Archiwa tagu: kiełki

Locavorianie

Coraz częściej można usłyszeć o locavorianiźmie, czyli odżywianiu się produktami z możliwie najbliższego otoczenia.
Słowo to – locavore – w 2005 stworzyła Jessica Prentice.
Chociaż samo z lekka hiszpańsko brzmiące słowo osobiście kojarzy się z jakąś grupą szalonych kosmitów, najprościej tłumacząc chodzi o to, żeby żywność, którą spożywamy, nie pochodziła z drugiego końca świata, tylko od lokalnego producenta, lub…
no właśnie. Lub!

Uprawiajmy i wytwarzajmy jedzenie w domu :) Oczywiście wszystkiego się nie da, ale kiełki i świeże zioła to podstawa, nie wymagająca nadmiernego wysiłku.
Jeżeli dodamy do tego pieczone w domu pieczywo i owoce z lokalnego warzywniaka. Można powiedzieć, że jesteśmy właśnie locavorianami.

Czy to ważna postawa? Naszym zdaniem tak. Każdy pokonany przez nasze jedzenie kilometr powoduje, że musi ono być droższe, bardziej konserwowane i przez to gorszej jakości. Pamiętajcie, że transport to czas, a jedzenie psuje się bardzo szybko. Nowoczesna technologia pozwala nam cieszyć się rarytasami z dowolnego miejsca na ziemi, co oczywiście ma też swoje zalety, w końcu nie wszystko da się wyprodukować blisko miejsca zamieszkania.
Jednak czy wybieranie francuskich jabłek, czy marokańskich pomidorów ma sens?

Domowy chleb, z kiełkami ciecierzycy

Zdjęcie domowego chleba z kiełkami ciecierzycy

Kurczak teryaki z brokułami, pieczarkami, kiełkami 3 fasole i makaronem udon

Gotowanie dla leniwych: Kurczak Teriyaki z warzywami, kiełkami i makaronem udon w 15 minut

Czasami zdarza się taki magiczny moment, w którym najzwyczajniej nie chce się nam gotować. Głód jednak to kwestia nie podlegająca dyskusji. Prędzej czy później nas dopadnie ;)

Ja na takie momenty staram się trzymać w domu produkty pozwalające błyskawicznie przygotować coś smacznego i mniej zwyczajnego niż kanapki. Oczywiście proponowane danie ciężko zaliczyć do wybitnie zdrowych, jednak na tle schabowego z zasmażaną kapustą wypada i tak wyjątkowo pozytywnie.

Co ważne, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby danie to przygotować w wersji Vege!
Wystarczy zamienić kurczaka na tofu.


Co więc potrzeba do przygotowania naszego Kurczaka Teriyaki (porcja dla 2-3 osób)?

  • pojedyncza pierś z kurczaka ze sprawdzonego źródła
  • od 200 do 400g różyczek brokuła (świeżych/mrożonych)
  • 250g pieczarek
  • ząbek czosnku
  • łyżka stołowa oleju carotino, lub innego nadającego się do smażenia
  • 100g kiełków ’3 fasole’, najlepiej z domowej uprawy
  • Opakowanie Makaronu Udon 250g
  • Sos Teriyaki do Woka
  • Duża patelnia lub wok, średniej wielkości garnek. Jeżeli korzystasz z mrożonek, dobrze jest mieć pokrywkę do woka.

Przygotowanie:

  1. Gotujemy wodę w naszym średnim garnku.
  2. W czasie gdy woda się gotuje kroimy kurczaka w kostkę, a pieczarki w grube (4-6mm) plasterki. Obieramy i kroimy w cienkie plasterki ząbek czosnku.
  3. Zanim woda się zagotuje, można się trochę bezkonstruktywnie polenić ;)
  4. Do wrzątku wrzucamy makaron Udon. Makaron potrzebuje 5 minut gotowania bez przykrycia, aby był gotowy.
  5. Żeby nie marnować czasu, po wrzuceniu makaronu zabieramy się za Woka. Rozgrzewamy go, wlewamy olej, wrzucamy pokrojony czosnek.
  6. Kilka sekund po czosnku wrzucamy na woka kurczaka, obsmażamy mieszając, następnie dodajemy pieczarki i brokuły.
    • Jeżeli używamy mrożonek, dobrze jest teraz przykryć woka na kilka minut. Warzywa się nam ładnie rozmrożą i równomiernie podgotują. Oczywiście od czasu do czasu wypadałoby je przemieszać.
    • Właściciele świeżych warzyw mogą smażyć wszystko razem (czasami delikatnie mieszając), aż do uzyskania ulubionej przez was miękkości brokuła.
  7. Niezależnie od tego jakimi warzywami dysponujemy, w trakcie smażenia musimy zrobić przerwę od mieszania na odcedzenie makaronu. Dobrze, jest go przepłukać zimną wodą. Będzie bardziej jędrny.
  8. Nasz kurczak i warzywa powinny być już dobre. Wrzucamy do nich kiełki, minutę później dodajemy sos Teriyaki. Całość musimy ze sobą wymieszać i smażyć przez około dwie minuty.
  9. Wyłączamy palnik pod wokiem, układamy na talerzach nasz makaron, wylewamy potrawę prosto z woka na makaron.
  10. Gotowe! Można podawać.

Czas przygotowania: 15-20 minut
Poziom skomplikowania: łatwe

Wymienione produkty możecie znaleźć w sklepach www.kielki.net oraz Smakowe Pomysły.

Hodowla kiełków koniczyny dla bystrzaków

W dzisiejszym poście przedstawię Państwu krótkie podsumowanie relacjonowanej na facebookowym fanpage’u uprawy koniczyny.


Pierwszego dnia, wieczorem, dokładnie wypłukałam ziarenka i odłożyłam na około 10 godzin, by napęczniały. Nazajutrz, z samego rana, przełożyłam je na kiełkownicę. Okazuje się jednak, że popełniłam pewien błąd – nałożonych przeze mnie nasion było stanowczo za dużo. Być może spowodowało to, że nie osiągnęły jakichś spektakularnych rozmiarów (ale i tak były smaczne). Zamieszczam więc zdjęcie, żeby wiedzieli Państwo, ile NIE sypać:) .

Przez następne dni kiełki siedziały sobie w kiełkownicy i rosły. I to dosyć wolno. Okazuje się bowiem, że koniczyna w kwestii nabierania rozmiarów jest zdecydowanie długodystansowcem. Optymalną wysokość uzyskała dopiero po tygodniu.
(Moim skromnym zdaniem tydzień, to jak na kiełki wcale nie jest długi dystans… Taka cebula np. rośnie minimum 2 tygodnie ;) – przyp. Marcin)

Ale wracając do kwestii uprawy – kilkakrotnie zmieniałam miejsce, w którym stała kiełkownica, nie odbiło się to specjalnie na jakości kiełków. Dodatkowo mniej więcej w połowie całego procesu biedne ziarenka zaliczyły upadek z parapetu. Nic im się jednak nie stało i ułożone z powrotem na sitku kontynuowały wzrastanie. Nic nie spleśniało, nic nie obeschło. Wnioskuję stąd, że koniczyna nie jest specjalnie wymagającą roślinką :)

Ostatnią, zasadniczą dość kwestią, jest smak wyhodowanych przeze mnie kiełków. Są dość delikatne i orzeźwiające. Marcin powiedział, że można je porównać z kiełkami lucerny :)

Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia do czegoś się Państwu przydadzą. Gorąco namawiam do hodowania koniczyny (bo to naprawdę proste!) i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami :)

Pozdrawiam serdecznie!

Przepisy – wegetariański miszmasz

W dzisiejszej garści przepisów zaprezentuję Państwu bardzo ciekawe i nieszablonowe potrawy bezmięsne :)

Nr 1: Makaron z marchewką i waszymi ulubionymi kiełkami :)- doskonałe danie dla wszystkich spragnionych nowych makaronowych doznań, znudzonych oklepanym sosem pomidorowym czy beszamelem :) Według mnie zapowiada się niezwykle smakowicie!

PS: Sądzę, że dodatkowo udekorowanie potrawy ulubioną odmianą kiełków jest jak najbardziej wskazane :)

Składniki:

  • 35 dag krótkiego makaronu
  • 40 dag marchewek (im młodsze tym lepsze)
  • 15 dag mozzarelli
  • 4 dag masła
  • 1 kieliszek brandy lub koniaku
  • garść posiekanej natki pietruszki
  • 1-2 łyżki oliwy
  • sól
  • pieprz
  • woda

Marchewki obrać, zetrzeć na tarce z małymi otworkami. Przełożyć do rondelka razem z masłem, 1-2 łyżkami oliwy. Zalać wodą tak, aby tylko przykrywała marchewkę. Gotować na niewielkim ogniu, aż marchew rozgotuje się na jednolitą masę. Dodać alkohol, sól i pieprz.  Mozzarellę pokroić w drobną kostkę, wrzucić do kremu, dobrze wymieszać i zestawić z ognia.

Makaron ugotować al dente, odcedzić, przełożyc do rondelka z marchewką. Dobrze wymieszać, posypać natka i od razu podawać .

Smacznego!

źródło: http://smaczniezjoanna.blox.pl

Nr 2: Otrębowa pizza z kiełkami rzodkiewki – o wiele zdrowsza i przepyszna wersja standardowego ciasta. Szybkie w przyrządzeniu błonnikodajne cudo ;)

Składniki:
  • 8 łyżek otrębów (pół na pół pszenne i owsiane)
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej
  • 2 łyżeczki drożdży
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 szklanki passaty pomidorowej
  • 1 pomidor
  • 1/2 szklanki tartego żółtego sera
  • groszek, kukurydza
  • 1/2 pora
  • zioła prowansalskie
  • inne ulubione dodatki
Przygotowanie:

Drożdże rozpuścić w ciepłym (nie gorącym) mleku. Otręby i mąkę wysypać na stolnicę. Wbić jajko, dodać drożdże rozrobione w mleku i sól. Wyrobić ciasto. Będzie się lekko kleiło. Wyłożyć na lekko naoliwioną blachę (może być blacha do tarty). Przykryć na 15 minut do wyrośnięcia. Po tym czasie posmarować ciasto passatą. Położyć pokrojone w plastry pomidory, por, szynkę, inne dodatki, posypać żółtym serem i ziołami prowansalskimi. Włożyć do piekarnika rozgrzanego do temperatury 220′C i piec około 15-20 minut. Smacznego!

Proponuję dodatkowo posypać garścią chrupiących i wyrazistych w smaku kiełków rzodkiewki i wyjdzie dziesiątkowa pizza :)

źródło: jedzonkomalucha.pl

Nr 3: Pieczona cukinia z buraczaną salsą – niecodzienne, ale bardzo udane, połączenie smaków. Ślicznie kontrastujące ze sobą kolory składników. Dla mnie bomba :)

Składniki:
  • 3 średniej wielkości cukinie
  • jeden mały buraczek
  • łyżka czarnych oliwek
  • łyżeczka kaparów
  • mały ząbek czosnku
  • oliwa z oliwek
  • kilka kropel octu balsamicznego
  • sól i pieprz
Przygotowanie:
  1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Każdą cukinię myjemy i kroimy wzdłuż na pół, posypujemy solą oraz kropimy oliwą. Buraczka myjemy, osuszamy i owijamy folią aluminiową. Wsuwamy warzywa do piekarnika i pieczemy przez około 30 minut, do czasu aż cukinie będą złociste i lekko pomarszczone a burak zmięknie.
  2. Buraka rozwijamy z folii i studzimy, następnie go obieramy, wkładamy do naczynia blendera razem z kaparami, oliwkami i czosnkiem. Dodajemy kilka kropel octu balsamicznego oraz dwie łyżki oliwy i miksujemy na najmniejszych obrotach. Dodajemy sól i pieprz do smaku.
  3. Upieczone cukinie smarujemy salsą, możemy posypać je świeżym tymiankiem lub koprem. Tadam, gotowe!
źrodło: jadlonomia.com
Mam nadzieję, że przepisy te do czegoś się Państwu przydadzą.
Życzę miłego dnia i pozdrawiam :)

 

 

 

Garstka przepisów na kiełkowe pasty :)

W dzisiejszym wpisie proponuję przepisy śniadaniowo-kolacyjne. Pyszne pasty z dodatkiem kiełków będą idealnym smarowidłem do każdego rodzaju pieczywa i miłą odmianą od kupnych serków czy twarożków. Jeżeli przymkniemy oko na dodatek majonezu (albo wymieszamy go z jogurtem naturalnym), to możemy uznać, że jest to dodatkowo bardzo zdrowa strawa ;)

Na blogu już kiedyś zamieszczono wpis na ten temat, dlatego starałam się nie powielać poprzednich pomysłów i znaleźć nowe, ale równie apetyczne receptury. Oto one:

Pasta pieczarkowa z kiełkami rzodkiewki

Pieczarki obieramy, nóżki usuwamy, kapelusze siekamy. Dodajemy majonez, kilka kropli soku z cytryny, kiełki. Doprawiamy solą i pieprzem. Dokładnie wymieszamy.
I tyle. Dziesięć minut pracy i po  wszystkim :)
źródło: mojegotowanie.pl
.

Pasta z makreli i rzeżuchy

Wszystkie składniki ucieramy do względnie jednorodnego połączenia składników. Krótko i na temat :)

źródło: fastfeast.wordpress.com

Wszystkim czytelnikom życzę smacznego i serdecznie pozdrawiam :)

Hodowla kozieradki dla bystrzaków

Tytuł wpisu ma dla mnie szczególne znaczenie – po pierwsze, kiełkowy tutorial, który zamieszczę poniżej przeznaczony jest raczej dla początkujących hodowców, po drugie – sama zaliczam się do ich grona. Opisywana przeze mnie metoda hodowli to wypadkowa dobrych rad znajomych i swoich własnych obserwacji. Jeżeli czują się państwo zaciekawieni poczynaniami kiełkowej debiutantki, serdecznie zapraszam do lektury. Przepraszam też za brak zdjęć – nadrobię to z nawiązką przy opisywaniu mojej plantacji koniczyny ;)

W każdym razie na początek – czego potrzebujemy do wykiełkowania własnej kozieradki? Przede wszystkim nasion – do kupienia w wiadomym miejscu ;) Poza tym kiełkownicy (oczywiście z naszego sklepu) i wody.

Moje kiełkowanie wyglądało mniej więcej tak:

Na foremkę wysypałam ziarna kozieradki, by zmierzyć, jaka ilość będzie mi potrzebna do jej zapełnienia. Ziarna powinny pokrywać kiełkownicę cienką warstewką – jeśli damy ich za dużo, część nie wykiełkuje i cóż nam po tym. Należy też pamiętać, że po namoczeniu w wodzie ziarenka nieznacznie zwiększą swoją objętość!

Kiedy odmierzymy już odpowiednią ilość ziarenek, przechodzimy do dość uciążliwej fazy mycia. Polega ona na tym, że wrzucamy nasze ziarenka do szklanki, zalewamy je wodą, zakrywamy górę szklanki dłonią i mieszamy jak shake’iem ;) Mętną wodę odlewamy i czynność powtarzamy, aż będzie krystalicznie czysta. W moim przypadku było to jakieś pięć razy. Odlewanie wody nie jest niestety zbyt łatwe – trzeba uważać, żeby nie wylać dziecka (kiełków) z kąpielą. Można wykorzystać w tym celu sitko, ale mokre nasionka łatwo się do niego przyklejają i ciężko je potem pozbierać z powrotem do szklanki. Ja po prostu zakrywałam część naczynka dłonią.

Kiedy nasze kiełki są już czyste i pachnące, znowu zalewamy je wodą i zostawiamy w ten sposób na około 8-12 godzin. Najlepiej całe hodowlane przygotowania zacząć wieczorem – wtedy po prostu zostawimy nasze nasiona w kąpieli na noc. Przez ten czas powinny się spokojnie namoczyć.

Rano nasze ziarenka są lekko obrzęknięte i gotowe do wyłożenia na kiełkownicy. Tak więc czynimy. Znowu należy pamiętać, by porozkładać je możliwie równomiernie – dajemy wtedy naszym kiełkom równe szanse na rozwój :) Dolną część kiełkownicy zalewamy wodą. Nie powinno być jej zbyt dużo, w żadnym razie nie może stykać się z sitkiem z ziarenkami. 2-3 milimetry poniżej będą wystarczające.

Gotową do hodowli kiełkownicę odstawiamy w przytulne miejsce. Mam na myśli taką lokalizację, gdzie nasionka będą miały jednocześnie bardzo jasno i ciepło. Pomoże im to wyrosnąć na zdrowe i piękne kiełki ;) Ja dla swoich kiełków wybrałam kuchenny parapet – najbardziej nasłonecznioną miejscówkę w całym domu.

W tym momencie rozpoczyna się faza wyczekiwania, która trwa około 3-5 dni. Nie wiem do końca, czy to dobrze, ale wymieniłam w tym czasie moim kiełkom wodę, bo wydawała mi się mętna i trochę brzydko pachniała. Poza tym część odparowała i bałam się, że umrą z odwodnienia. Być może jest to kompletnie niepotrzebny zabieg, ale wydaje mi się, że w każdym razie nie zaszkodził.

Ku mojemu zdziwieniu kozieradka wyrosła dość szybko. Na trzeci dzień miałam już całkiem pokaźne poletko zielonych łodyżek z listkami. Urosły na około 4-5 cm wzrostu (czyli tyle, ile powinny mieć). Skończyły na kanapkach i w sałatce :) Ostry i charakterystyczny smak kozieradki całkiem mi się spodobał i od razu mogę zdementować plotki, jakoby pachniało się po niej jak koza :)

Mam nadzieję, że moje uwagi okażą się pomocne. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że jestem początkująca a Państwo mogą już być wytrawnymi znawcami dziedziny – zapraszam w takim razie do komentowania i dzielenia się własnymi doświadczeniami :)

Pozdrawiam serdecznie!

Kiełki i grzyby – smakowite połączenie

Dziś zaprezentuję przepisy, których motywem przewodnim będzie połączenie sezonowego specjału – grzybów i naszych ulubionych kiełków. Łączenie tych dwóch składników posłuży nie tylko wydobyciu smaku każdego z nich. Należy pamiętać, że grzyby same w sobie nie mają zbyt wielu wartości odżywczych, dlatego jeżeli chcemy je jeść i dbać przy tym o zdrową dietę, powinniśmy podawać je razem z czymś, co będzie nam w stanie tę „ubogość” jakoś wynagrodzić. Kiełki, będące istną bombą witaminową, są chyba ku temu najlepszym kandydatem :)

Oto dzisiejsza garść przepisów:

SAŁATKA Z KIEŁKÓW RZODKIEWKI I KUREK Z SOSEM Z OLEJU CAROTINO

  • 50 g kurek,
  • 50 g kiełków rzodkiewki,
  • 1 papryka żółta,
  • 1 papryka czerwona,
  • 5 pomidorków truskawkowych,
  • 4 plastry szynki łososiowej (opcjonalnie),
  • olej Carotino,
  • ocet winny,
  • sól, pieprz.

Kurki czyścimy, smażymy na oleju, dodajemy sól i pieprz. Odkładamy do ostygnięcia. W tym czasie robimy sos z oleju, przypraw i łyżeczki octu. Kiełki myjemy, dokładnie suszymy; papryki i szynkę kroimy w paseczki, pomidorki w ćwiartki. Składniki sałatki łączymy, polewamy sosem, mieszamy. Gotowe :)

źródło: mojegotowanie.pl

GRZYBY Z PIECZARKAMI I KIEŁKAMI FASOLI MUNG

  • 50 dag grzybów leśnych (podgrzybków i/lub borowików),
  • 10 dag pieczarek,
  • 4 łyżki sosu sojowego,
  • cebula,
  • 3 łyżki masła,
  • kiełki fasoli mung,
  • 2 szklanki bulionu,
  • liście mięty,
  • sól, pieprz.
W dużum rondlu rozpuszczamy masło, wrzucamy grzyby i pieczarki. Podduszamy przez 5 minut na wolnym ogniu, mieszając. Podlewamy bulionem, dodajemy sos sojowy oraz pokrojoną w plastry cebulę. Przykrywamy rondel i wszystko dusimy jeszcze na wolnym ogniu ok 30 minut, aż grzyby będą miękkie. Przyprawiamy do smaku solą i pieprzem. Rozlewamy potrawę do miseczek. Na wierzch kładziemy garść kiełków fasoli mung. Dekorujemy listkami mięty.
.źródło: www.prostegotowanie.pl
.
ZUPA Z GRZYBÓW LEŚNYCH Z KIEŁKAMI RZODKIEWKI
  • 6 ziemniaków,
  • niewielki por,
  • 1 łyżka masła,
  • przyprawa curry,
  • pół szklanki kiełków rzodkiewki,
  • zioła prowansalskie,
  • cukier, sól, pieprz,
  • szklanka grzybów leśnych,
  • kostka rosołowa,
  • ćwierć selera,
  • dwie pietruszki,
  • ziele angielskie, liść laurowy.
Do garnka nalewamy wodę, wrzucamy ziele angielskie i liście laurowe, zagotowujemy. W tym czasie obieramy i kroimy w kostkę ziemniaki, pora szatkujemy, dodajemy do garnka. Obieramy selera i pietruszkę i kroimy w kosteczkę, dodajemy do zupy. Po ok 10 minutach gotowania dodajemy mrożone grzyby. Po kolejnych 10 minutach dodajemy wszystkie przyprawy, masło i gotujemy jeszcze 7-10 min. Wyłączamy. Wrzucamy kiełki, sprawdzamy smak, ewentualnie doprawiamy.
źródło: www.doradcasmaku.pl

Porcja przepisów – kiełkowe różności

Dzisiaj zamieszczam trzy dość proste a zarazem oryginalne przepisy na dania z kiełkami fasoli Mung.

KIEŁKI Z SEREM – idealne na szybką, ale efektowną kolację

  • łyżka oleju,
  • 400 g kiełków fasoli Mung,
  • 50 g bekonu,
  • jedna cebula pokrojona w paski,
  • 75 g żółtego startego sera,
  • sól,
  • papryka,
  • siekana natka pietruszki lub bazylia.
Na rozgrzany olej wrzucamy cebulę i bekon. Smażymy, aż uzyskają odpowiedni kolor. Dodajemy kiełki, solimy, smażymy razem przez minutę lub dwie. Tuż przed podaniem dodajemy ser, posypujemy papryką i ziołami. I już jest gotowe.
Smacznego!
.
PASZTECIKI WEGETARIAŃSKIE
Składniki na ciasto:
  • 3/4 szklanki mąki,
  • 1/4 szklanki wody,
  • żółtko,
Farsz:
  • 100 g kiełków fasoli Mung,
  • jasne części dwóch porów,
  • 2 małe cebulki,
  • 2 marchewki,
  • łyżka mąki kukurydzianej,
  • 2 łyżki sosu sojowego,
  • łyżka wódki,
  • sól,
  • pieprz,
  • cukier,
  • 6 łyżek oleju.
Mąkę przesiewamy do miski, robimy w niej zagłębienie. Wlewamy do niego wodę i sypiemy szczyptę soli. Formujemy z ciasta kulkę i odkładamy w chłodne miejsce. Kiełki myjemy, przelewając gorącą wodą. Myjemy warzywa, kroimy w paski i podsmażamy na oleju. Dodajemy kiełki, mąkę kukurydzianą, sos sojowy i wódkę, przyprawiamy do smaku. Wszystko mieszamy i podsmażamy jeszcze chwilę.
Teraz zajmiemy się ciastem. Rozwałkowujemy je na cienki placek i wycinamy z niego 4 prostokąty. Na środek każdego z nich kładziemy farsz. Krótsze brzegi placków podwijamy trochę do środka, by farsz nam nie uciekał, następnie formujemy je w ruloniki. Smarujemy żółtkiem ubitym z wodą i smażymy na oleju z obu stron, aż do zarumienienia.
Voila! :)
.
BUŁECZKI KIEŁKOWO-PSZENICZNE – coś na podwieczorek 
  • 200 g kiełków fasoli Mung,
  • 50 g nasion słonecznika,
  • 400 ml wody,
  • 100 ml kwaśnej śmietany,
  • łyżka masła,
  • 50 ml oliwy,
  • 0,5 łyżeczki soli,
  • 5 dkg drożdży,
  • 0,5 łyżeczki miodu,
  • łyżeczka soku z cytryny,
  • 1 jajko,
  • 700 g mąki pszennej (można też dodać połowę porcji żytniej)
Wodę gotujemy, wrzucamy nasiona słonecznika. Dodajemy masło i sól. Studzimy wodę do ok. 35 st. W mieszaninie rozpuszczamy drożdże, dodajemy miód i roztrzepane jajko. Powoli i ostrożnie łączymy z mąką. Ciasto pozostawiamy pod przykryciem w ciepłym miejscu na ok. 20 min. Następnie formujemy z niego niewielkie bułeczki, smarujemy po wierzchu białkiem i posypujemy nasionami słonecznika. Wkładamy je do rozgrzanego do 225 st. piekarnika i pieczemy przez 20 min.
Pychotka!

Kiełki a karmienie.

Było o ciąży zatem z czasem przychodzi i dalsza część radości. Karminie piersią jest wbrew pozorom bardziej restrykcyjne żywieniowo niż sama ciąża, choć to właśnie o żywieniu w ciąży więcej się  mówi. Niestety w kwestii żywienia  się mam karmiących panuje straszliwy bałagan a poszczególne zalecenia najczęściej się wzajemnie wykluczają. no i przede wszystkim nie jest to sprawa prosta.

Czy kiełki nadają się dla karmiących? Ogólnie tak, ale bywają wyjątki.  Podstawowy polega na alergiach i pomijam tutaj to, że sama mama może być alergiczką.  Istnieje też ryzyko iż zbyt wczesne podanie pokarmu (również pośrednio, właśnie przez pierś) może uczulić maluszka. Ryzyko jest tym większe im więcej alergików w rodzinie a jeśli mama jest uczulona na produkty spożywcze to ryzyko jest dość spore. Ale ostrożność najczęściej wystarczy i uważne obserwowanie czy po wprowadzeniu nowych smaków nie ma reakcji alergicznej.

 

No ale jest to część głównie dla rodzin alergicznych, choć nawet niealergicy powinni pamiętać, ze pszenica na przykład jest bardzo silnym alergenem. Uważać też należy na soję, kukurydzę czy słonecznik. Ale to nie znaczy, że są w ogóle zakazane przy karmieniu. Po prostu wprowadza się je stosunkowo późno i w małych ilościach a jeśli u dziecka nie wystąpią zmiany alergiczne to można śmiało zajadać.

 

Jednak alergia to tylko jeden z niuansów wczesnego macierzyństwa/tacierzyństwa. Oczywiście tatusiowie nie karmią i zjadać mogą wszystko co lubią, jednak niewysypianie się dotyczy obojga rodziców, a bywa bardzo przykre gdy na przykład pojawią się wzdęcia…  Jeśli maluszek nie ma skłonności do alergii niestety mama karmiąca i tak powinna się pilnować.

Kiedyś doszłam do wniosku, że mając maleństwo przy piersi mama ma do wyboru: albo się zajadać, albo wysypiać. Bo oczywiście można jeść co się chce ale wtedy trzeba się liczyć z kolkami, nieprzespanymi nocami lub dniami z dzieckiem na rękach. Warto zatem spojrzeć na to co mamy na talerzy by choćby zminimalizować ryzyko tych wątpliwych, acz nieuniknionych w sumie atrakcji.

 

Po pierwsze strączki: na szczęście kiełki strączków są lżej strawne niż same nasiona, jednak trzeba pamiętać, że w bardziej wrażliwych brzuszkach i tak mogą wywołać nieprzyjemności. Z drugiej strony takie strączki są świetnym preludium przed wprowadzeniem do diety właśnie samych strączków. Na sam początek polecam soczewice, na sam koniec grochy i soje.

 

Po drugie ostre kiełki: niestety tego lepiej się przy karmieniu piersią wystrzegać a szczególnie przez pierwsze 3 miesiące a nawet pół roku. Potem, gdy maluszek sam zaczyna poznawać inne smaki możemy powoli wprowadzać je do diety, jednak na sam początek odradzam.

 

Po trzecie przyprawy: tych karmiąc raczej oszczędzamy a to często powoduje, ze  posiłki są mdłe i niesmaczne. Ale nie ma co się katować. Z pomocą przyjdzie kozieradka czy niewielkie ilości rzodkiewki (ale naprawdę niewielkie). Tak więc choć kiełki nie zastąpią wszystkich przypraw, to jednak pomogą uatrakcyjnić jałowe zazwyczaj żywienie mamy karmiącej, szczególnie w pierwszych miesiącach.

 

Jeszcze jest kwestia pszenicy… Bo działa ona przeczyszczająco gdy zjada się jej więcej, ale trzeba pamiętać, że to działanie nie tylko dotyczy mamy ale i dziecka. Zatem pszenicę tez polecam wprowadzać później niż wcześniej.

 

Ale jest na szczęście wiele innych kiełków, które możemy spokojnie zajadać jeśli tylko nie mamy na nie uczulenia.

Koniczyna:  jest smaczna, łagodna w smaku i zdecydowanie pomocna kobietom.

Brokuły: niezwykle odżywcze i choć lekko ostrawe w smaku to jeśli z nimi nie przesadzimy w iloci to powinny być bezpieczne tak dla małego brzuszka.

Facelia: również łagodna w smaku a jedynym przeciwwskazaniem są alergie (uwaga dla uczulonych na trawy)

Burak: niezwykle cenny dla mam a przy tym bezpieczny dla maluszka. Zdecydowanie godny polecenia.

Lucerna: kolejna bomba odżywcza i znów jedynie alergia może być przeciwwskazaniem.

 

Zatem choć żywienie mam karmiących objęte jest koszmarna wprost ilością obostrzeń, to warto w nim pamiętać o kiełkach. Nie wszystkich i nie na raz, ale zdecydowanie nie tylko umilą posiłki ale i wzmocnią organizm. A tego zdecydowanie potrzeba.

Kiełki dla cieżarnych.

TO zdecydowanie dobry pomysł. Nawet bardziej niż dobry, bo o tym, że zawierają dużo wartości odżywczych to już pisałam nie raz łącznie z wyszczególnieniem co gdzie i ile. Ale są inne wyjątkowe właściwości kiełków, czyniących z nich niezastąpiony dodatek żywieniowy dla ciężarnych.

Panie które znają ciężar takiego brzucha doskonale zrozumieją o czym piszę.

 

1 – Wieczne podjadanie. Sławetne napadówki ciężarnych nie są przypadkowe.  Najczęściej to organizm woła nam o niezbędne składniki, jednak człowiek przyzwyczajony do dzisiejszych substytutów żywieniowych wypełnia się byle czym. Tak wiec gdy mamy ochotę na słodkie nie zapychajmy się  złodziejską sacharozą ale zjedzmy słodkie jabłko czy też garść siewki kukurydzy. I tak właściwie z każdym smakiem, bo nie o sam smak przecież chodzi ale o konkretne wartości jakie teoretycznie za nim się kryją.

2 – Zamiast tabletek.  Nie wszystkim odpowiada syntetyczna suplementacja a jednak w czasie ciąży jest wiele składników  na których jest zwiększone zapotrzebowanie.   Co istotne wiele z nich znajduje się właśnie w kiełkujących roślinach zatem można swobodnie uzupełnić potencjalne braki przy pomocy kiełków. Na przykład kwas foliowy znajdziemy w kiełkach brokuła, zaś zapotrzebowanie na białko możemy zaspokoić kiełkami soczewicy czy fasoli mung.

3 – Woda. Zdecydowanie sporo płynów potrzeba w tym czasie a kiełki zawierają w sobie około 90% wody a nawet więcej. To powoduje, że nawet jeśli z jakiś powodów mamy kłopoty z wypijaniem odpowiedniej ilości płynów, to podjadanie tak „wodnistych” produktów zdecydowanie korzystnie wpływa na nawodnienie organizmu.

4 – Dbałość o linię. Oj tak, mit o tym jak strasznie dużo tyje się w czasie ciąży jest straszliwy i niestety niejedna mama ulegając swym zachciankom rzeczywiście przybiera na wadze w większej ilości kilogramów niż sama ciąża by wskazywała. I tutaj znów kiełki są pomocne, bo choć są niezwykle wartościowe, to jednak w sumie to sama woda, zatem ryzyko utycia nie jest tak wysokie jak przy podjadaniu innych przekąsek.

5 – Miejsce w brzuchu. Rzecz którą odczuwa się dopiero w 3 trymestrze, ale jest zdecydowanie istotnym czynnikiem. Gdy maleństwo rośnie zaczyna powoli brakować miejsca na nasze własne narządy. Nagle oddychamy płycej, zjadamy mniejsze ilości, częściej czujemy głód a wszystko dlatego, że jest za mało miejsca na wszystko razem.  Wybór: najeść się lub swobodnie oddychać jest dość uciążliwy a gdy mamy naprawdę zapotrzebowanie by coś zjeść (w sensie smak)  to znów kiełki przychodzą nam z pomocą. Zapewniają naszemu organizmowi to co jest mu potrzebne (kiełki soczewicy gdy mamy potrzebę na coś bardziej sycącego, kiełki lucerny, gdy potrzebna lekka przekąska czy też jakiekolwiek inne które pasują nam smakiem) przy czym nie rozpychają żołądka i nie powodują ucisku na i tak obciążony już brzuch.

 

Tak wiec wszystkim ciężarnym i planującym powiększanie rodziny polecam zaznajomienie się z kiełkami, bo stanowią świetną alternatywę dla ciastek, syntetyków i wielu innych pokus z którymi niejedna przyszła mama się spotyka.