Archiwa tagu: lniany woreczek

Hodowla mieszanki na patelnię w lnianym woreczku – cz.1

Witam serdecznie,

w dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Państwem swoimi wrażeniami na temat hodowania mieszanki na patelnię składającej się z kiełków fasoli mung, adzuki i soczewicy.

Postanowiłam umieścić je w woreczku, ponieważ każda z odmian doskonale się do tego nadaje. Zwyczajowo wymyłam dokładnie nasiona, robiąc tzw. burzę w szklance wody i powtarzając te czynność do momentu, gdy woda stała się krystalicznie czysta. Zostawiłam je w szklance na noc, by mogły się spokojnie pomoczyć.

Rano przełożyłam napęczniałe ziarenka do woreczka i mocno zmoczyłam go w letniej wodzie. Pozwoliłam mu obciec na suszarce do naczyń, następnie przełożyłam na kuchenny parapet. Raz na jakiś czas kontrolowałam, czy materiał jest wystarczająco wilgotny. Z racji wysokiej temperatury na zewnątrz, często okazywało się, że muszę kiełki trochę podlać.

Mija właśnie drugi dzień, od kiedy ziarenka znalazły się w woreczku i wyglądają obecnie w następujący sposób:

Czyli jest całkiem nieźle, kiełki wyrastają ekspresowo. Za 1-2 dni spokojnie będzie można je zjeść. Jedno jest pewne – hodowanie w woreczku to łat-wi-zna.

Dam jeszcze znać, czy moje pozytywne prognozy się potwierdzą.

Pozdrawiam serdecznie,

Hodowla kiełków fasoli adzuki w lnianym woreczku pt. 2

Parę dni temu pisałam Państwu o moich obawach związanych z uprawą fasolki. Na szczęście okazały się jak najbardziej bezpodstawne.

Adzuki rzeczywiście jest wybitnym długodystansowcem i dopiero po sześciu dniach zaczęła wyglądać, jak z obrazka na opakowaniu :)

Sądzę więc, że jeżeli w moim przegrzanym i suchym mieszkaniu hodowanie w woreczku kończy się pomyślnie, to wszędzie indziej uda się tak samo. Trzeba jedynie dostosować ilość „moczeń” kiełków do warunków panujących w mieszkaniu i oczywiście starać się pamiętać o wszystkich zapisanych w instrukcji wskazówkach.

Woreczek jest chyba jednym z lepszych sposobów hodowli dla osób z małym doświadczeniem. Wilgoć, którą nasiąka, rozprowadza się po kiełkach równomiernie, przez co mają wszystkie są tak samo nawodnione i rosną w tym samym czasie. W kiełkownicy miałam czasem problem z tym, że w pewnych miejscach robiły się suche, niewyrośnięte placki, tutaj nie ma takiej możliwości.

Podsumowując moje wrażenia z uprawy w lnianym woreczku: bardzo fajne doświadczenie, naprawdę nieskomplikowane zasady i wielki plus za ładny wygląd :)

Jeżeli mają Państwo jakieś dodatkowe pytania, zapraszam do pozostawiania ich w komentarzach na blogu lub naszym facebookowym fanpage’u.

Pozdrawiam serdecznie,

Relacja z hodowli w lnianym woreczku – fasola adzuki, pt. 1

Witam serdecznie,

w dzisiejszym poście chciałabym pokrótce opisać, jak idzie mi hodowanie kiełków fasoli adzuki w lnianym woreczku.

Uprawę rozpoczęłam tradycyjnie od namaczania w szklance. Na dowód mam zdjęcie :) Standardowo maluchy spędziły w w niej około 12 godzin. Dalej postępowałam zgodnie z instrukcją dodaną do woreczka.

Obawiam się jednak, że moje mieszkanie jest zbyt przegrzane (ogrzewanie miejskie, brak termostatu) i „suche”, żeby zapewnić nasionom optymalne warunki do rośnięcia. Staram się więc przelewać je wodą trochę częściej i co kilka godzin sprawdzać, czy nie obeschły. Mam nadzieję, że mimo wszystko uda im się odpowiednio dojrzeć. Zamieszczam też zdjęcie mojej lnianej sakiewki i od razu muszę dodać, że wisi ona na krześle jedynie dlatego, że suszarka do naczyń, na której ją trzymam, jest dużo mniej estetyczna :)

Trochę martwi mnie fakt, że dopiero w trzecim dniu hodowli nasiona tak naprawdę zaczęły kiełkować, tzn. popękały im skorupki i widać nieśmiało wyglądające pędy. Na opakowaniu fasoli napisane było, że wzrost może trwać do 6 dni i liczę na to, że do tego czasu będzie wyglądać trochę porządniej.

Za jakiś czas napiszę, co ostatecznie z tego wyszło i przekażę wyciągnięte wnioski.

Pozdrawiam serdecznie oraz zachęcam do udzielania rad i dzielenia się własnymi doświadczeniami w tej dziedzinie :)

PS: Naszło mnie, żeby sprawdzić, jak smakują na chwilę obecną i muszę przyznać, że bardzo dobrze :) Są chrupiące i delikatne, więc zamierzam je zjeść, nawet jeśli nie wyrosną super duże.