Archiwa tagu: zdrowie

Cudowne właściwości oleju kokosowego

 

Witam serdecznie!

W dzisiejszym wpisie chciałabym zapoznać Państwa z niesamowitymi właściwościami niepozornego oleju kokosowego.

Oprócz zupełnie oczywistych (kulinarnych) zastosowań, możemy wykorzystać go także w wielu innych celach. Zanim jednak o tym, przedstawię pokrótce naszego bohatera. W tym celu posłużę się cytatem z mądrzejszych ode mnie:) :

Olej kokosowy to naturalny tłuszcz powstały z miąższu orzecha kokosowego. W temp. do 20st. C olej przybiera postać stałą o kolorze białym, stąd nazywany czasem masłem kokosowym. W ciepłym otoczeniu olej robi się płynny, przeźroczysty lub delikatnie żółty.

Ze względu na swoją stałą postać olej nadaje się do smarowania pieczywa, można z powodzeniem zastąpić nim masło w pieczeniu. Idealny do smażenia w wysokich temperaturach, nie pali się, nie jełczeje, a dzięki swoim właściwościom smakowym oraz aromacie, nadaje potrawom orientalny charakter.

Praktycznie nie zawiera utleniających się kwasów tłuszczowych, co sprawia że jest bardzo stabilny podczas smażenia w wysokich temperaturach, do tego jest o wiele zdrowszy. Oleje takie jak: sojowy, słonecznikowy lub z orzeszków ziemnych nie powinny być podgrzewane do wysokich temperatur. Olej kokosowy extra virgin nie zawiera tłuszczy trans. Większość olejów zawierających duże ilości nasyconych kwasów tłuszczowych, tłuszczy trans, oraz te które podlegają rafinacji i chemicznej modyfikacji są po części odpowiedzialne za powstawanie chorób sercowo-naczyniowych, nowotworów i cukrzycy. Olej kokosowy przeciwdziała powstawaniu tych chorób. Olej ten ma wiele zastosowań również w kosmetyce, jako krem, olejek do masażu, czy nawilażająca maseczka do włosów.

Olej kokosowy zawiera jedynie 2% kwasów tłuszczowych wielonienasyconych!

źródło: http://www.beauty-forum.pl

Tyle teorii. Jak jednak można wykorzystać te niezwykłe właściwości w praktyce? Oto kilka propozycji  zastosowań oleju kokosowego na różne partie ciała:

TWARZ:

1. Możemy – oczywiście przy bardzo suchej cerze – stosować go zamiast kremu. Zmniejsza on ryzyko powstawania wyprysków :)

2. Możemy smarować nim usta, bo doskonale radzi sobie ze spierzchniętą skórą warg.

3. Możemy używać go z powodzeniem także do demakijażu oczu, ponieważ jest dosyć tłusty i doskonale poradzi z każdą maskarą.

4. Możemy wymieszać go z miodem i używać jako maseczki nawilżającej. Połączenie tych składników to istna bomba witaminowa dla naszej skóry.

WŁOSY

1. Możemy go wcierać w zniszczone końcówki włosów (bez spłukiwania) – bardzo dobrze je wygładzi i nawilży.

2. Możemy nakładać go jako maskę na włosy na 10-15 min PRZED ich myciem. Wysmarowane olejem włosy zawijamy w ręcznik, potem zaś spłukujemy je wodą i myjemy szamponem.

3. Możemy także natrzeć włosy olejem i zostawić go na całą noc (wtedy zawijamy głowę w ręcznik lub wkładamy luźny czepek, żeby nie zabrudzić pościeli). Potem rano spłukujemy specyfik dokładnie zmywamy szamponem. Jest to propozycja dla osób ze szczególnie suchymi i zniszczonymi włosami.

CIAŁO

1. Możemy używać go jako balsamu do ciała.

2. Możemy z powodzeniem wykorzystać go jako olejek do masażu.

Jak widać zastosowań oleju jest mnóstwo. Zapewne nie wymieniłam nawet połowy z nich. Sądzę, że każda osoba ceniąca sobie ekologiczne i proste kosmetyki, chętnie wykorzysta olej kokosowy w swoim własnym domowym spa. Pozwolę sobie jeszcze tylko napomknąć, że znajdujący się w naszej ofercie olej jest nierafinowany – czyli stanowi wersję deluxe tego specyfiku :)

Mieli Państwo może do czynienia z tym smarowidłem? Do czego wykorzystują je Państwo w swoich domach?

Zachęcam do dzielenia się wrażeniami, pozdrawiam i życzę miłego wieczoru :)

Zupy na jesienne chłody

W dzisiejszym wpisie zaproponuję Państwu garść przepisów na bardzo „konkretne”, typowo jesienne zupy. Z pewnością pomogą one wzmocnić osłabiony chłodem organizm, a dodatkowo zapewnią nam wyjątkowe doznania smakowe :)

.Zupa czosnkowo-imbirowa z kiełkami rzodkiewki – pogromca wszelkich zarazków

  • litr rosołu z kury (lub wywaru warzywnego),
  • ½  filiżanki drobno pokrojonego czosnku,
  • ½ filiżanki świeżego, drobno pokrojonego imbiru,
  • ½ filiżanki kiełków rzodkiewki,
  • 1 łyżka masła.
Czosnek i imbir dusimy na maśle przez 5 minut, aż zmiękną. Dodajemy do rosołu. Kiełki  można podsmażyć przez 2 min i również połączyć z zupą, ale lepiej dodać surowe. Nie stracą wówczas cennych witamin. Można dodać też łyżkę posiekanej natki pietruszki.
!UWAGA! Zupa jest naprawdę mocna i rozgrzewająca! Tylko dla prawdziwych wielbicieli czosnku :)
źródło: eqokuchnia.pl
.
Zupa dyniowa z pistacjami i kiełkami fasoli mung – bardzo gęsty i smaczny sezonowy przysmak
.
  • 500g miąższu pieczonej dyni,
  •  1 cebulka, posiekana,
  •  500 ml bulionu warzywnego,
  •  1,5 szklanki mleka,
  •  pieprz, sól, gałka muszkatołowa,
  •  kilka suszonych grzybów,
  •  kiełki fasoli mung,
  •  garść posiekanych pistacji,
  •  oliwa lub OLEJ CAROTINO.
Na oliwie szklimy cebulę i zalewamy bulionem. Dodajemy suszone grzyby i zagotowujemy. Odstawiamy na 30 min, po czym wyciągamy grzybki i do bulionu dodajemy upieczoną dynię. Dodajemy mleko, zagotowujemy, a następnie miksujemy. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką. Przelewamy na talerze i dekorujemy kiełkami oraz pistacjami. Voila! :)
źródło: zpierwszegotloczenia.pl
.
Zupa z kiełków soczewicy – idealna na wzmocnienie
.
  • 1 pokrojona cebula,
  • 1/2 szklanki startej marchwi,
  • 1/2 szklanki startego korzenia pietruszki,
  • 1/2 szklanki startego selera,
  • 2 łyżki oliwy,
  • 6 szklanek wody,
  • 3 szklanki kiełków soczewicy,
  • 2 duże ziemniaki,
  • 2 drobno pokrojone ząbki czosnku
  • 1/3 łyżeczki pieprzu ziołowego,
  • 1/3 łyżeczki majeranku,
  • 1 łyżeczka soli,
  • 1 płaska łyżeczka miso,
  • 1/3 szklanki drobno pokrojonej natki pietruszki.
Pięć pierwszych składników dusimy z 2 łyżkami wody przez około 10 minut. Wlewamy wodę, wsypujemy kiełki i pokrojone w kostkę ziemniaki. Gotujemy przez 20 minut. Dodajemy czosnek, zioła i miso. Solimy i odstawiamy na 5 minut. Posypujemy natką pietruszki. I już gotowe!
źródło: medigo.pl

Kiełki dla cieżarnych.

TO zdecydowanie dobry pomysł. Nawet bardziej niż dobry, bo o tym, że zawierają dużo wartości odżywczych to już pisałam nie raz łącznie z wyszczególnieniem co gdzie i ile. Ale są inne wyjątkowe właściwości kiełków, czyniących z nich niezastąpiony dodatek żywieniowy dla ciężarnych.

Panie które znają ciężar takiego brzucha doskonale zrozumieją o czym piszę.

 

1 – Wieczne podjadanie. Sławetne napadówki ciężarnych nie są przypadkowe.  Najczęściej to organizm woła nam o niezbędne składniki, jednak człowiek przyzwyczajony do dzisiejszych substytutów żywieniowych wypełnia się byle czym. Tak wiec gdy mamy ochotę na słodkie nie zapychajmy się  złodziejską sacharozą ale zjedzmy słodkie jabłko czy też garść siewki kukurydzy. I tak właściwie z każdym smakiem, bo nie o sam smak przecież chodzi ale o konkretne wartości jakie teoretycznie za nim się kryją.

2 – Zamiast tabletek.  Nie wszystkim odpowiada syntetyczna suplementacja a jednak w czasie ciąży jest wiele składników  na których jest zwiększone zapotrzebowanie.   Co istotne wiele z nich znajduje się właśnie w kiełkujących roślinach zatem można swobodnie uzupełnić potencjalne braki przy pomocy kiełków. Na przykład kwas foliowy znajdziemy w kiełkach brokuła, zaś zapotrzebowanie na białko możemy zaspokoić kiełkami soczewicy czy fasoli mung.

3 – Woda. Zdecydowanie sporo płynów potrzeba w tym czasie a kiełki zawierają w sobie około 90% wody a nawet więcej. To powoduje, że nawet jeśli z jakiś powodów mamy kłopoty z wypijaniem odpowiedniej ilości płynów, to podjadanie tak „wodnistych” produktów zdecydowanie korzystnie wpływa na nawodnienie organizmu.

4 – Dbałość o linię. Oj tak, mit o tym jak strasznie dużo tyje się w czasie ciąży jest straszliwy i niestety niejedna mama ulegając swym zachciankom rzeczywiście przybiera na wadze w większej ilości kilogramów niż sama ciąża by wskazywała. I tutaj znów kiełki są pomocne, bo choć są niezwykle wartościowe, to jednak w sumie to sama woda, zatem ryzyko utycia nie jest tak wysokie jak przy podjadaniu innych przekąsek.

5 – Miejsce w brzuchu. Rzecz którą odczuwa się dopiero w 3 trymestrze, ale jest zdecydowanie istotnym czynnikiem. Gdy maleństwo rośnie zaczyna powoli brakować miejsca na nasze własne narządy. Nagle oddychamy płycej, zjadamy mniejsze ilości, częściej czujemy głód a wszystko dlatego, że jest za mało miejsca na wszystko razem.  Wybór: najeść się lub swobodnie oddychać jest dość uciążliwy a gdy mamy naprawdę zapotrzebowanie by coś zjeść (w sensie smak)  to znów kiełki przychodzą nam z pomocą. Zapewniają naszemu organizmowi to co jest mu potrzebne (kiełki soczewicy gdy mamy potrzebę na coś bardziej sycącego, kiełki lucerny, gdy potrzebna lekka przekąska czy też jakiekolwiek inne które pasują nam smakiem) przy czym nie rozpychają żołądka i nie powodują ucisku na i tak obciążony już brzuch.

 

Tak wiec wszystkim ciężarnym i planującym powiększanie rodziny polecam zaznajomienie się z kiełkami, bo stanowią świetną alternatywę dla ciastek, syntetyków i wielu innych pokus z którymi niejedna przyszła mama się spotyka.

 

Ostropest plamisty

Generalnie większość nasion planowałam rozpisywać dokładnie przez cały tydzień. Jednak plany te zakładały rozpisywanie nasion na kiełki a tu by było bardzo wiele aspektów do poruszenia. W tym przypadku mowa o nasionach spożywczych zatem  skupię się na dwóch aspektach: leczniczym oraz sposobach spożycia.

Dziś wartości lecznicze.

Celowo nie piszę „odżywcze” bo w przypadku tej rośliny słowo „odżywianie” to zdecydowanie za mało. To niepozorne ziarno zawierające w swym smaku nutkę goryczy ma niebywałe zdolności stymulujące regenerację jednego z najbardziej obciążonych organów – wątroby. Wiele się pisze o ostropeście   sąsiedztwie leczenia alkoholizmu i regeneracji organizmów zniszczonych alkoholem, jednak warto pamiętać, że każda wątroba we współczesnym świecie ma ciężki żywot.

Wątroba jako organ ma jeden z najtrudniejszych tematów do udźwignięcia.  To ona neutralizuje toksyny jakie my wprowadzamy do organizmu lub wytwarzamy w procesach metabolizmu. I tak jak te wytwarzane przez nas raczej są na stałym poziomie, tak tych które dostarczamy niestety jest coraz więcej.  Mimo tego, ze nasz organizm ma ogromne zdolności regeneracyjne i zdrowa wątroba potrafi zaskakiwać swoją wydolnością i prędkością reakcji, to jednak w nawale zanieczyszczeń, alkoholu,  stresu niewiele tych organów ma zapewniony komfort pracy. Niestety uszkodzenia wątroby i długotrwałe jej niszczenie powoduje utratę zdolności regeneracyjnych aż do kompletnego ich zaniku, tak więc warto zadbać o nią a ostropest jest zdecydowanie najlepszym partnerem nie tylko w profilaktyce ale również leczeniu.

Ostropest zalecany jest przy wielu poważnych schorzeniach nie tylko jako wspomaganie leczenia ale wręcz jako metoda.  Stymuluje regenerację, działa osłonowo i przyśpiesza wydalanie toksyn z organizmu. To wszystko powoduje, że wątroba ma zdecydowanie korzystniejsze warunki na powrót do sił i zdrowia.  Jest wskazana miedzy innymi przy

  • stanach rekonwalescencji po uszkodzeniach różnej natury:  długotrwałe kuracje antybiotykowe, nadużywanie alkoholu, chemioterapia, zatrucia miedzy innymi grzybami;
  • zaburzeniach czynności wątroby na skutek złej diety oraz na tle cukrzycowym;
  • wirusowym zapaleniu wątroby typu C, (nie jest to lek, ale ma silne działanie wspomagające), zapaleniu dróg żółciowych i woreczka żółciowego;
  • kamicy żółciowej (profilaktycznie i leczniczo);
  • do ochrony wątroby u osób z chorobą alkoholową i u przechodzących leczenie odwykowe;
  • chemioterapii (zmniejsza uszkodzenia wątroby) oraz wspomaga rekonwalescencję, przyśpieszając usuwanie substancji toksycznych odkładających się w organizmie;
  • profilaktyce chorób zwyrodnieniowych wątroby;
  • marskości wątroby i zwyrodnieniu tłuszczowemu wątroby;
  • zaburzeniach w wydzielaniu żółci, niedokwaśności soku żołądkowego, braku łaknienia, wzdęciach i odbijaniu;
  • chroni miąższ wątroby i nerek przed niszczącym działaniem trucizn
  • powstrzymaniu krwawień: z nosa, jelita grubego, żylaków odbytu, niektórych krwawieniach macicznych oraz przy przedłużonym miesiączkowaniu;
  • bólach głowy typu migrenowego, obniżonym ciśnieniu krwi oraz skłonności do choroby morskiej i lokomocyjnej;
  • wodobrzuszu i opuchliźnie kostek;
  • podwyższonym cholesterolu;
  • profilaktyce przeciwmiażdżycowej (szczególnie wskazane dla osób będących w grupie ryzyka);
  • problemach ze snem.

Podsumowując:  silne działanie detoksykujące da się odczuć nie tylko w tym jednym, jakże ważnym organie, ale również w innych sferach. Zanikające plamy, przebarwienia, poprawa kondycji włosów, stawów, skóry to wszystko efekt uboczny odtoksycznienia organizmu. Uboczny, ale jakże przyjemny.

Kilka odpowiedzi odnośnie nasion.

Często padają pytania o pochodzenie nasion. Również i o to, dlaczego w sklepie nie ma o tym informacji. Pytano też nie raz czy nie są zaprawiane czy też modyfikowane, zatem w tym wpisie chcę na to wszystko odpowiedzieć, bo to wazne pytania a i odpowiedzi są istotne.

Zacznę od sklepu:

Nie ma tej informacji, bo jej nie wpisałam jeszcze.  To znaczy, wciąż w zamyśle jest napisanie opisów od nowa i dodanie kilku danych, ale w natłoku zamówień i innej pracy, wciąż jednak odkładam tę część na później. A nie jest to niuans, bo czasem nasiona są z różnych miejsc i w zależności od partii różne może być miejsce pochodzenia. Dajmy na to soja, która bywa z Chin i z Meksyku. No ale te informacje zostaną spisane na pewno.

Zaprawianie:

Żadne z naszych nasion nie jest zaprawiane. Dlaczego? Bo promujemy zdrowe jedzenie a sztuczne dodatki nie są tu mile widziane.  Niektórzy, aby oszczędzić parę złotych kupują zwykłe nasiona pod wysiew. One najpewniej też wykiełkują jak należy, ale one są zaprawiane, bowiem rolnikowi zależy na dorosłej roślinie a nie na kiełku. I tak jak dla dojrzałego powiedzmy zboża ów zaprawa nie ma aż takich wielkich skutków ubocznych, tak w przypadku kiełków jest po prostu trucizną. Zatem chyba oczywistym jest, że nasz sklep prowadzi wyłącznie niezaprawiane nasiona.

GMO:

Kolejna istotna sprawa. Żywność modyfikowana genetycznie jest coraz bardziej powszechna i mimo sporego sprzeciwu społecznego, wciąż ma zielone światło w pewnych sferach a o zielone w innych zabiega. U nas GMO ma światło czerwone. Nie prowadzimy sprzedaży nasion modyfikowanych i nawet te nasiona, które pochodzą z Chin są wolne od GMO.

Chiny:

Tak, zdarzają się nam nasiona z Chin. Dla wielu osób ta informacja może nie mieć znaczenia, ale są osoby kto których jest bardzo istotna.  Jednak już śpieszę z informacjami wyjaśniającymi tę kwestię.

Wspomniana wcześniej soja często pochodzi z Chin, podobnie z fasolą mung, jednak wbrew powszechnym opiniom nie cena tutaj jest czynnikiem decydującym ale siła kiełkowania. W polskich warunkach również można wyhodować te rośliny, jednak nasze warunki są dalece odmienne i nasiona takie nie nadają się potem do sprzedaży jako nasiona do kiełkowania. Jedynym rozwiązaniem jest szukanie źródeł, które dadzą nasiona odpowiedniej jakości, zdrowe a najlepsze są w tej materii możliwie najbardziej naturalne tereny. To powoduje, że

Tak więc jeśli czynnik etyczny jest dominujący to uprzedzamy lojalnie, iż niektóre z nasion mają chińskie pochodzenie, jednak jest to w pełni uzasadnione, zaś nasiona są zdrowe, czyste i wolne od GMO.

Jeśli mamy możliwość nabyć nasiona spełniające nasze wymagania (czyli zdrowe, niezaprawiane, wolne od GMO i z bardzo dużą siłą kiełkowania)  z Polski to korzystamy z polskich źródeł. Nie zawsze jest jednak taka możliwość. Podobnie z nasionami ekologicznymi. Jeśli pojawia się możliwość wprowadzenia do sklepu nasion certyfikowanych to jeśli tylko przejdą przez testy to z radością wprowadzamy je do sprzedaży. Jednak wymagania nasionom stawiamy wysokie, więc nie wszystkie testy przechodzą.

Pojawiają się czasem pytania o konkretne gatunki. I tu już bywa to szczególnie kłopotliwe. Co prawda w niektórych przypadkach nie, bo tylko jeden gatunek mamy dostępny, ale często jest tak, że gatunek powiedzmy jęczmienia zależny będzie od tego w jakim okresie był zamawiany. Co prawda w przypadku kiełkowania  nie czyni to różnicy, ale jeśli ktoś szuka nasion na trawę lub po d wysiew to kwestia gatunku bywa kluczową. W tej jednak kwestii lepiej dopytywać, bo naprawdę różnie być może.

No i chyba napisałam co miałam napisać a jeśli czegoś zabrakło to proszę przypomnieć a dopiszę na pewno.

Kiełki brokuła a nowotwory

Badania biochemików z zakresu  żywności funkcjonalnej, czyli takiej, która nie tylko żywi, ale też leczy co chwila przynoszą nowe odkrycia. Jednym z nich było odkrycie substancji przeciwnowotworowych w kiełkach brokuła. Napisano już nieco o tym, jednak Pestka  by Pestką nie była gdyby, choć w kilku zdaniach i tutaj tego nie opublikowała.

Zatem dlaczego kiełki, a nie dorosłe warzywo. Najczęściej to zostawiane jest w artykułach na koniec ale ja od tego chcę zacząć. Substancją aktywną jest tutaj sulforafan i właśnie to dzięki niemu brokuły zdobyły uznanie w profilaktyce oraz leczeniu nowotworów. Oczywiście, same kiełki nowotworów nie wyleczą, ale nie tylko zmniejszają ryzyko zachorowania ale też łagodzą przebieg choroby, jeśli już wystąpi.

Substancja ta jest jednak bardzo wrażliwa i zanika wraz ze wzrostem warzywa. Zatem różnica w ilości pomiędzy kiełkami a brokułem może być kolosalna włącznie do kompletnego zaniku sulforafanu w dojrzałym warzywie. Ogólnie podaje się, że w kiełkach brokuła jest go 20-50 razy więcej niż w formie dorosłej. Zatem to zdecydowane wskazanie by myśląc o zdrowiu sięgać po kiełki tego warzywa.

W kiełkach ilość substancji jest raczej stała jednak najwięcej skorzystamy jedząc świeże kiełki, takie osobiście wyhodowane. Im dłużej leżą tym więcej substancji umyka, mimo, że kiełki to specyficzne pożywienie, które rośnie nawet po zebraniu i schowaniu do lodówki. Kwestia, że rośnie zdecydowanie wolniej, no i zaczyna wykorzystywać w większym stopniu swoje zapasy, wiec mniej zostaje dla nas.

Badania były przeprowadzane w różnych zagadnieniach ja zaś dotarłam do takich przykładów:

nowotwory płuc – zdecydowanie grupa poważnie zagrożona nowotworami płuc) Korzystne wyniki były dla nowotworów płuc (palacze jedzący kiełki brokuła wykazali redukcję zachorowalności rzędu 36% przy 18000 badanych;

nowotworów piersi – guzy wygenerowane laboratoryjnie a efektem było 60% mniej nowotworów, oraz guzy mniejsze od 75% do 80%w porównaniu z tkankami nieleczonymi. Dodatkowo pojawienie się guzów zostało opóźnione i rosły one zdecydowanie wolniej. Niestety wciąż nie wygenerowano stosownego leku, jednak kiełki brokuła są dostępne i bez recepty;

nowotworów jelita grubego – badacze w Toulouse we Francji, udowodnili, że sulforaphane wywołał śmierć komórek rakowych w ludzkich tkankach jelita grubego, jednak tu nie mam szczegółów;

nowotwory przewodu pokarmowego – co prawda badano pod katem choroby wrzodowej (sulforafan skutecznie zabija Helicobacter pylori, której ubić nie mogą antybiotyki) jednak w trakcie badań potwierdzone zostało też korzystne działanie w przypadku nowotworów. Co ciekawe, badacze zwrócili uwagę na aspekt brokułowy, bowiem dostrzegli prawidłowość, że chorzy jedzący regularnie kiełki brokuła zdecydowanie lepiej przechodzili chorobę a nawet się z niej wyleczyli. Co znaczące – były to badania nie tyle nad samym sulfaranem ale nad kiełkami brokuła w diecie;

nowotwór pęcherza – tutaj z pomocą idą kiełki brokuła, kiełki kapusty oraz czysta woda. Naukowcy z Harvardu poza tym dostrzegli, że palacze mają 3 do 4 razy większe ryzyko zachorowania na raka pęcherza niż osoby niepalące;

nowotwór prostaty – tu badania prowadzili naukowcy z Stanford University Medical Center. badania dotyczyły raczej udziału warzyw w diecie niż samych kiełków brokuła, jednak jest to powiązane. Wynik był następujący: osoby, które jadły najmniej trzy posiłki z brokułów, kalafiora, albo brukselki tygodniowo, miały o 41% mniejsze ryzyko zachorowania na raka prostaty niż osoby jedzące jeden taki posiłek w tygodniu.

Tak wiec zdecydowanie dobrze dodać kiełków kapusty czy brokuła do diety codziennie, szczególnie że dawką leczniczą jest zaledwie pół filiżanki kiełków brokuła i to co drugi dzień.

Sposób żywienia a kiełki

Wczoraj spotkałam się z ciekawym pytaniem – czy kiełki można jeść cały rok, bo według zaleceń makrobiotycznych powinny być jadane tylko wiosną. To pytanie zainspirowało mnie to napisania postu o dietach ogólnie.  Może później napiszę szczegółowo, ale to jak się zapytania w komentarzach pojawią, to będę wiedziała, które diety interesują Was, bo przecież nie dla siebie piszę :)

Diety odchudzające - jest ich wiele i często mają kompletnie sprzeczne założenia. To co jest dopuszczalne w jednej diecie w drugiej jest niewybaczalnym błędem, zatem tutaj, trzeba by było indywidualnie, ale pokuszę się o jedna opinię: Kiełki, jako produkt niskokaloryczny (wszystkie), wysokobiałkowy (głównie kiełki roślin strączkowych), bogaty w wiele składników odżywczych są doskonałym uzupełnieniem diety. Oczywiście, nie najemy się nimi, ale zdecydowanie odżywimy organizm a to bardzo ważny aspekt, niestety często pomijany. Jeśli chudniemy zdrowo (to znaczy jesteśmy odżywieni) czujemy się dobrze,  mamy doskonałą kondycję skóry, włosów i paznokci a co za tym idzie, efekt jo-jo, którego tak wiele osób się obawia, jest zdecydowanie dalej od nas, niż gdy naszej skórze brakuje budulca.

Zatem dla odchudzających się zdecydowanie TAK na kiełki

Dieta wegetariańska i wegańska – tutaj nie trzeba chyba wiele pisać, wszak to wegetarianie właśnie rozpowszechnili kiełki na gruncie Europy. Co prawda nie oni przywieźli ten doskonały wynalazek (zrobił to James Cook, stosując je jako suplement przeciw szkorbutowi pośród swoich marynarzy) ale zdecydowanie to właśnie wegetarianie zaczęli powszechnie spożywać ten dar natury.  Wegetarianom się często zarzuca braki w żywieniu (niesłusznie zresztą, ale to na inny wpis historia) zatem dla wszystkich nadwrażliwych polecamy:

-kiełki lucerny -  wapń żelazo magnez;

-kiełki brokuła – omega 3, żelazo, selen – więc to co cenne w rybach;

-kiełki buraka – żelazo, witamina C i kobalt – zatem przeciwdziałanie anemii

-kiełki strączkowych – wysokogatunkowe białko

i generalnie tak można pisać i pisać ale nie o tym ten wpis jest. Wegetarianie i weganie dobrze znają wartość kiełków, a jeśli nie znają to służę radą i pomocą :)

Diety alergików – tu jest kwestia indywidualna, bowiem osoba z alergią na cebulę będzie miała również alergię na kiełki cebuli. Jednak odżywienie i oczyszczenie organizmu jest bardzo ważne przy kłopotach alergicznych zatem, jeśli tylko nie ma alergii na daną roślinę to polecam kiełki: cebuli, lucerny i nade wszystko koniczyny.

koniczyna jest ważna o tyle, że poza oczyszczaniem organizmu również ma działanie wykrztuśne i łagodzi kłopoty z drogami oddechowymi a przecież astma często ma swój rodowód właśnie w alergiach wziewnych (głównie dotyczy osób z alergią na pyłki brzozy)

Diety makrobiotyczne oraz pięciu przemian – nie bez przyczyny te dwie drogi połączyłam w jedną: co prawda dziś są to dwa kierunki, jednak początki makrobiotyki sięgają właśnie tradycji pięciu przemian. Więcej na ten temat jeśli będzie potrzeba. Makrobiotyka zaleca głównie ziarna i bardzo słusznie, wszak to być powinno 60% + naszej diety nawet wedle tzw. piramidy żywienia.  Założenie iż w zbożu jest wszystko czego roślina potrzebuje jest słuszne, jednak dopiero w procesie kiełkowania substancje zapasowe zostają aktywowane i przekształcają się w najwartościowsze dla nas formy.

Nieliczni żywią się ściśle według zaleceń Goergsa Oshawy a skoro dopuszczają więcej składników odżywczych (i nie tylko odżywczych ;) ) to zdecydowanie uzupełnienie tej diety o kiełki jest wszech miar korzystne i to nie tylko w naturalnym dla tej diety okresie wiosennym (wszak wtedy naturalnie zboża kiełkują) ale i poza tym czasem, jednak kierując się zaleceniami diety makrobiotycznej warto zimą posiłkować się kiełkami lucerny czy fasoli mung, bowiem przygotowane na ciepło nie wychładzają organizmu.

Podobnie rzecz się ma w przypadku pięciu przemian,  choć tutaj wypadałoby rozpisać jeszcze szczegółowo jakie kiełki do którego żywiołu przypisać, jednak głównie będą to drzewo i woda, choć w niektórych przypadkach również metal. Jednak to jest aspekt bardziej w temacie leczenia według pięciu przemian a nie żywienia. Choć jeśli ktoś się interesuje tą dietą, najpewniej już wie o czym piszę i wie jak bardzo jest to powiązane.

Dieta ciężarnych – zdecydowanie wielkie tak na kiełki, choć jest jedno „ale”. Ciąża to czas gdy reakcje alergiczne są najczęściej silniejsze, zatem trzeba unikać kiełków na które mamy uczulenie. Poza tym, zdecydowane tak bowiem najczęstsze kłopoty ciężarnych (anemia, cukrzyca ciążowa, niedobory kwasu foliowego) bardzo łatwo, zdrowo i tanio można wyregulować dzięki kiełkom buraka, cebuli czy lucerny. Dodatkowo, w przypadku mamy alergicznej kiełki koniczyny (o ile ona sama nie uczula) są zdecydowaną ulgą przy przykrych objawach.

Dieta mamy karmiącej – i znowu wielkie tak. Aspekt alergii traktujemy jak wyżej, ale dodając do tego czynnik potencjalnej alergii dziecka. Dla osób, które nie miały oseska może się wydawać, że dieta mamy karmiącej nie jest trudna, ot wystarczy by była urozmaicona, ale niestety nie jest tak lekko. Wszystko co mama zje jest w mleku a to powoduje, że mama ma jeść zdrowo, bez przypraw, bez produktów alergizujących (szczególnie gdy w rodzinie są alergie), bez nabiału,  bez strączków, bez produktów smażonych i w ogóle tych „bez” mnożyć można w nieskończoność. Pierwsze trzy miesiące na marchewce, ryżu i jabłkach, ale też tylko gotowanych lub pieczonych. Można, dziecku niczego nie zabraknie, ale tutaj zdecydowanie z pomocą przychodzą kiełki.

Mama chce by dziecko miało wszystko co potrzebne, chce też sama dobrze wyglądać,  chciałaby też przesypiać noce i najlepiej nie spotkać się z kolką (ząbkowania nie da się pominąć ;)  ) tak więc zalecenia żywieniowe, szczególnie w pierwszym półroczu są dość rygorystyczne ale kiełki przychodzą na ratunek.  Zatem ciężarne niech odpuszczą sobie kiełki pikantne w smaku, przynajmniej na początku (tj z 4-6 miesięcy) zaś alergiczne niech zrezygnują z tych które uczulają zaś cała reszta to doskonały suplement diety dla zdrowia zarówno matki jak i dziecka.

No i wyszedł mi strasznie długi post, ale prawda taka, że o każdej z diet bym mogła godzinami pisać… szczególnie dla mam czy wegetarian, ale prawda taka, ze niezależnie od uznawanej diety (no może z wyjątkiem ideologicznych które po prostu nie uznają kiełków i już) kiełki są doskonałym dodatkiem tak zdrowotnym jak smakowym.

A teraz czekam na sugestie, który temat bardziej rozwinąć.

Gadziny i inne takie

No dość o ptakach.

Że kiełki lubią to już wiecie, bo dwa wpisy o tym to dość. Wszak o kiełkach ma być a nie o ptakach.

Tak wertując informacje o kiełkach w diecie zwierząt natknęłam się kilkakrotnie na kiełki w terrarium. Jakoś większość gadzin kojarzy się z karmieniem świerszczami czy innymi stworzeniami żywymi + ewentualnie sałata dla żółwia a tymczasem wyczytałam, że kiełki rzodkiewki, rzeżuchy, bambusa, soi to nie tylko zdrowe jedzonko ale wręcz przysmak niektórych zmiennocieplnych.

Oczywiście, jak mamy węża co to bez myszki nie przetrwa, t o nie próbujmy karmić go kiełkami, jeśli jednak nasz gad lubi zieleninę, to kiełki są tu wspaniała alternatywą dla gotowców. Nie dość że tanie, proste w uprawie to jeszcze zdrowe i smaczne. Z naciskiem na to zdrowe, bowiem gotowe mieszanki dla zwierząt raczej świeżych warzyw nie zawierają, zaś warzywa kupowane w sklepie jakość mają różną.

A co w tym wszystkim najfajniejsze? Że można zrobić sałatkę równie smaczną i zdrową dla siebie, tak wiec dbając o siebie możemy zadbać o pupila, lub też odwrotnie – dbając o pupila możemy zadbać o siebie :)

Kiełki i zwierzęta

Tak chcąc, nie chcąc zapoczątkowałam nieco inne podejście do tematu. Tak mnie pajączek urzekł ale przecież, choć jego kiełkami nie nakarmimy, to wiele zwierząt lubi kiełki. Mało tego, coraz częściej mówi się o kiełkach jako zdrowym jedzeniu dla naszych pupili i to nie tylko w przypadku gryzoni, ale również ptaków czy ryb. Zatem chwilowo odejdę od diety ludzkiej, na rzecz naszych Mniejszych Braci, bowiem w łatwy sposób można pogodzić nasze prywatne uprawy kuchenne ze zdrowiem i przyjemnością naszych podopiecznych.

Generalnie niewymowne zalety kiełków to nie tylko plus dla człowieka. Pamiętajmy, że w przyrodzie, choć nie występują masowo jak w domowych hodowlach, to jednak istnieją, a zwierzęta roślinożerne zdecydowanie cenią sobie kiełki i młode pędy. Co prawda nie mają pojęcia co zjadają, nie nazwą tego, nie ocenią wartości odżywczych, ale wiedzą, że jest smaczne i dobrze się po tym czują. Więcej do szczęścia nie potrzeba. Tak więc jeśli mamy w domu zwierzaka, to warto zastanowić się czy i które kiełki podać, bowiem będzie to dla niego nie tylko smakołyk, ale nade wszystko spora dawka zdrowia.

Poniżej umieściłam link do artykułu Carolyn Swicegood w tłumaczeniu Gabrieli Zenkner o kiełkach w diecie papug. Warto przeczytać nawet jeśli nie dokarmiamy papug, bo wiele informacji cennych jest i dla innych kiełkożerców. Tak tych skrzydlatych, dwunożnych czy czterołapnych ;)

http://www.papugi.resnet.pl/artykuly/kielki.htm

Miłej lektury :)

kiełki słonecznika a zdrowie

Zatem dziś dwa wpisy, bo nie mam sumienia rozwlekać jednego postu w nieskończoność.

Wcześniej tabelki, zatem dla tych, którzy je rozumieją i z nich korzystają informacje we wcześniejszym poście, teraz zaś garść informacji o kiełkach i zieleninie słonecznika w zastosowaniu profilaktycznym.

Co od razu rzuca się w oczy to wysoka zawartość  fosforu i wapnia oraz witaminy D. Dla miłośników reklam już pewnie wiadomo do czego zmierzam, a tych, którzy nie wiedzą informują: są to niezbędne elementy w budowie zdrowych kości i zębów.

Z kośćmi i zębami jest tak, że póki rośniemy możemy zadbać o możliwie największą ich gęstość, tak więc jest to niebywale ważny element w rozwoju każdego małego człowieka. To też powoduje, że kiełki słonecznika są tak cenne w codziennej diecie dzieci i zdecydowanie warto je szerzej polecać w miejsce syntetycznych wynalazków.

Błędem by jednak było myślenie, że tylko w okresie wzrostu ma to znaczenie. To, że później już nie rozwijamy naszego kośćca w ten sposób, to jednak uzupełniamy braki.  Odpowiednie ilości wapnia, fosforu i witaminy D zdecydowanie przeciwdziałają osteoporozie i chorobom na tle reumatycznym.

Zwolenników diety niskobiałkowej zdecydowanie ucieszy pewnie fakt, że kiełki słonecznika zawierają biało wysokiej jakości i w ilościach umożliwiających uznania ich za źródło białka. Za to miłośników diety wysokobiałkowej pewnie zadowoli fakt, iż kiełki słonecznika, nie tylko smaczne ale i bogate w substancje odżywcze, mogą zdrowo urozmaicić ich dietę.

Z witamina D jest jednak pewien niuans bowiem przyczyną na przykład krzywicy jest niedobór witaminy D ale kiełkami słonecznika tego nie uregulujemy. Powód prosty: w kiełkach słonecznika jest prowitamina D2 podczas gdy przed krzywicą chroni nas prowitamina D3. ale jest i dobra wiadomość – D3 wytwarzamy sami pod warunkiem, że nie boimy się słońca. Ale tutaj też kiełki słonecznika pomogą, bowiem zawarta w nich niacyna wpływa korzystnie na kondycje skóry a właśnie w skórze, pod wpływem promieni słonecznych wytwarzamy D3.

Panie pewnie będą zadowolone też z tego, że niacyna ogólnie poprawia kondycje skóry. Zatem kiełki słonecznika to istne źródło dla doskonałej cery.  Szczególnie, że wspomaga również osoby z cerą trądzikową, a to zmora wielu osób. Zatem można z tą zmorą walczyć w smaczny sposób.

Dodatkowo, kiełki słonecznika, jak i chyba wszystkie inne, zdecydowanie regulują przemianę materii, przyśpieszają proces wchłaniania substancji odżywczych oraz wydalania złogów. Delikatne działanie detoksykujące, to kolejny plus w trosce o naszą urodę i dobre samopoczucie.

No i dodam jeszcze o żelazie słów kilka. To dzięki niemu nasza krew jest odpowiednio utleniona a jego braki to mało przyjemna dla wyglądu i zdrowia anemia. Aż 70% żelaza znajduje się w hemoglobinie, zatem działanie jego obecność jest niezbędna by krew mogła prawidłowo spełniać swoje funkcje.

Dodając do tego również wysoka zawartość magnezu, mamy w kiełkach wszystko to, by nasz organizm sprawnie się poruszał a my byśmy mieli dobry nastrój.  Równowaga magnezowo-wapniowa dla naszych mięśni gra kluczową rolę bowiem wapń odpowiedzialny jest za skurcz mięśni, a magnez za rozkurcz. Dodając do tego silne kości mamy naprawdę dużą dbałość o nasz organizm i możliwość ruchu. Dodać do tego jeszcze regularny ruch i na pewno nasze ciało służyć nam będzie do późnej starości.

Zatem porcja kiełków słonecznika na drugie śniadanie i ruch na świeżym powietrzu i byle unikać kontuzji ;)