Archiwa tagu: kiełki mung

Piątkowa garść przepisów

Dzisiaj na ciepło. Nie to bym jesień przywoływała, ale jakoś tak…

Na stronie ugotuj.to znalazłam taki  oto przepis

Kiełkowe Kieszonki

Kiełkowe kieszonki – składniki
  • 3 mrożone spody na pizzę
  • 200 g kiełków mieszanych do wyboru
  • 2 pomidory
  • szczypta kurkumy
  • 1 szkl. gęstej kwaśnej śmietany
  • 6 dużych liści kruchej sałaty
  • 2 kiszone ogórki
  • 6 plasterków wędzonego sera
Kiełkowe kieszonki – sposób przygotowania
Spody na pizzę upiecz w piekarniku według przepisu na opakowaniu. Powinny być lekko rumiane. Ostudź je i przekrój każdy na pół. Otrzymasz w ten sposób 6 półkoli. Każdy z nich delikatnie natnij nożem wzdłuż tak, aby powstał rodzaj kieszonki. Kiełki przepłucz dokładnie letnią wodą, osusz, podziel na 6 części. Umyj sałatę i pomidory, osusz. Ogórki i pomidory pokrój w plasterki. Śmietanę zmieszaj z pieprzem, kurkumą i pół łyżeczki soli. Do każdej kieszonki włóż liść sałaty, 2 plasterki pomidora i ogórka, plasterek wędzonego sera, jedną część kiełków, a tuż przed podaniem wlej 3 łyżki sosu śmietanowego. Kieszonki są wspaniałe na piknik. Zapakuj składniki oddzielnie do plastikowych pudełek i połącz dopiero na miejscu.
Przepis o tyle prosty ze poza podgrzaniem  i nakrojeniem spodów do pizzy to reszta jest iście sałatkowa. Ot wymieszać doprawić, dodać coś co się lubi, zrezygnować z czegoś czego się nie lubi, i szybkie danie gotowe. Ale dla bardziej wymagajacych a nade wszystko ambitnych inną propozycję znalazłam. Tym razem na blogu moja słodka kuchnia (ginwkuchni.blogspot.com) i choć przepis trudny nie jest to na pewno jest bardziej wymagający.

Mufinki serowo-kiełkowe

suche:
  • 300 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki pieprzu
  • 1 łyżeczka oregano

 

mokre:
  • 75 ml oleju
  • 200 ml mleka
  • 1 jajko

 

dodatkowo:
  • 1/2 szklanki (250 ml) kiełków rzodkiewki
  • 200 g żółtego sera

 

Se zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
Mąkę przesiać do miski z proszkiem do pieczenia. Dodać sól, pieprz i oregano, wymieszać.
W drugiej misce roztrzepać jajko, wlać mleko i olej, wymieszać.
Połączyć składniki z obu misek, dodać ok 130-150 g sera i kiełki.
Foremkę na muffinki wyłożyć papilotkami, równomiernie rozłożyć ciasto, posypać resztą sera (u mnie całkiem sporo, bo lubię taką chrupiącą, serową skórkę).
Piec w 180 st. C. 25 minut.
Podawać ciepłe (choć następnego dnia rano jadłam na zimno, i też były dobre, tylko troszkę suche).
Mufinki większość osób kojarzy jako słodkości. Jednak takie na ostro też są świetne. Zdecydowanie polecam wykorzystać ten przepis, nawet modyfikując pod swoje gusta. Ale jeszcze jedna propozycja z kiełkami i na ciepło. Tym razem znaleziona na blogu kuchniaobledniezdrowa.blogspot.com

Makaron dyniowo – imbirowy z kiełkami i boczniakami

Składniki dla dwóch osób:

  • makaron ryżowy wg. uznania, u mnie ok. 180 – 200 g.;
  • dwie łodygi selera naciowego;
  • 1-2 łyżek siekanego drobno świeżego imbiru;
  • 150 g. boczniaków pokrojonych w paski;
  • pudełko kiełków na patelnie ( u mnie kiełki soczewicy, fasoli mung i cieciorki) ;
  • oliwa z oliwek;
  • sos sojowy do smaku;
  • ewentualnie sól, pieprz, kminek ( u mnie tylko odrobina kminku).

Wykonanie:

1. patelnię z grubym dnem. Na dymiącą oliwę z oliwek wrzucić warzywa i grzyby; smażyć do 5 minut, następnie doprawić sosem sojowym i przyprawami;

2. w czasie smażenia warzyw ugotować makaron.można nałożyć makaron, a na niego masę kiełkową lub też wrzucić makaron do masy kiełkowej
i wymieszać na patelni.

 

Jak widać kolejne nieskomplikowane danie. Zatem mnie pozostaje życzyć smacznego!

Kiełki dla cieżarnych.

TO zdecydowanie dobry pomysł. Nawet bardziej niż dobry, bo o tym, że zawierają dużo wartości odżywczych to już pisałam nie raz łącznie z wyszczególnieniem co gdzie i ile. Ale są inne wyjątkowe właściwości kiełków, czyniących z nich niezastąpiony dodatek żywieniowy dla ciężarnych.

Panie które znają ciężar takiego brzucha doskonale zrozumieją o czym piszę.

 

1 – Wieczne podjadanie. Sławetne napadówki ciężarnych nie są przypadkowe.  Najczęściej to organizm woła nam o niezbędne składniki, jednak człowiek przyzwyczajony do dzisiejszych substytutów żywieniowych wypełnia się byle czym. Tak wiec gdy mamy ochotę na słodkie nie zapychajmy się  złodziejską sacharozą ale zjedzmy słodkie jabłko czy też garść siewki kukurydzy. I tak właściwie z każdym smakiem, bo nie o sam smak przecież chodzi ale o konkretne wartości jakie teoretycznie za nim się kryją.

2 – Zamiast tabletek.  Nie wszystkim odpowiada syntetyczna suplementacja a jednak w czasie ciąży jest wiele składników  na których jest zwiększone zapotrzebowanie.   Co istotne wiele z nich znajduje się właśnie w kiełkujących roślinach zatem można swobodnie uzupełnić potencjalne braki przy pomocy kiełków. Na przykład kwas foliowy znajdziemy w kiełkach brokuła, zaś zapotrzebowanie na białko możemy zaspokoić kiełkami soczewicy czy fasoli mung.

3 – Woda. Zdecydowanie sporo płynów potrzeba w tym czasie a kiełki zawierają w sobie około 90% wody a nawet więcej. To powoduje, że nawet jeśli z jakiś powodów mamy kłopoty z wypijaniem odpowiedniej ilości płynów, to podjadanie tak „wodnistych” produktów zdecydowanie korzystnie wpływa na nawodnienie organizmu.

4 – Dbałość o linię. Oj tak, mit o tym jak strasznie dużo tyje się w czasie ciąży jest straszliwy i niestety niejedna mama ulegając swym zachciankom rzeczywiście przybiera na wadze w większej ilości kilogramów niż sama ciąża by wskazywała. I tutaj znów kiełki są pomocne, bo choć są niezwykle wartościowe, to jednak w sumie to sama woda, zatem ryzyko utycia nie jest tak wysokie jak przy podjadaniu innych przekąsek.

5 – Miejsce w brzuchu. Rzecz którą odczuwa się dopiero w 3 trymestrze, ale jest zdecydowanie istotnym czynnikiem. Gdy maleństwo rośnie zaczyna powoli brakować miejsca na nasze własne narządy. Nagle oddychamy płycej, zjadamy mniejsze ilości, częściej czujemy głód a wszystko dlatego, że jest za mało miejsca na wszystko razem.  Wybór: najeść się lub swobodnie oddychać jest dość uciążliwy a gdy mamy naprawdę zapotrzebowanie by coś zjeść (w sensie smak)  to znów kiełki przychodzą nam z pomocą. Zapewniają naszemu organizmowi to co jest mu potrzebne (kiełki soczewicy gdy mamy potrzebę na coś bardziej sycącego, kiełki lucerny, gdy potrzebna lekka przekąska czy też jakiekolwiek inne które pasują nam smakiem) przy czym nie rozpychają żołądka i nie powodują ucisku na i tak obciążony już brzuch.

 

Tak wiec wszystkim ciężarnym i planującym powiększanie rodziny polecam zaznajomienie się z kiełkami, bo stanowią świetną alternatywę dla ciastek, syntetyków i wielu innych pokus z którymi niejedna przyszła mama się spotyka.

 

Piątkowa garść przepisów

Tak, pogoda iście jesienna i generalnie to przydały by się przepisy na pasztety i inne ciepłe wersje ale mój organizm zdecydowanie czuje wiosnę i wypatruje lata, bo wciąż głównym kierunkiem kulinarnym są sałatki.  Generalnie mój osobisty organizm porą zimową preferuje kasze wszelkiej maści, ale jak tylko wychodzi słońce i wszystko zaczyna się zielenić to sałatki, sałatki i jeszcze raz sałatki. wszelkie surowizny, zieleniny a na osłodę owoce. I co z tego, że za oknem deszczowo i szaro,  ja tam wciąż czuję,  że sałatki to jest to!

 

Co prawda wyszukiwanie fajnych przepisów gdy się siedzi w pracy jest dość uciążliwe, bo apetyt się wzmaga a jakoś nie ma się za wiele możliwości działania, ale przynajmniej wiem co dziś na obiad będzie.

 

Na stronie www.moj-lunch.pl  znalazłam Sałatkę Królika. Sama w sobie banalnie prosta i pewnie bym jej nie umieściła na Pestce, gdyby nie opowiastka o opornym mężu gardzącym zieleniną, którego jednak Sałatka Królika urzekła. Bo w sumie to jakieś takie popularne by mieć długie zęby na zieleninę i w pierwszym odruchu reagować „A co ja królik jestem?” Osobiście nie wiem skąd ta niechęć, ale zdecydowanie warto się przełamać i zieleniny więcej w diecie sobie zafundować. Nieprzekonanych może przekona właśnie poniższy przepis. Przynajmniej ma za sobą jeden sprawdzony sukces:

 

Sałatka Królika

Składniki:

  • 2 garście świeżych kiełków dowolnych nasion
  • 1 pomidor
  • 1/2 świeżego ogórka
  • kilka listków sałaty zielonej
  • szczypiorek
  • sól, pieprz
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego (opcjonalnie)

Dodatkowo: kilka kromek świeżego chlebka.

 

Kiełki łamiemy na mniejsze kawałki i wkładamy do większego naczynia. Ogórka i pomidora parzymy wrzątkiem i pomidora obieramy ze skórki. Następnie kroimy pomidora i ogórka w grubszą kostkę i przesypujemy do naczynia z kiełkami. Sałatę myjemy pod bieżącą wodą, odsączamy, rwiemy na mniejsze kawałki i razem z posiekanym szczypiorkiem dodajemy do pozostałych składników. Całość mieszamy i delikatnie solimy i pieprzymy. Ja czasem lubię jeszcze dodać jogurtu naturalnego lub sosu czosnkowego. I teraz albo można tę sałatkę zjeść z chlebkiem na lunch albo użyć ją jako surówki doobiadu.

Smacznego!

 

Oczywiście przepisy są kopiowane bez moich modyfikacji, zatem szperając po stronie autora zdecydowanie znaleźć możecie dokładnie to samo.

Kolejny przepis, znaleziony na cobylonaobiad.blox.pl bardziej pasuje do aktualnej aury, bo co prawda jest sałatkę, ale jednak taką bardziej jesienną i sycącą. No i ma tę „zaletę” dla „niekrólików”, że nie posiada sałaty w swoim składzie. Co istotne, oparta o kasze, stanowi bardzo pożywny i sycący posiłek, tak więc nie tylko jako dodatek do właściwego dania czy przekąska, ale też zdecydowanie nadaje się jako obiad sam w sobie.

Sałatka z kaszą

- resztka kaszy (najlepsza kasza słoneczna – gryczana z jaglaną z mojego pierwszego przepisu),
- pół cebuli,
- pół ogórka kiszonego,
- kiełki (dałam rzodkiewki i słonecznika),
- 2 pomidory z puszki
- sól, pieprz, ew. oliwa, olej.

Wykonanie:
Pokroić cebulę, ogórka i pomidory w kostkę, kiełki można przekroić na pół.
Jeśli gotujemy kaszę specjalnie na sałatkę trzeba do niej dodać oleju i pestek słonecznika.
Mieszamy wszystko razem.

 

W przepisie czytamy „resztka kaszy”.  Już śpieszę z wyjaśnieniem, skąd takie sformułowanie.  Po prostu ten wpis to wa przepisy na sałatki z pozostałości z dnia poprzedniego. Zatem choć można po prostu wykorzystać resztki z poprzedniego obiadu, to można również po prostu ugotować kaszę dokładnie dla tego przepisu.

 

Ale by nie było, że tylko standardy i resztki w dzisiejszym wpisie. Znalazłam też egzotykę, zatem jak ktoś ma ochotę na kulinarna podróż to polecam sałatkę znalezioną na allrecipes.pl

Orientalna sałatka z kiełkami
Składniki
1 marchewka
1 łodyga selera naciowego
1 duże deserowe jabłko
1 jabłko
100 g kiełków fasoli mung
50 g kiełków słonecznika
45 g kiełków lucerny

Orientalny sos
1 łyżka soku z limonki
1 łyżka świeżej kolendry, drobno posiekanej
2 łyżki oleju słonecznikowego
½ łyżeczki oleju sezamowego
½ łyżeczki jasnego sosu sojowego
1 łyżeczka świeżego imbiru, startego
sól i pieprz

 

Metoda przygotowania

Pokroić marchewkę na kawałki grubości 4 cm. Następnie pokroić wzdłuż w cienkie paski, a na koniec w słupki. Pokroić seler naciowy w słupki tej samej wielkości. Wykroić z jabłka gniazda nasienne i pokroić na 8 cząstek. Każdą pokroić w poprzek w cienkie słupki.
W misce wymieszać marchewkę z selerem naciowym, jabłkiem i wszystkimi kiełkami.
Przyrządzić sos, ucierając wszystkie składniki oraz dodając sól i pieprz. Polać nim sałatkę, starannie wymieszać i podawać.

 

Jak widać sałatka ta zdecydowanie jest orientalna, zatem miłośnikom kuchni indyjskiej na pewno będzie smakować, tradycjonalistom polecam jednak sałatkę z kaszą ;)

 

A na koniec coś bez kiełków. Beata Pawlikowska na swojej tablicy na FB umieściła taki oto przepis:

PORANNA SAŁATKA Z RUKOLI

dowolne ilości rukoli, roszponki i młodych listków szpinaku
pomidor malinowy drobno pokrojony
dwa małosolne ogórki w plasterkach
kozi ser drobno pokrojony
dwie łyżki pestek z dyni
dwie łyżki pestek słonecznika
trochę świeżej kolendry
trochę oliwy z oliwek
dobrego octu winnego.

Wymieszać i gotowe. Pyszne :)

 

I co jak co, wierzę, że pyszne :)

 

Tak wiec do wyboru, do koloru, sałatkowych inspiracji chyba na dziś już dość.

Piątkowa garść przepisów

Naszła mnie ochota na naleśniki. Ale ja nie lubię naleśników na słodko, wolę na słono i na ostro. Choć czasem na słodko tez lubię, tale tak po mojemu: żadnych dżemów czy nutelli. Pognieciony banan, pomarańcze kiwi a latem jeszcze lody. No ale dziś na ostro i z kiełkami.

Przepisy oczywiście wyszukane w necie, bo ja jak gotuję to chaos w kuchni panuje i tylko ja wiem (choć nie zawsze) co wrzuciłam do garnka. Proporcje nie istnieją a przyprawy żyją własnym życiem, tak wiec nijak w przepis swych działań nie umiem zmienić. Zaznaczę tylko, że uwielbiam w naleśnikach żółty ser, oliwki i kiełki rzodkiewki. Reszta to już jak najdzie ochota.

 

Na blogu Kuchenne Fantazje znalazłam taki oto przepis:

Razowe naleśniki z soczewicą i kiełkami

ciasto:
2 szklanki mleka ryżowego (może być inne)
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1/2 szklanki mąki kukurydzianej
1,25 szklanki mąki pszennej razowej
łyżka oliwy
szczypta soli

Wymieszać wszystkie składniki. Odstawić na około pół godziny. Następnie usmażyć na mocno rozgrzanej patelni (bez tłuszczu). Wyszły 4 duże, dość grube naleśniki.

farsz:
szklanka ugotowanej czerwonej soczewicy
płaska łyżeczka curry
mała czerwona cebula
kiełki (np. brokuła)

Na każdym naleśniku rozsmarować soczewicę wymieszaną z curry. Na tym położyć posiekaną cebulę i kiełki. Zwinąć.

 

Jak dla mnie bardzo smakowity choć warto zaznaczyć, że czerwona soczewica to nic innego jak obłuskana soczewica brązowa. Tak wiec jeśli chcemy zdrowiej to brązową polecam, ale czerwona ma niewątpliwe atuty wizualne.

Vegelicious na stronie przepisy.net oraz na swoim blogu umieściła naprawdę ciekawy przepis naleśnikowy.  Co prawda naleśnik standardowy a i farsz szpinakowy nie każdego zachwyci, jednak wraz z sosem orzechowym całość stanowi naprawdę interesującą mieszankę:

Ulubiony sos orzechowy Vegelicious i naleśniki ze szpinakiem i kiełkami

Składniki:

  • 4 łyżki masła orzechowego
  • 2 łyżki melasy
  • szczypta chilli
  • pół łyżeczki sproszkowanego czosnku
  • odrobina soli
  • kilka łyżek wody

W niedużej misce umieszczamy masło orzechowe, melasę, sól, chilli i czosnek. Dolewamy po łyżce wody cały czas mieszając, aż uzyskamy zadowalającą nas konsystencję, nie za rzadką, nie za gęstą.

Sos można przechowywać nawet do kilku dni w lodówce.

Jak już mamy gotowy sos czas na konkretne danie, czyli naleśniki ze szpinakiem i kiełkami fasoli mung.

Składniki:

  • 2 szkl. mąki pszennej
  • 1 szkl. mąki owsianej
  • szczypta soli
  • łyżka oleju
  • woda gazowana
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • opakowanie szpinaku mrożonego (liście)
  • pół puszki kiełków fasoli mung (lub kiełków soi)
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • 3 łyżki soku z cytryny

Szpinak rozmrażamy i dusimy z oliwą z oliwek na patelni. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, sok z cytryny i pół płaskiej łyżeczki soli. Gdy woda odparuje dodajemy kiełki, mieszamy, doprawiamy do smaku solą i pieprzem.

Łączymy razem mąkę, sól i łyżkę oleju. Następnie mieszając dolewamy wodę gazowaną aż powstałe ciasto naleśnikowe będzie miało lejącą konsystencję. Naleśniki smażymy na rozgrzanej patelni z odrobiną oleju. Przekładamy farszem szpinakowym i podajemy z sosem orzechowym i ulubionymi sałatkami i surówkami.

 

A jako, że ja uwielbiam wynalazki to na pewno przetestuję to zestawienie, tylko niech jakimś cudem nieco wolnego czasu mi się trafi.

 

Ogólnie naleśniki to zawsze ciekawa idea, mało kto ich nie lubi zaś farsz można zrobić w dowolnej konsystencji, smaku czy kolorze. Można je zapiec, można złożyć w trójkąt albo zwinąć w rulonik. Opcji naprawdę jest wiele a najfajniejsze jest to, że do środka możemy wrzucić wszystko co tylko nam odpowiada. I nawet jeśli przy wspólnym stole jest ktoś niechętny na przykład oliwkom, to nie ma kłopotu by zrobić wersje bezoliwkową, albo by zostawić kilka naleśników do posmarowania dżemem dla tych, którzy nie wyobrażają sobie naleśników na ostro.

 

Ech… zgłodniałam…

 

Smacznego!

Kiełki po indyjsku

Wczoraj an Facebooku  a-ajurweda.pl podrzuciła do siebie link do ciekawego przepisu. Jako że o ajurwedzie nie pisałam (bo i nie było podstaw ku temu) to trudno mi teraz temat rozwijać, szczególnie, ze ejst dość obszerny, niemniej przepis ciekawy zatem polecam:

Kiełki dobrze komponują się z maślanką i ryżem. Są źródłem wielu cennych witamin i minerałów.

 

Kiełki po indyjsku

Czas przygotowania: 30 minut

Porcja dla 4-5 osób

 

- Wata, – Pitta, – Kapha*

 

2 szklanki kiełków fasoli mung (½ szklanki suchej, jeśli robisz je sam)

2 łyżki oleju słonecznikowego

1 łyżeczka soli morskiej

½ łyżeczki kurkumy

1/8 szklanki wody

2 łyżeczki zmielonej kolendry

¼ łyżeczki curry

2 łyżeczki syropu z ryżu brązowego

1/8 pikantnej zielonej papryczki, pokrojonej (wedle uznania, pomiń dla pitta)

 

Przygotowanie:

Umyj kiełki w zimnej wodzie. Rozgrzej olej na patelni i dodaj kiełki. Dodaj sól, wodę i kurkumę. Przykryj i gotuj przez 20 minut na małym ogniu. Kiedy kiełki będą miękkie, dodaj pozostałe składniki i dobrze wymieszaj. Gotuj kolejne 10 minut.

 

*+ potrawa nasila cechy danej doszy

0 potrawa o właściwościach neutralnych

- potrawa osłabia cechy danej doszy

 

 

Fragment książki Ajurwedyjska książka kucharska Amadea Morningstar. Książka ukaże się w marcu 2011r. w serii a-ajurweda.pl, nakładem wydawnictwa A-ti information services.

 

 

życzę smacznego!

 

Konkurs Jesienny

A był sobie taki na zaprzyjaźnionym forum. Co prawda nie cieszył się specjalnym zainteresowaniem, ale mamy dwa świetne przepisy na jesienne zupki.

Przepis Shamanki – zdecydowanie idealny na zimne wieczory nie tylko jesienne ale i zimowe.

Rozgrzewająca Zupa Imbirowa na jesienne wieczory:

Potrzebne będą: 1 cebula, 3 marchewki, pietruszka, seler, kolendra (kilka liści), czosnek minimum 2 ząbki, korzeń imbiru (wielkosć około 3 cm), pół cytryny (starta skórka), szklanka soku pomarańczowego, oliwa, 1/2 bulionu (ja mam zawsze warzywny w zamrażarce na takie okazje). Garść kiełków z fasoli mung (lub innych – nie polecam tylko z kapusty bo smak nie najlepiej się komponuje), jak ktoś lubi na ostro to papryczka chili lub przyprawa chili ewentualnie pieprz cayenne, sól, pieprz, łyżka śmietany.

Sposób przyrządzenia

Warzywa podsmażyć pokrojone w kostkę wraz z tartym imbirem (zetrzeć na drobnych oczkach) i wyciśniętym czosnkiem. Następnie ugotować w bulionie do miękkości i przyprawić do smaku. Pod koniec gotowania dodać startą skórkę cytryny i szklankę świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy. Zupa powinna być dość gęsta. Na koniec zmiksować na krem, podawać na ciepło przystrojone mała łyżką śmietany i posypana kiełkami. Można też dodać ziarna sezamu z kiełkami.

Zupę gotuję zwykle w jesienne i zimowe popołudnia. Rozgrzewa od środka, a smak i aromat przenosi nas na chwilę w ciepłe egzotyczne kraje. A przy tym jest spora dawką witaminową.

Smacznego

PS
Niebawem zamieszczę drugi przepis, bo też jest wart uwagi a zdecydowanie mniej kosztowny.

Bakłażanowe involtini z kiełkami fasoli mung.

Dziś wyjątkowo.
I to nie tylko wyjątkowo smacznie. Ania napisała do nas i podzieliła się swoim przepisem. Mnie to cieszy niezmiernie. Zatem poniżej przepis za który Ani dziękujemy i prosimy o więcej! Pozostałym życzymy smacznego. :)

Bakłażanowe involtini z kiełkami fasoli mung.

1 duży bakłażan lub 2 mniejsze
1 puszka pomidorów w całości
300 g sera feta
200 ml kuskusu (lub bulguru lub kaszy jaglanej)

1 szklanka kiełków fasoli mung
2 cebule
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki oregano
1 łyżeczka cukru
1 jajko
spora szczypta cynamonu
świeżo mielony pieprz
zwykła oliwa z oliwek

Umyj bakłażana i obetnij zieloną końcówkę, następnie pokrój wzdłuż na cienkie, paro milimetrowej grubości plastry. Mnie z dużego bakłażana wychodzi co najmniej 12 plastrów. Obtaczaj bakłażana delikatnie w oliwie (lub posmaruj pędzelkiem), usmaż na patelni grillowej.
Pokrój cebulę w drobną kostkę i zeszklij na 2 łyżkach oliwy, pod koniec smażenia dodaj rozgniecione ząbki czosnku. Przełóż połowę cebuli do średniej wielkości miski. Resztę cebuli zalej sokiem z pomidorów z puszki, dodaj 1 łyżeczkę cukru, 1 czubatą łyżeczkę oregano, wyłącz gdy się zagotuje. Dodaj pokrojone w ćwiartki pomidory z puszki, dodaj świeżo starty pieprz.
Do miski z pozostałą cebulą wsyp kuskus, 1 czubatą łyżeczkę oregano i zalej wrzątkiem, tak by po zamieszaniu woda wystawała na jakieś 5-7 mm ponad poziom kuskusu (jeżeli używasz kaszy jaglanej to należy ją oczywiście ugotować, a cebulę i oregano dodać po gotowaniu :) ). Po około 5 minutach kuskus powinien być gotowy. Dodaj połowę fety pokrojonej w 0,5-1 cm kostkę, kiełki oraz jajko rozkłócone ze sporą szczyptą cynamonu. Farszu nie solę, przy takiej ilości fety potrawa jest dla mnie wystarczająco słona.
Nakładaj porcje farszu na szerszych końcach plastrów bakłażana, zwijaj roladki i układaj od razu w naczyniu do zapiekania (ok. 20×30 cm). Na roladkach rozłóż sos pomidorowy oraz grubsze 1,5 cm kostki fety.
Zapiekaj 25 minut w 180 C z termoobiegiem.

Witaminy w kiełkach – Witamina B5

Witamina B5 (kwas pantotenowy) – nazywana kwasem pantotenowym w rzeczywistości jest mieszaniną różnych związków w którym ów kwas jest częścią składową. Jest bardzo popularna i wszechobecna (na co sama nazwa już wskazuje – „pan” oznacza wszech). Podobnie jednak jak z poprzednimi witaminami z grupy B, większym problemem są zagrożenia dla jej zniszczenia w organizmie nic sam niedobór z racji nieodpowiednich jej ilości. Zatem ograniczenie używek zdecydowanie lepiej wpłynie na organizm niż zwiększanie spożycia danego produktu.

W przypadku kiełków znaleźć ja można w: lucernie, brokułach, adzuki, mung, kapuście, koniczynie, kozieradce, pszenicy, soczewicy.

Na polepszenie wchłaniania wpływają: kompleks witamin B oraz kwas para-aminobenzoesowy

na surowo czy na ciepło?

Kiełki to głównie surowe jedzenie, jednak nie zawsze jest to wskazane.  Tak jak rzeżuchę, słonecznik czy rzodkiewkę możemy śmiało zajadać na surowo dekorując nią kanapki, dodając do sałatek czy po prostu podjadając ot tak, to jednak kiełki strączków czy zbóż lepiej podgrzać.  Spowodowane jest to kilkoma względami, ale jednocześnie urozmaica kulinarne możliwości.

W kuchni azjatyckiej kiełki soi, fasoli mung czy adzuki to wręcz codzienność. Są one dodawane pod koniec przygotowywania potrawy, tak iż na krótko trafiają w cieplejsze warunki ale to wystarcza zarówno by ograniczyć niestrawności, które mogą spowodować, jak i by wzmóc ich działanie prozdrowotne. Kiełki strączków są lżej strawne niż ich dorosłe odpowiedniki, jednak mogą powodować na przykład bóle brzucha. Dlatego poleca się ich blanszowanie (Blanszowanie polega na sparzeniu wrzątkiem, krótkim podduszeniu na parze lub krótkim zanurzeniu w gorącej wodzie) aby tego efektu uniknąć.  Chińczycy mają inny sposób – dorzucają kiełki do gotowej już potrawy, tak by przez chwilę nabrały wyższej temperatury w woku.

Wszystko super, ino wciąż nie ma odpowiedzi na podstawowe pytanie: dlaczego?

Nasiono zawiera wszystko to, czego potrzebuje roślina do rozwoju. Natura jednak chroni to nasiono i póki nie jest to niezbędne, przetrzymuje substancje odżywcze w związkach, które są łatwiejsze do magazynowania ale trudniejsze do strawienia i przyswojenia.  Aby nasiono aktywować potrzeba kilku czynników. Aktywowanie do wzrostu to jest proste – woda i światło. Jednak aby kiełki zbóż czy strączków były dobrze przyswajalne potrzeba jeszcze inkubacji poprzez ciepło.

Zwróćcie uwagę, że nie jadamy surowej fasoli czy mąki. Babcie nie raz przestrzegały by nie jeść surowego ciasta (ino pewnie nikt nie słuchał), bo może brzuch boleć. Spowodowane jest to tym, ze dopiero wyższa temperatura aktywuje enzymy, które rozbijają skomplikowane struktury na łatwo przyswajalne związki.

Maksymalną temperaturą inkubacji jest 47 stopni. W wyższych temperaturach substancje aktywne (enzymy, które są głównie białkami)  giną (ulegają denaturacji), zatem co prawda ból brzucha już nie grozi, ale kiełki tracą wszystko to co w nich cenne. Jednak wystarczy 10-15 minut w temperaturze około 40 stopni by wszystkie związki uległy przemianie do swych prostszych i lepiej strawnych nam wersji.

Tak wiec nie obawiajmy się kiełków na ciepło, bo nie tylko surowe jeść można. Co prawda kiełki roślin oleistych spokojnie na surowo zjadać możemy, jednak te „mączne” lepiej podgrzać. Są nie tylko zdrowsze, ale też smaczniejsze.

zimno

Tak wiem, jest środa ale jest też zimno, a ja jestem głodna. Najchętniej bym zjadła coś na ciepło, ale nie bardzo mam teraz możliwość, to przynajmniej powertowałam przepisy i stwierdziłam ze coś na ciepło zjeść będzie trzeba jak tylko z pracy wrócę. Idee mam trzy ale podzielę się jedną:

Czerwona kapucha z kiełkami mung

ot czerwone z zielonym + uprażony sezam na kontrast i imbir dla rozgrzania.

Rzecz prosta: czerwona kapusta, czerwona papryka, marchewka + cokolwiek co da się poszatkować i jest czerwone szatkujemy.

Tę czerwoną mieszankę podsmażamy i ewentualnie dorzucamy też poszatkowaną cebulkę czy pora, ale to wedle gustu.  Przypominam, że marchewka i papryka są słodkie, zatem warto to czymś złamać.

Imbir zetrzeć i też dodać do podsmażanych warzyw.

Gdy warzywka są już na talerzu to dodać na nie kiełki mung, posypać uprażonym sezamem (prażymy na suchej patelni – przypisek dla tych co nie wiedzą) i doprawić sosem sojowym.

To moja koncepcja na obiad :)

No i niech zrobi się cieplej. Choć te 20 stopni proszę.