Archiwa tagu: kiełki

Piątek kulinarny

Dziś bez przepisów ale kulinarnie.

Nie to bym koncepcji na przepisy nie miała, czy tez brakowałoby mi czegoś wyszukanego z netu, ale zamysł na dzisiejszy tekst właściwie przeczy podawaniu gotowych przepisów. Chcę dziś kilka słów o sałatkach napisać, ale nieco inaczej pomyślanych. Oczywiście osoby, które znają kiełki i jedzą je  od dawna nic nowego pewnie nie przeczytają, ale dla początkujących kiełkujących może być to odkrycie.

 

Koncepcja sałatki jest prosta: sałata, dodatki, przyprawy, sos. Chyba każdy potrafi ją przygotować, bo przecież w zasadzie chodzi o pokrojenie składników.  Sam smak głównie pochodzi właśnie od nich i jedyne co można popsuć to sos, ale zawsze można zrobić jakiś sprawdzony by nie było niespodzianki. Kłopoty z sałatkami mogą tez być, gdy eksperymentujemy z nowymi składnikami, ale kiedy zaczynamy, zawsze można oprzeć się na popularnych zestawieniach. No ale tutaj docieramy do sedna oraz do tego, że dziś podawanie przepisów mija się z celem.

 

Chodzi o to, by w dowolnym przepisie zamienić sałatę na kiełki.

Większość osób dodaje kiełki jako jeden ze składników, ale można przygotować sałatkę na kiełkach zamiast na sałacie.  I tak jak mamy wiele różnych sałat tak i kiełki są bardzo różnorodne i można uzyskać różne efekty. Jeśli w ulubionej sałatce jest charakterystyczna dla sałat  goryczka to roszponka jest tu doskonałą bazą. Niestety roszponka jest bardzo drobna i delikatna, zatem potrzebujemy naprawdę większą ilość. Ale są też inne kiełki mogące stanowić bazę sałatki.

 

Czasem spotyka się kiełki pszenicy w tej roli, ale tu pragnę przypomnieć, że pszenica ma właściwości przeczyszczające, zatem nie przesadzajmy z ilością takiej sałatki. Są jednak i inne kiełki zdecydowanie nadające się do tej roli. Dość często spotkać można sałatki robione na bazie kiełków fasoli mung czy też kiełki słonecznika i to na pewno trafione  smaki, jednak w trakcie testowania uznałam, że hitem mogą być kiełki szpinaku w tej roli.  Też mało znany smak, ale sałatki robione na świeżych liściach szpinaku są po prostu przepyszne i nawet przeciwnicy szpinaku najczęściej nie orientują się co jedzą. Siewki szpinaku są bardzo smaczne i soczyste zatem zdecydowanie nadają się do przygotowania sałatek, choć przyznam, że ten akurat przykład to czysta teoria z mojej strony, jednak nie długo przerodzi się w praktykę.

 

Tak więc dziś bez przepisów ale kulinarnie i mam nadzieję, że inspirująco. Bo kiełki to nie tylko dodatek do kanapek i sałatek, ale również, podstawa niejednej ciekawej potrawy.

 

Smacznego!

Piątkowa pokonkursowa garść przepisów.

Tak więc dziś przyszedł czas, by opublikować przepisy zwycięzców.

Okonomiyaki – japońskie placki z kapustą i kiełkami

Składniki:

1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka zimnej wody
1 jajko
sól do smaku
pieprz
czerwona papryka w proszku

1/4 główki białej kapusty
kiełki mung (inne na pewno też by pasowały)
olej do smażenia

ew. tofu wędzone lub inne smakowe
ew. 1 jajko na każdy placek

Przygotowanie:

Mąkę z wodą, jajkiem i przyprawami zmiksowałam na ciasto. Dodałam poszatkowaną drobno i cienko kapustę oraz kiełki.

Na dużej patelni rozgrzałam olej, wrzuciłam 1/3 powyższej mieszanki, przyklepałam, zmniejszyłam ogień, bo kapusta musi zmięknąć. Odwracałam łącznie 3-4 razy. Obok położyłam cienkie plasterki wędzonego tofu, żeby ładnie się przyrumieniły – były smaczne i bardzo pasowały do potrawy. Na wierzch placka rzuciłam rozbite jajko i podsmażyłam go z obu stron – razem było bardzo dobre.

Po zdjęciu wszystkiego usmażyłam dwa kolejne placki.

Wskazówki i uwagi:

Oprócz kapusty i kiełków można dodać inne warzywa – surowe, smażone, gotowane – odpowiednio rozdrobnione. Podczas smażenia też można kłaść na wierzch i razem obsmażać różne dodatki. To samo przyprawy – należy dobierać w zależności od dodatków i gustu.

Ten przepis jest tylko spolszczoną wersją japońskiego przepisu i w necie, również na YouTubie, jest pełno różnych propozycji. Dodatkowo filmiki, jak to się robi w Japonii, a jak w Polsce lub innych krajach.

Zielona zupa-krem ze świeżych ogórków z dodatkiem kiełków

Składniki:

ziemniaki 2-3 średniej wielkości
ogórki 1-1,5 szklarniowego lub kilka gruntowych
brokuł 1/2 szt.
kostka rosołowa warzywna – 2 szt.
cebula 1 nieduża
czosnek 2-3 małe ząbki
sól
odrobina pieprzu
kilka kropli soku z cytryny lub limonki
ew. inne przyprawy w zależności od upodobańkiełki lucerny 1 opakowanie (lub inne o konkretnym smaku, w zależności od upodobań)
ew. sałata, np. roszponka (znakomicie pasuje, a nie trzeba kroić, bo ma drobne listeczki)
ew. odrobina śmietany lub mleka

Przygotowanie: 15-30 min.

Umyć wszystkie warzywa. Obrane i pokrojone ziemniaki, pokrojony w kostkę ogórek i różyczki brokuła zalać (przykryć) wrzątkiem, dodać kostkę rosołową – gotować. Plasterki cebuli należy obsmażyć delikatnie na patelni i wrzucić do gotujących się warzyw.

Gdy ziemniaki są miękkie, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, przyprawy, wcisnąć kilka kropel soku z cytryny, chwilę pogotować.

Zmiksować zupę na krem, ewentualnie znowu zagotować, podawać. Na talerzu wrzucić pokrojone kiełki (do gorącej zupy) i ew. sałatę, można też dodać łyżkę śmietany.

Wskazówki i uwagi:

Lepiej smakuje zupa z ogórków gruntowych.
Można nie miksować zupy, jeśli warzywa są odpowiednio rozdrobnione.
Następnym razem planuję poeksperymentować z porem zamiast brokuła. Zastanawiam się też nad wrzuceniem czerwonej fasoli (z puszki) do zmiksowanej już zupy. A może drobny makaronik?
Te dwa przepisy wybiły się zdecydowanie ponad wszechobecne sałatki z kiełkami, a że przysłała je jedna i ta sama osoba, to nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, że to przepisy zwycięskie.
Drugie miejsce daliśmy już jednak sałatce i o dziwo też dość zgodnie ustaliliśmy która z nich zostanie wyróżniona:

Wiosenny poranek z awokado, rzodkiewką i ogórkiem

Składniki:

1 lekko miękkie awokado
1 pęczek świeżej rzodkiewki
1 ogórek szklarniany
ser typu brie lub tofu (najlepiej wędzone)
pieprz
sól
rzeżucha
pestki słonecznika
sok z 1/4 cytryny

Przygotowanie: do 15 min.

Awokado opłukać, obrać i pokroić w kosteczkę. Skroić również ogórek, rzodkiewkę oraz serek. Wszystko ułożyć w misce, doprawić pieprzem i solą, wymieszać delikatnie. Następnie całość posypać kiełkami rzeżuchy oraz pestkami słonecznika. Skropić delikatnie cytryną, żeby awokado nam nie ściemniało

Wskazówki i uwagi:

Rzeżucha jest dwukrotnie bogatsza w witaminę C niż pomidory, co czyni z niej idealny składnik naszej diety na okres przejściowy między zimą a wiosną. Dzięki niej jesteśmy bowiem zdrowsi  Rzodkiewka natomiast bardzo dobrze wpływa na trawienie oraz na wątrobę. Awokado z kolei zawiera bardzo wiele nienasyconych kwasów tłuszczowych, czyli tzw. „dobrego tłuszczu”. Pomaga łagodzić zmiany nastrojów, stres oraz dolegliwości żołądkowe.

 

No ale przy trzecim miejscu zaczęły się dyskusje. Może nie jakieś straszliwie burzliwe, ale jednak miały miejsce i efektem tego przyznaliśmy dwa trzecie miejsca.

Kiełkowa harmonia smaków na śniadanie

Składniki:

biały ser, 50-100 g na osobę
garść ulubionych kiełków (np. rzodkiewki, gorczycy, rzeżuchy, koniczyny itp.]
szczypta soli
szczypta pieprzu
kilkanaście kropli soku z cytryny
olej/oliwa (preferowany z pierwszego tłoczenia, z nienasyconymi kwasami tłuszczowymi)
odrobina płynnego miodu
kilka-kilkanaście sztuk orzechów pistacjowych bądź innych, które mamy „pod ręką”; ewentualnie prażone ziarno sezamu

Przygotowanie: do 15 min.

Do miseczki wrzucamy po garści ulubionych kiełków na osobę. Solimy i pieprzymy do smaku. Skrapiamy sokiem z cytryny aby zaostrzyć smak. Wlewamy odrobinę oleju [aby polepszyć wchłanianie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, a także jako źródło NNKT]. Dodajemy kilka kropli płynnego miodu, aby nieco „złamać” smak.

Kruszymy biały ser w palcach i wsypujemy do miseczki. Niedbale mieszamy nie rozgniatając sera. Kroimy dość „grubo” orzeszki i posypujemy nasze danie. Następnie pałaszujemy ze smakiem

Wskazówki i uwagi:

Wszelkie eksperymentowanie co do proporcji i stosowanych dodatków jak najbardziej wskazane

Chrupiąca tortilla z serem, warzywami i kiełkami

Składniki:

tortilla:
50 g mąki pszennej 550
100 g maki kukurydzianej
150 g mąki pszennej pełnoziarnistej
sól
przyprawy, np.: lubczyk, bazylia, oregano, chilli, zioła prowansalskie, korzeń lubczyku
łyżka oliwy lub więcej
1 szklanka wrzątku 

nadzienie:
mozarella lub żółty ser
świeże warzywa: sałata, papryka, rzodkiewka, ogórek, kukurydza, papryka i co jeszcze jest w domu
kiełki: lucerny, rzodkiewki, soczewicy i fasoli (np. cow peas)

sos:
jogurt naturalny (75 g)
2 łyżeczki majonezu (więcej majonezu to gęstszy i cięższy sos)
ząbek czosnku
korzeń lubczyku
zioła prowansalskie
bazylia
oregano
lubczyk
koperek
świeży szczypiorek

Przygotowanie:

Tortilla: Składniki wymieszać (najlepiej łyżką, żeby się nie poparzyć) i odstawić na chwilę. Znów wymieszać, i ewentualnie dosypać mąki. Ciasto podzielić na 6 części, rozwałkować na cienkie placki. Smażyć na rozgrzanej patelni bez tłuszczu około 1-2 minut aż na każdej stronie zrobią się bąble i ciasto wyschnie.

Składniki sosu wymieszać i wstawić do lodówki. Przygotować warzywa.

Na placki nakładany najpierw cienko pokrojony ser, warzywa, kiełki i łyżkę sosu. Zawijamy i podgrzewamy na patelni chwilę tak żeby ser się rozpuścił. Podajemy z pozostałym sosem.

I wiem, że tego tutaj nie widać, ale do tortilli dostaliśmy cały zestaw zdjęć dokumentujących poszczególne etapy wykonania, zatem Pani Ida zdecydowanie zaskoczyła nas starannością przygotowania przepisu.
Wszystkie przepisy, tak te nagrodzone jak i nie, oraz wiele innych znaleźć można na Puszce którą serdecznie polecam jako źródło kulinarnych inspiracji.  A na koniec podam jeszcze jeden przepis, którego niestety nie nagrodziliśmy ale tylko przez wzgląd na brak możliwości kontaktu z osobą która przepis nadesłała. decydowanie rzeżucha może nadać potrawie wyjątkowy smak zatem zachęcam do wypróbowania, a autora mam nadzieję nagrodzimy w jakimś kolejnym konkursie, bo na pewno ma więcej ciekawych pomysłów.

Pasztet z soczewicy z warzywami i rzeżuchą

Składniki:

1 szklanka soczewicy czerwonej
4 cebule
4 marchewki
1/4 selera (korzeń)
oliwa do smażenia
2-3 ząbki czosnku
sól
przyprawy, np. pieprz
rzeżucha
3 jajka
+ bułka tarta do wysypania formy

Przygotowanie: 30-60 min.

Soczewicę przelewam zimną wodą, gotuję do miękkości.

Cebulę kroję w drobną kosteczkę, marchewkę oraz seler ucieram na grubych oczkach. Tak przygotowane warzywa smażę na oliwie, aż będą miękkie. Dodaję czosnek i przyprawy.

Do ostudzonej soczewicy dodaję posiekaną rzeżuchę, podsmażone warzywa i roztrzepane jajka. Taką masę (przypomina mi trochę ciasto marchewkowe :) wlewam do blaszki na keks wcześniej wysmarowanej tłuszczem i obsypanej bułką tartą. Wstawiam do nagrzanego do 180°C piekarnika i piekę 30-35 minut.

Wskazówki i uwagi:

Przyprawy jakich używam to sól i pieprz. Lubię lekko ostry smak rzeżuchy i dlatego nie dadaję nic innego, ale myślę, że papryka albo chili mogłyby równie pasować.

Zanim wyjmę pasztet z blaszki czekam aż zupełnie ostygnie.

Raz jeszcze dziękujemy wszystkim uczestnikom i gratulujemy zwycięzcom. A wszystkim, którzy czytają i planują przepisy wykorzystać życzymy smacznego !


Małe opakowania nasion na kiełki i nasiona ziół już w sklepie!

Tak jak Pao zapowiadała, w sklepie pojawiło się bardzo dużo nowych produktów.

Udało się nam wynegocjować dobre ceny na małe opakowania nasion na kiełki, produkowane przez jedną z najlepszych firm nasienniczych w Polsce. Te dobre ceny udało się uzyskać nie tylko na nasiona na kiełki, ale też na nasiona ziół, co spowodowało dodanie pierwszej w historii sklepu kategorii kompletnie nie związanej z kiełkowaniem. Natomiast jest to dział związany zarówno z jedzeniem, jak i naszym zdrowiem, także naszym zdaniem perfekcyjnie pasuje do założeń.

Tak więc zapraszamy do zapoznania się z nowościami:

Hodowka w woreczku

To chyba moja ulubiona forma. Ma w sobie jakiś niewymowny wdzięk.  Przynajmniej dla mnie. Może nieco dlatego, ze kojarzy mi się z taką kuchnią pełną ziół prosto z łąki? z suszoną miętą wiszącą na ścianie?  Tak może nieco romantycznie i mocno niewspółcześnie ale niewątpliwie z klimatem i smakiem. Zresztą zobaczcie zdjęcia.

Jak dla mnie, taki wiszący woreczek ma naprawdę niemały urok i może być nie tylko praktycznym sposobem na zdrowe jedzenie w domu ale też naprawdę ciekawą ozdobą.  Szczególnie, ze wykonanie go jest proste, zaś obsługa jeszcze łatwiejsza.

(zdjęcie zapożyczone z www.kielki.info – dziękujemy)

Wykonanie takiego woreczka nie jest trudne.  Gorzej jeśli mamy ochotę go ładnie ozdobić, ale to już tylko inwencja własna się kłania. Hmmm, właściwie to fajna koncepcja na konkurs, ale o tym kiedy indziej ;)

Woreczki lniane lub konopne uszyć można według najprostszych wzorów.  Ot, zszyć prostokąt, przeszyć by było miejsce na sznurek i gotowe. Na allegro widziałam gotowe woreczki, ale nylonowe a tym brakuje wiele tak do uroku jak i naturalności, ale co kto lubi.

A co do samej hodowli:

Najczęściej kiełkuje się w workach zboża i strączki. Jest w nich doskonała wentylacja a nadmiar wody na pewno odcieknie. Metoda też niezastąpiona przy hodowli kiełków, które lubią śluzem obrastać tak wiec soi czy gorczycy. Poza woreczkiem potrzebujemy tylko miejsce w którym można odwiesić no i miejsce w które woda będzie ściekać. A tu opcji może być dużo, ot wystarczy odłożyć na durszlaku czy też na suszarce do naczyń albo bezpośrednio powiesić na kranie nad zlewem.  Ale proszę się nie niepokoić, to nie jest stałe miejsce dla woreczka a tylko na kilka minut dziennie.

Metoda jest banalnie prosta. Nasiona moczymy jak przy każdej innej metodzie. Potem je wkładamy do woreczka i dwa razy dziennie ów woreczek pełen nasion moczymy w letniej wodzie tak by się śluzy wypłukały a nasiona nawodniły. Potem woreczek odwieszamy, by nadmiar wody odciekł, a trwa to minutę może trzy. Tak więc jak widać pracy przy kiełkach niewiele, żadnych straszliwych wynalazków nie trzeba szukać i o kilku dniach możemy się cieszyć z pysznej przekąski.

na surowo czy na ciepło?

Kiełki to głównie surowe jedzenie, jednak nie zawsze jest to wskazane.  Tak jak rzeżuchę, słonecznik czy rzodkiewkę możemy śmiało zajadać na surowo dekorując nią kanapki, dodając do sałatek czy po prostu podjadając ot tak, to jednak kiełki strączków czy zbóż lepiej podgrzać.  Spowodowane jest to kilkoma względami, ale jednocześnie urozmaica kulinarne możliwości.

W kuchni azjatyckiej kiełki soi, fasoli mung czy adzuki to wręcz codzienność. Są one dodawane pod koniec przygotowywania potrawy, tak iż na krótko trafiają w cieplejsze warunki ale to wystarcza zarówno by ograniczyć niestrawności, które mogą spowodować, jak i by wzmóc ich działanie prozdrowotne. Kiełki strączków są lżej strawne niż ich dorosłe odpowiedniki, jednak mogą powodować na przykład bóle brzucha. Dlatego poleca się ich blanszowanie (Blanszowanie polega na sparzeniu wrzątkiem, krótkim podduszeniu na parze lub krótkim zanurzeniu w gorącej wodzie) aby tego efektu uniknąć.  Chińczycy mają inny sposób – dorzucają kiełki do gotowej już potrawy, tak by przez chwilę nabrały wyższej temperatury w woku.

Wszystko super, ino wciąż nie ma odpowiedzi na podstawowe pytanie: dlaczego?

Nasiono zawiera wszystko to, czego potrzebuje roślina do rozwoju. Natura jednak chroni to nasiono i póki nie jest to niezbędne, przetrzymuje substancje odżywcze w związkach, które są łatwiejsze do magazynowania ale trudniejsze do strawienia i przyswojenia.  Aby nasiono aktywować potrzeba kilku czynników. Aktywowanie do wzrostu to jest proste – woda i światło. Jednak aby kiełki zbóż czy strączków były dobrze przyswajalne potrzeba jeszcze inkubacji poprzez ciepło.

Zwróćcie uwagę, że nie jadamy surowej fasoli czy mąki. Babcie nie raz przestrzegały by nie jeść surowego ciasta (ino pewnie nikt nie słuchał), bo może brzuch boleć. Spowodowane jest to tym, ze dopiero wyższa temperatura aktywuje enzymy, które rozbijają skomplikowane struktury na łatwo przyswajalne związki.

Maksymalną temperaturą inkubacji jest 47 stopni. W wyższych temperaturach substancje aktywne (enzymy, które są głównie białkami)  giną (ulegają denaturacji), zatem co prawda ból brzucha już nie grozi, ale kiełki tracą wszystko to co w nich cenne. Jednak wystarczy 10-15 minut w temperaturze około 40 stopni by wszystkie związki uległy przemianie do swych prostszych i lepiej strawnych nam wersji.

Tak wiec nie obawiajmy się kiełków na ciepło, bo nie tylko surowe jeść można. Co prawda kiełki roślin oleistych spokojnie na surowo zjadać możemy, jednak te „mączne” lepiej podgrzać. Są nie tylko zdrowsze, ale też smaczniejsze.

kiełki słonecznika – hodowla

Pomimo nieprzyjaznej łupinki są bardzo przyjazne w hodowli. Szczególnie, jeśli chcemy siewki, bowiem wtedy mamy mniej pracy. W przypadku kiełków  dochodzi nam obłuskanie ich z łupinki, która niezbyt chętnie odchodzi. Tak jak w przypadku wielu kiełków można zjeść razem z łupinką lub zwykłe przepłukanie wystarcza  by łupinek się pozbyć, tutaj dzieje się tak dopiero przy siewkach, gdy  zielone listki same pozbędą się zbędnego ciężaru.

Hodować je można w bardzo wielu warunkach i na wiele sposobów.  Są wytrzymałe, ale trzeba pamiętać, że osłonki (takie błonki pod łupinką) są bardzo podatne na gnicie, zatem gdy tylko pojawią się gdzieś w hodowli trzeba je po prostu usuwać. Ale to dotyczy głównie nasion łuskanych, a ich nie polecamy.

W przypadku siewki (czyli wyrośniętych zielonych pędów), najlepsze efekty są przy hodowli w ziemi. Wynika to z faktu, iż roślina pobiera dodatkowe wartości z gleby, więc dobra ziemia, dobra woda, dobre nasiona i słońce zdecydowanie zaowocują pyszną zieleniną. Zbiór wtedy też jest prosty, bo wystarczy przyciąć. Zdecydowanie najlepsza metoda, jeśli chcemy pozyskać większe ilości na przykład na sałatkę.

W dodatku nie jest trudna.

Nasiona moczymy 12 godzin do 24 godzin. Potem wystarczy wysypać na ziemię, spryskać wodą i zadbać o umiarkowane światło. Podlewamy 1-2 razy na dzień, w zależności od temperatury i wilgotności. A potem cieszymy się smaczna zieleniną. Przed ścięciem warto jednak ją poczochrać aby odpadły łupinki, bo nie wszystkie chcą spaść samodzielnie.

Ale uwaga – w ten sposób nasiona kiełkują i wzrastają nierównomiernie, zatem to dobra metoda, gdy chcemy podjadać, ale jeśli zależy nam na większej ilości, na przykład na sałatkę, należy wcześniej nasiona podkiełkować. Jeśli po namoczeni (12 godzin) podkiełkujemy je 2 dni, to po jakiś 7-8 dniach od namoczenia mamy przecinkę całości.

Zieleninę możemy też uzyskać przy hodowli na ligninie lub na gazie.Roślina również wzejdzie, jednak pozbawiona gleby będzie nieco uboższa w wartości odżywcze.  Myślę, że te metody są powszechnie znane (nie dość że na święta rzeżuchę się kiełkuje to jeszcze w szkołach pierwszaki na wiosnę mają to zadane) ale przypomnę w dwóch zdaniach:

Lignina – na spodeczku kładziemy zwilżony kawałek ligniny lub waty, wysypujemy na to namoczone (12 do 24 godzin) nasiona a potem dbamy by lignina nie wyschła. Podcinamy zieleninę, jak ma dwa listki a zanim wyrosną kolejne.

Gaza – jak zawsze moczymy, potem płuczemy, a potem potrzebujemy naczynia z wodą, gumkę i gazę. naczynie przykrywamy gazą i mocujemy ją gumką na obwodzie. staramy się, by woda była blisko gazy tak by gaza była wilgotna, ale jednocześnie by nie była zanurzona w wodzie. Na gazie kładziemy nasiona i dbamy by miały wodę blisko, ale by nie były w niej zanurzone bo mogą zgnić.

No i jest jeszcze jedna metoda – na sitku, ale tę chcę opisać teraz, bo jako jedyna przydatna i niedroga do podkiełkowania nasion przez wysiewem.

Na sitku – podobnie jak przy gazie, ale mniej kłopotliwie jeśli kiełek się zaplącze w oczka. W przypadku gazy można się nieźle zaplątać przy sitku nie ma tego ryzyka. Umieszczamy namoczone nasiona na sitku, tak by były blisko wody ale by nie były zanurzone.  Gdy tylko wykiełkują mamy dwie opcje:

  • wysiać do gleby
  • obłuskać i zjeść jako kiełki

Na rynku dostępne są różne kiełkowniki, jednak te trójpoziomowe plastikowe, okrągłe niestety nie nadają się do kiełkowania. Rośliny się w nich zaparzają, plon jest ubogi a pleśni jest dużo. Syfony nie odprowadzają wody tak wiec jeśli już kiełkownicę chcemy to polecam taką małą, prostokątną „Wanienkę”.

Popularne jest jeszcze kiełkowanie w słoiku, ale jemu chyba poświecę oddzielny post, szczególnie, ze do siewek się nie nadaje, a większe ilości obłuskiwania kiełków z łupin to chyba jednak zbyt czasochłonne zajęcie.

Zatem powodzenia w hodowli

A nawiasem – pisałam już że z racji tygodnia pod znakiem słonecznika słonecznik jest przeceniony?

Kiełki i zwierzęta

Tak chcąc, nie chcąc zapoczątkowałam nieco inne podejście do tematu. Tak mnie pajączek urzekł ale przecież, choć jego kiełkami nie nakarmimy, to wiele zwierząt lubi kiełki. Mało tego, coraz częściej mówi się o kiełkach jako zdrowym jedzeniu dla naszych pupili i to nie tylko w przypadku gryzoni, ale również ptaków czy ryb. Zatem chwilowo odejdę od diety ludzkiej, na rzecz naszych Mniejszych Braci, bowiem w łatwy sposób można pogodzić nasze prywatne uprawy kuchenne ze zdrowiem i przyjemnością naszych podopiecznych.

Generalnie niewymowne zalety kiełków to nie tylko plus dla człowieka. Pamiętajmy, że w przyrodzie, choć nie występują masowo jak w domowych hodowlach, to jednak istnieją, a zwierzęta roślinożerne zdecydowanie cenią sobie kiełki i młode pędy. Co prawda nie mają pojęcia co zjadają, nie nazwą tego, nie ocenią wartości odżywczych, ale wiedzą, że jest smaczne i dobrze się po tym czują. Więcej do szczęścia nie potrzeba. Tak więc jeśli mamy w domu zwierzaka, to warto zastanowić się czy i które kiełki podać, bowiem będzie to dla niego nie tylko smakołyk, ale nade wszystko spora dawka zdrowia.

Poniżej umieściłam link do artykułu Carolyn Swicegood w tłumaczeniu Gabrieli Zenkner o kiełkach w diecie papug. Warto przeczytać nawet jeśli nie dokarmiamy papug, bo wiele informacji cennych jest i dla innych kiełkożerców. Tak tych skrzydlatych, dwunożnych czy czterołapnych ;)

http://www.papugi.resnet.pl/artykuly/kielki.htm

Miłej lektury :)