Przede wszystkim nie polecam do niej niczego innego poza kiełkownicami podobnymi do tej na zdjęciu. Ostatnio w mądrej książce ‚Kiełki – cudowny pokarm‚ wyczytałem, że taki typ kiełkownic nazywamy pionowymi. Mniejsza jednak o terminologię. Cebula lubi mieć miejsce zarówno na korzenie, oraz wzrost w górę, także zamykanie jej w najczęściej w Polsce używanych kiełkownicach Bionatura, to zły pomysł. Dla niecierpliwych dodam jeszcze, że kiełki te przed osiągnięciem wieku odpowiednio dojrzałego, potrafią rosnąć nawet 2 tygodnie.

I ostatnia uprawa, którą możemy się odrobinę pochwalić, to szpinak. Roślinka, z którą mieliście Państwo tak wielkie problemy, że tymczasowo wycofaliśmy ze sprzedaży nasiona i pracujemy nad jak najlepszym opisem jak tego zbója uprawiać.

Jak widzicie rośnie i grubo przesadzone były informacje o tym, że coś jest nie tak z nasionami. Nie mniej jednak szpinak wymaga dużej troski, stworzenia mu specyficznych warunków i nadal nie jesteśmy w 100% zadowoleni z efektów, które osiągnęliśmy.
Podsumowując więc batalię ze szpinakiem – niestety, ale jeszcze trochę czasu minie zanim stworzymy instrukcję obsługi na tyle pewną, że odważymy się ponownie wystawić tę roślinkę w sklepie.