Archiwa tagu: Uprawa

Hodowla mieszanki na patelnię w lnianym woreczku – cz.1

Witam serdecznie,

w dzisiejszym poście chciałabym podzielić się z Państwem swoimi wrażeniami na temat hodowania mieszanki na patelnię składającej się z kiełków fasoli mung, adzuki i soczewicy.

Postanowiłam umieścić je w woreczku, ponieważ każda z odmian doskonale się do tego nadaje. Zwyczajowo wymyłam dokładnie nasiona, robiąc tzw. burzę w szklance wody i powtarzając te czynność do momentu, gdy woda stała się krystalicznie czysta. Zostawiłam je w szklance na noc, by mogły się spokojnie pomoczyć.

Rano przełożyłam napęczniałe ziarenka do woreczka i mocno zmoczyłam go w letniej wodzie. Pozwoliłam mu obciec na suszarce do naczyń, następnie przełożyłam na kuchenny parapet. Raz na jakiś czas kontrolowałam, czy materiał jest wystarczająco wilgotny. Z racji wysokiej temperatury na zewnątrz, często okazywało się, że muszę kiełki trochę podlać.

Mija właśnie drugi dzień, od kiedy ziarenka znalazły się w woreczku i wyglądają obecnie w następujący sposób:

Czyli jest całkiem nieźle, kiełki wyrastają ekspresowo. Za 1-2 dni spokojnie będzie można je zjeść. Jedno jest pewne – hodowanie w woreczku to łat-wi-zna.

Dam jeszcze znać, czy moje pozytywne prognozy się potwierdzą.

Pozdrawiam serdecznie,

Hodowla kiełków fasoli adzuki w lnianym woreczku pt. 2

Parę dni temu pisałam Państwu o moich obawach związanych z uprawą fasolki. Na szczęście okazały się jak najbardziej bezpodstawne.

Adzuki rzeczywiście jest wybitnym długodystansowcem i dopiero po sześciu dniach zaczęła wyglądać, jak z obrazka na opakowaniu :)

Sądzę więc, że jeżeli w moim przegrzanym i suchym mieszkaniu hodowanie w woreczku kończy się pomyślnie, to wszędzie indziej uda się tak samo. Trzeba jedynie dostosować ilość „moczeń” kiełków do warunków panujących w mieszkaniu i oczywiście starać się pamiętać o wszystkich zapisanych w instrukcji wskazówkach.

Woreczek jest chyba jednym z lepszych sposobów hodowli dla osób z małym doświadczeniem. Wilgoć, którą nasiąka, rozprowadza się po kiełkach równomiernie, przez co mają wszystkie są tak samo nawodnione i rosną w tym samym czasie. W kiełkownicy miałam czasem problem z tym, że w pewnych miejscach robiły się suche, niewyrośnięte placki, tutaj nie ma takiej możliwości.

Podsumowując moje wrażenia z uprawy w lnianym woreczku: bardzo fajne doświadczenie, naprawdę nieskomplikowane zasady i wielki plus za ładny wygląd :)

Jeżeli mają Państwo jakieś dodatkowe pytania, zapraszam do pozostawiania ich w komentarzach na blogu lub naszym facebookowym fanpage’u.

Pozdrawiam serdecznie,

Relacja z hodowli w lnianym woreczku – fasola adzuki, pt. 1

Witam serdecznie,

w dzisiejszym poście chciałabym pokrótce opisać, jak idzie mi hodowanie kiełków fasoli adzuki w lnianym woreczku.

Uprawę rozpoczęłam tradycyjnie od namaczania w szklance. Na dowód mam zdjęcie :) Standardowo maluchy spędziły w w niej około 12 godzin. Dalej postępowałam zgodnie z instrukcją dodaną do woreczka.

Obawiam się jednak, że moje mieszkanie jest zbyt przegrzane (ogrzewanie miejskie, brak termostatu) i „suche”, żeby zapewnić nasionom optymalne warunki do rośnięcia. Staram się więc przelewać je wodą trochę częściej i co kilka godzin sprawdzać, czy nie obeschły. Mam nadzieję, że mimo wszystko uda im się odpowiednio dojrzeć. Zamieszczam też zdjęcie mojej lnianej sakiewki i od razu muszę dodać, że wisi ona na krześle jedynie dlatego, że suszarka do naczyń, na której ją trzymam, jest dużo mniej estetyczna :)

Trochę martwi mnie fakt, że dopiero w trzecim dniu hodowli nasiona tak naprawdę zaczęły kiełkować, tzn. popękały im skorupki i widać nieśmiało wyglądające pędy. Na opakowaniu fasoli napisane było, że wzrost może trwać do 6 dni i liczę na to, że do tego czasu będzie wyglądać trochę porządniej.

Za jakiś czas napiszę, co ostatecznie z tego wyszło i przekażę wyciągnięte wnioski.

Pozdrawiam serdecznie oraz zachęcam do udzielania rad i dzielenia się własnymi doświadczeniami w tej dziedzinie :)

PS: Naszło mnie, żeby sprawdzić, jak smakują na chwilę obecną i muszę przyznać, że bardzo dobrze :) Są chrupiące i delikatne, więc zamierzam je zjeść, nawet jeśli nie wyrosną super duże.


 

 

Hodowla kiełków koniczyny dla bystrzaków

W dzisiejszym poście przedstawię Państwu krótkie podsumowanie relacjonowanej na facebookowym fanpage’u uprawy koniczyny.


Pierwszego dnia, wieczorem, dokładnie wypłukałam ziarenka i odłożyłam na około 10 godzin, by napęczniały. Nazajutrz, z samego rana, przełożyłam je na kiełkownicę. Okazuje się jednak, że popełniłam pewien błąd – nałożonych przeze mnie nasion było stanowczo za dużo. Być może spowodowało to, że nie osiągnęły jakichś spektakularnych rozmiarów (ale i tak były smaczne). Zamieszczam więc zdjęcie, żeby wiedzieli Państwo, ile NIE sypać:) .

Przez następne dni kiełki siedziały sobie w kiełkownicy i rosły. I to dosyć wolno. Okazuje się bowiem, że koniczyna w kwestii nabierania rozmiarów jest zdecydowanie długodystansowcem. Optymalną wysokość uzyskała dopiero po tygodniu.
(Moim skromnym zdaniem tydzień, to jak na kiełki wcale nie jest długi dystans… Taka cebula np. rośnie minimum 2 tygodnie ;) – przyp. Marcin)

Ale wracając do kwestii uprawy – kilkakrotnie zmieniałam miejsce, w którym stała kiełkownica, nie odbiło się to specjalnie na jakości kiełków. Dodatkowo mniej więcej w połowie całego procesu biedne ziarenka zaliczyły upadek z parapetu. Nic im się jednak nie stało i ułożone z powrotem na sitku kontynuowały wzrastanie. Nic nie spleśniało, nic nie obeschło. Wnioskuję stąd, że koniczyna nie jest specjalnie wymagającą roślinką :)

Ostatnią, zasadniczą dość kwestią, jest smak wyhodowanych przeze mnie kiełków. Są dość delikatne i orzeźwiające. Marcin powiedział, że można je porównać z kiełkami lucerny :)

Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia do czegoś się Państwu przydadzą. Gorąco namawiam do hodowania koniczyny (bo to naprawdę proste!) i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami :)

Pozdrawiam serdecznie!

Hodowla kozieradki dla bystrzaków

Tytuł wpisu ma dla mnie szczególne znaczenie – po pierwsze, kiełkowy tutorial, który zamieszczę poniżej przeznaczony jest raczej dla początkujących hodowców, po drugie – sama zaliczam się do ich grona. Opisywana przeze mnie metoda hodowli to wypadkowa dobrych rad znajomych i swoich własnych obserwacji. Jeżeli czują się państwo zaciekawieni poczynaniami kiełkowej debiutantki, serdecznie zapraszam do lektury. Przepraszam też za brak zdjęć – nadrobię to z nawiązką przy opisywaniu mojej plantacji koniczyny ;)

W każdym razie na początek – czego potrzebujemy do wykiełkowania własnej kozieradki? Przede wszystkim nasion – do kupienia w wiadomym miejscu ;) Poza tym kiełkownicy (oczywiście z naszego sklepu) i wody.

Moje kiełkowanie wyglądało mniej więcej tak:

Na foremkę wysypałam ziarna kozieradki, by zmierzyć, jaka ilość będzie mi potrzebna do jej zapełnienia. Ziarna powinny pokrywać kiełkownicę cienką warstewką – jeśli damy ich za dużo, część nie wykiełkuje i cóż nam po tym. Należy też pamiętać, że po namoczeniu w wodzie ziarenka nieznacznie zwiększą swoją objętość!

Kiedy odmierzymy już odpowiednią ilość ziarenek, przechodzimy do dość uciążliwej fazy mycia. Polega ona na tym, że wrzucamy nasze ziarenka do szklanki, zalewamy je wodą, zakrywamy górę szklanki dłonią i mieszamy jak shake’iem ;) Mętną wodę odlewamy i czynność powtarzamy, aż będzie krystalicznie czysta. W moim przypadku było to jakieś pięć razy. Odlewanie wody nie jest niestety zbyt łatwe – trzeba uważać, żeby nie wylać dziecka (kiełków) z kąpielą. Można wykorzystać w tym celu sitko, ale mokre nasionka łatwo się do niego przyklejają i ciężko je potem pozbierać z powrotem do szklanki. Ja po prostu zakrywałam część naczynka dłonią.

Kiedy nasze kiełki są już czyste i pachnące, znowu zalewamy je wodą i zostawiamy w ten sposób na około 8-12 godzin. Najlepiej całe hodowlane przygotowania zacząć wieczorem – wtedy po prostu zostawimy nasze nasiona w kąpieli na noc. Przez ten czas powinny się spokojnie namoczyć.

Rano nasze ziarenka są lekko obrzęknięte i gotowe do wyłożenia na kiełkownicy. Tak więc czynimy. Znowu należy pamiętać, by porozkładać je możliwie równomiernie – dajemy wtedy naszym kiełkom równe szanse na rozwój :) Dolną część kiełkownicy zalewamy wodą. Nie powinno być jej zbyt dużo, w żadnym razie nie może stykać się z sitkiem z ziarenkami. 2-3 milimetry poniżej będą wystarczające.

Gotową do hodowli kiełkownicę odstawiamy w przytulne miejsce. Mam na myśli taką lokalizację, gdzie nasionka będą miały jednocześnie bardzo jasno i ciepło. Pomoże im to wyrosnąć na zdrowe i piękne kiełki ;) Ja dla swoich kiełków wybrałam kuchenny parapet – najbardziej nasłonecznioną miejscówkę w całym domu.

W tym momencie rozpoczyna się faza wyczekiwania, która trwa około 3-5 dni. Nie wiem do końca, czy to dobrze, ale wymieniłam w tym czasie moim kiełkom wodę, bo wydawała mi się mętna i trochę brzydko pachniała. Poza tym część odparowała i bałam się, że umrą z odwodnienia. Być może jest to kompletnie niepotrzebny zabieg, ale wydaje mi się, że w każdym razie nie zaszkodził.

Ku mojemu zdziwieniu kozieradka wyrosła dość szybko. Na trzeci dzień miałam już całkiem pokaźne poletko zielonych łodyżek z listkami. Urosły na około 4-5 cm wzrostu (czyli tyle, ile powinny mieć). Skończyły na kanapkach i w sałatce :) Ostry i charakterystyczny smak kozieradki całkiem mi się spodobał i od razu mogę zdementować plotki, jakoby pachniało się po niej jak koza :)

Mam nadzieję, że moje uwagi okażą się pomocne. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że jestem początkująca a Państwo mogą już być wytrawnymi znawcami dziedziny – zapraszam w takim razie do komentowania i dzielenia się własnymi doświadczeniami :)

Pozdrawiam serdecznie!

Kiełki brokuła – hodowla

Tak, tydzień brokułowy nam się rozciągnął, a wszystko dlatego, że nie zauważyłam długiego weekendu. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Dziś zatem o uprawie kiełków brokuła.

Na początek trzeba zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze kiełki brokuła hodujemy raczej dla siewki by zajadać pyszne zielone liście. Po drugie, brokuł to roślina wybitnie ciepłolubna, zatem uprawa brokuła zimą czasem daje gorsze efekty niż latem. Trzeba zatem pamiętać, by kiełkownik (czy też inszy słoik) ustawiony był w miejscu, gdzie na pewno mamy temperaturę 22+.

Początek uprawy jest taki sam jak zawsze – nasiona przeglądamy (choć raczej przy brokule nie bardzo jest co przebierać), porządnie przepłukujemy, a potem namaczamy. Oczywiście są różne propozycje co do czasu namaczania, jednak ja nie lubię tabelek i cyferek zatem namaczam na noc. Wystarcza.

Powyżej widać uprawę na kiełkowniku sitkowym. Na zdjęciu widać w kilku miejscach biały puch, jednak to nie jest pleśń, ale maleńkie korzonki.  Niektóre nasiona właśnie z takim puchem kiełkują, ale to trzeba obserwować, bo pleśń się rozrasta no i zaczyna brzydko pachnieć.

 

A skoro o zapachu – niektóre gatunki brokuła bardzo brzydko pachną kiełkując. Nie wiem z czego to wynika, ale innych minusów nie dostrzegłam. Wyrośnięte pachną normalnie a smakują doskonale, zatem jeśli by uprawa brokuła miała niefajny zapach ale rosła zdrowo i ładnie to się nie ma co niepokoić.

 

No i skoro mowa o ładnie – czasem brokuł brzydko kiełkuje, listki są małe, pokrzywione, wyrasta niemrawo i powoli. Tutaj najczęstszą przyczyną jest zbyt niska (czasem okresowo, np w nocy) temperatura. Tak więc jeśli brokuł karłowacieje, to lepiej zadbać o lepszą ciepłotę otoczenia, lub zacząć wysiewać w cieplejszym okresie, gdy wahania nie są już tak znaczne.

 

Przy uprawie wanienkowej/sitkowej dalsza hodowla jest łatwa. Namoczone nasiona podlewamy wodą tak by tafla wody dotykała sitka (widać na zdjęciu powyżej) a potem tylko dolewamy świeżej wody, jeśli brokuły za szybko ją wypiją.

 

Brokuła można też oprawiać metodą słoikową, choć przyznam, że nie hodowałam w ten sposób. Wiem też, że niektórzy uprawiają w trzypioziomowych kiełkownicach, jednak tutaj zdarzają się kłopoty wynikające głównie z tego, że brokuł kiełkując wydziela sporo gazów i bardzo często dusi się nie mając odpowiedniej wentylacji. Tak wiec zdecydowanie tej metody nie polecamy, no chyba, że na górnej szalce bez przykrycia. Wtedy nie powinno być większego kłopotu.

 

Tak wiec poniżej jeszcze fotki ostatniej uprawy brokułowej i to chyba tyle na dzisiaj.

ABC kiełkowania

Dla wielu osób to co teraz napiszę będzie tak oczywiste, że pewnie zdziwią się, że w ogóle to piszę. Ale doświadczenie mi mówi, że naprawdę wiele osób nie ma pojęcia o tym, że nasiona należy przepłukać i namoczyć. Tak wiec tą podstawą kiełkowania dziś chcę się zająć.

PRZEBIERANIE

Pierwsza rzecz jaką robimy chcąc kiełkować nasiona to przebranie tych nasion. Odrzucamy wszystkie nasiona zniszczone, uszkodzone, wszystkie puste łupinki, resztki i wszelkie inne zanieczyszczenia. Oczywiście w zależności od gatunku, sposobu przesiewania itp. tych zanieczyszczeń może być więcej lub mniej, jednak to pierwszy ważny krok, który należy zrobić. Powód tego jest prosty – nasiona uszkodzone i inne odpadki nie będą wzrastać ale zaczną gnić lub pleśnieć zatruwając naszą uprawę. Co prawda w większości przypadków takich odpadków nie ma za wiele lub wręcz w ogóle, ale to czynnik na który trzeba zwrócić uwagę i tyle.

PŁUKANIE

Druga rzecz (lub pierwsza jeśli mamy nasiona od razu dobrze oczyszczone z odpadków) to płukanie nasion. Tak, znów oczywista oczywistość ale znów jak się okazuje mało osób wie o tym, że nasiona należy przepłukać. Płukanie jest proste: wystarczy wsypać na sitko i wstawić pod bieżącą wodę tak by woda wypłukała wszystkie zanieczyszczenia. Oczywiście powód konieczności płukania jest adekwatny do tego powyżej, jednak wiele osób zadaje sobie (i nam) pytanie: dlaczego w ogóle nasiona są zanieczyszczone. I znów odpowiedź jest prosta a wręcz oczywista:

Nasiona (podobnie jak kasze na przykład) przetrzymywane są w wielkich workach, w silosach, magazynach, w różnych miejscach w których są myszy czy inne stworzenia. One zdecydowanie zawsze dodają coś od siebie. Ponadto część nasion zawsze ulega zniszczeniu, kruszeniu co też stanowi pewne zanieczyszczenie, które lepiej usunąć. I co najistotniejsze: nie ma możliwości przepłukać zbóż, nasion, kasz wcześniej, gdyż w naturze maja to, że chłoną wodę, a jeśli owej wody nabiorą, to już nie nadają się do sprzedaży. Szczególnie znaczące to jest w przypadku nasion do kiełkowania, bowiem nabieranie wody jest pierwszym etapem wzrostu i jeśli byśmy nawodnili to ich siła kiełkowania by zdecydowanie spadła (albo wręcz zaczęły by rosnąć u nas w magazynie). Oczywiście istnieją też chemiczne metody oczyszczania, ale są one niekorzystne dla naszego zdrowia, tak więc płuczmy nasiona by móc cieszyć się najzdrowszą żywnością.

NAMACZANIE

Trzecia rzeczą którą należy zrobić jest namaczanie. Tutaj większość osób wie o tym, ale wciąż zdarzają się osoby, którym ta wiedza umknęła. Stąd też podkreślam: namaczanie jest istotne, gdyż nasiono rozpoczyna proces wzrostu od nabrania odpowiedniej ilości wody. Dopiero gdy nasiono jest odpowiednio napęczniałe, zaczyna kiełkować szukając dostępu do wody by móc wzrastać. Jeśli nie namoczymy nasion, to powodujemy iż zbierają one wodę w czasie płukania, podlewania czy zraszania a to nie tylko wydłuża proces wzrostu, ale też zwiększa ryzyko zepsucia uprawy, gdyż nasiona które nie wchłoną wilgoci odpowiednio szybko mogą zacząć pleśnieć lub gnić (podobnie jak nasiona uszkodzone).

 

Podsumowując: jeśli te trzy czynności są wykonane prawidłowo nasze szanse na smaczne i zdrowe kiełki zdecydowanie wzrastają. Nie zajmują one dużo czasu, a decydowanie podnoszą jakość uprawy, tak wiec wszystkim, którzy te trzy kroki znali jedynie przypominam, a tym, którzy nie znali polecam zastosować.

 

Smacznego!

Hodowla – artykuł z surawki

Witarianie na pewno znają surawkę, wielu wegetarian również, jednak to wciąż dość wąskie grono odbiorców.  Surawka to strona o jedzeniu surowym i naturalnym i zawiera wiele ciekawych materiałów tłumaczonych głównie z anglojęzycznych stron.  Poniższy artykuł jest właśnie jednym z takich tłumaczeń.

Nie wprowadzałam, żadnych zmian w zapisie co można sprawdzić tutaj:  http://www.surawka.republika.pl/K10.htm

 

PODKIEŁKOWYWANIE NASION KUKURYDZY:

SŁODKA (WOSKOWA) KUKURYDZA, KUKURYDZA Z SUCHEJ KOLBY, PRAŻONA KUKURYDZA

Autor: Tom Billings

Tłumaczył: Aleksander Kwiatkowski

Artykuł pochodzi z www.rawfoods.com

Co do słodkiej kukurydzy (kukurydzy w stadium woskowym) ona również kiełkuje, warunek ww. kukurydza ma być nie pryskana, żadnych fungicydów itp. wtedy jest najlepszej jakości. Jedna z książek poświęconych kiełkowaniu zaleca kupioną w sklepie słodką kukurydzę podsuszyć (suszenie całej nietkniętej kolby razem z włoskami itd.) dopiero po takim przygotowaniu można kiełkować. Oczywiście należy wyłuskać najpierw nasiona z kolby, ale to jest łatwe, nie ma większych trudności, aby to zrobić ręcznie; najważniejsze aby całość była podsuszona.

Tak czy inaczej, osobiście robię to dwustopniowo. Najpierw wyłuskuję ziarno z kolby, a dalej ww. ziarno podsuszam oraz przechowuję w takim stanie. Następnie kiełkuję nasiona słodkiej kukurydzy. Wyniki nie były pocieszające po 30-godzinnym moczeniu w wodzie, suszone ziarna słodkiej kukurydzy nie chciały się moczyć (nie absorbowały wody) i to prawie wcale! Jeżeli nie nasiąkną wodą to nie zakiełkują. (Zakończyłem ww. doświadczenia po dwukrotnej nieudanej próbie – skończyłem na moczeniu).

Tak więc moje pierwsze próby z kiełkowaniem słodkiej kukurydzy nie były zadawalające. Później udało mi się pozyskać organiczne nasiona kukurydzy, bez oprysków z firmy: Seeds of Change (odmiana ‘Rainbow Inca t.j. tęczowa Inka). Te nasiona były najwyższej jakości i pięknie kiełkowały – moczyłem ww. nasiona przez 24 godziny, następnie kiełkowałem 2,5-3 dni. Wynikiem ww. zabiegów były kiełki kukurydzy, smakowały jak surowa, słodka kukurydza, ale były trochę mniej słodkie [można takie nasiona przechowywać, natomiast kolba słodkiej kukurydzy szybko się psuje]. Nie było żadnego problemu z pleśniami czy bakteriami. Pełny sukces w kiełkowaniu słodkiej kukurydzy!

Ww. eksperymenty nie były jednak na 100% tego czego się po nich spodziewałem. Dlaczego? Ponieważ ceny ww. nasion to 18$ za kg + koszty przesyłki 4$, kiełkowanie słodkiej kukurydzy jak na razie, jest raczej kosztowne, mało ekonomiczne. Tak między nami: osobiście polecam spożywać słodką kukurydzę prosto z kolby zamiast gimnastykować się z suszeniem, kiełkowaniem itd., mniej problemów, o wiele taniej niż kiełkowanie tak drogich nasion. Jeżeli jednak zdecydowałe(a)ś się na kiełowanie nasion słodkiej kukurydzy trzeba mieć pewność, że ww. nasiona nie były pryskane lub na inny sposób zaprawiane trującymi chemikaliami. Większość ziaren kukurydzy jest sprzedawana dla celów posiania w ogródku/polu, a zaprawianie ww. nasion ma na celu zabezpieczyć nasiona przed chorobami, chorobami które atakują siewki kukurydzy.

Ponad to spożywając surową, słodką kukurydzę, osobiście polecam spożywać również włosy kukurydzy. Włosy kukurydzy są bardzo smaczne, lekko moczopędne, często używane w zachodnim kręgu zielarskim jako środek w terapii przeciw-cukrzycowej. W tym kontekście ww. włoski kukurydziane są antydotum na nadmiary cukrów w dzisiejszych, nowoczesnych, [raczej paszowych a nie spożywczych] odmianach kukurydzy.

Teraz parę słów o kukurydzy z pełni dojrzałej kolby oraz prażonej kukurydzy, oba rodzaje ww. nasion dobrze kiełkują. Ale oba ww. rodzaje kukurydzy kiełkują nierówno, podatne są na niebieską pleśń, zewnętrzna pokrywka nasienna jest twarda nawet po kiełkowaniu. Kukurydza z suchej kolby t.j. jej kiełki kiedy kiełkowane odpowiednio długo stają się miękkie, lecz w smaku są nadal mączyste, bezsmakowe. Znów dla przypomnienia: najłatwiej spożywać surową kukurydzę słodką (stadium woskowe). Jeżeli jednak upierasz się na podkiełkowywaniu kukurydzy z suchej kolby lub kukurydzy prażonej najpierw przyjrzyj się nasionom, usuń nasiona uszkodzone, połupane i nasiona z innymi defektami, ale jeszcze zanim zaczniesz moczenie (jakość nasion takiej kukurydzy jest bardzo różna), moczenie co najmniej 12 godz., kiełkowanie 2 lub więcej dni.

POWODZENIA W DOŚWIADCZENIACH NAD KIEŁKOWANIEM!

 

Nasz opis hodowli wraz ze zdjęciami pojawi się pewnie po świętach tym samym nieco przedłużając kukurydziany tydzień. Spowodowane jest to tym, że siewka nie wzrosła mi jeszcze na tyle dorodnie by można było się zdjęciami pochwalić. Zatem czekam na siewki a na razie w kwestii hodowli przedstawiam powyższy artykuł.

 

Kiełkownica godna polecenia

Nasze zastrzeżenia do popularnych trójpoziomowych kiełkowników są chyba dobrze znane. Oczywiście są osoby, które bardzo lubią te właśnie naczynia do kiełkowania, jednak my mamy innego faworyta. Trochę czasu nam zajęło znalezienie tych pojemników, by móc je w sklepie umieścić, ale w końcu są.

http://www.kielki.net/kielkownica-wanienka-2/

Zalety są proste:
wentylacja najlepsza, bo naturalna, nasiona się nie zaparzają, siewki wzrastają bez ligniny czy innych nieprzyjemności a jedyna „wada” to też zaleta – niewielki rozmiar.

Zaleta, bo nietrudno znaleźć miejsce dla tego kiełkownika, wada, bo jednak masowi kiełkożercy mogą mieć niedosyt ilości. Osobiście mam w domu dwa i sobie bardzo chwalę. Tak więc zdecydowanie polecam, bo choć konstrukcja prosta banalnie, to skuteczność zdecydowanie doskonała.

Jakie kiełki jak hodować

Wciąż wspominam o tym, że hodowla kiełków jest łatwa a jednak wciaz pojawiają się głosy, że nie każdemu się udaje.  Zatem albo  ja kłamię, albo coś istotnego jest pomijane. Stawiam na to drugie.

Ostatnio pisałam o tym, że temperatura i wilgotność to główne czynniki dla dobrego wzrostu nasion. Zatem o tym należy pamiętać przede wszystkim:

1rośliny lubią ciepło nie gorąco, nie zimno ale ciepło, zatem zimą nie trzymajmy przy grzejnikach ale też nie na parapecie. niech nasza hodowla będzie w miejscu ciepłym. Ot temperatura pokojowa

2rośliny lubią wodę – ale jeśli nie kiełkujemy ryżu, to nie przesadzajmy z jej ilością. Trzeba dbać by nasiona były wilgotne, by miały dostęp do wody, ale nie mogą w niej tkwić.

3- światło ma wpływ - niektóre nasiona lubią światło, inne pod jego wpływem staja się gorzkie.

No i jeszcze znajdzie się jeden punkt, może nie niezbędny ale wskazany do przeanalizowania: wybór metody hodowli.

Ale o metodach to następnym razem by nie zamęczyć Was zbyt rozległym wpisem.